czwartek, 10 października 2013

Morfina - Szczepan Twardoch



A gdyby tak napisać powieść w której mit Polaka-bohatera zostaje obalony? Gdzie mężczyzna zamiast walczyć, szuka dostępu do używek i kobiet? "Morfina" Szczepana Twardocha to właśnie punkt widzenia pierwszych miesięcy okupacji. Nic nie jest tu oczywiste, ani jednoznaczne. Uwodzi słowami, które rozlewają się niebezpiecznie w głowie. I zostają, niepokojąco długo. Genialna rzecz.

Uwielbiam antybohaterów - niepoukładanych, nieoczywistych, zagubionych. Takich do których czuć antypatię i którzy wszystko robią nie tak, jak oczekuje od nich czytelnik. Konstanty Willemann to bon vivant i morfinista, mężczyzna którego imię i nazwisko są zaprzeczeniem jego osobowości. Willemann oznacza bowiem z niemieckiego człowieka woli, jego imię natomiast to z łaciny ktoś "stały, niezłomny, stanowczy". Mieszczanin z arystokratycznymi pretensjami, obracający się w kręgach artystycznych zostaje zaskoczony wybuchem wojny. Mimowolnie bierze udział w pierwszych walkach, jednak szybko wraca do życia sprzed września 1939 roku i tonie w objęciach tytułowego narkotyku. Zamiast bronić ojczyzny tańczy na swoim ulubionym, obrotowym parkiecie Adrii, szuka pocieszenia w ramionach prostytutki Salome, wypróżnia się (dosłownie) po kątach. Kiedy żona każe mu zaangażować się w konspirację ("bo tak trzeba") - robi to. Jednak wszystko, jak w złośliwym scenariuszu, idzie nie tak. 

Ważną rolę w powieści odgrywają kobiety. W przeciwieństwie do słabych i bezwolnych mężczyzn to one dyktują przebieg wydarzeń. Wachlarz charakterów i osobowości jest wyjątkowo szeroki i różnorodny. Mamy bowiem żonę głównego bohatera - Helę, stereotypową Matkę Polkę, dla której największym spełnieniem byłoby zostanie wdową po żołnierzu-bohaterze. Na drugim biegunie osadzona została matka Konstantego - Katarzyna, który kładzie się cieniem na jego życiu. Niezrównoważona nimfomanka jest ostatnim wyobrażeniem, jakie można mieć o matce. Salome, kochanka Willemanna, to z kolei przedstawicielka kobiecości biologicznej. Kostek nie rozumie kobiet, zdają się być tłem dla ukazania jego słabości. Wszystkie bowiem mają mocną tożsamość, w przeciwieństwie do męskich bohaterów.

Doskonały w powieści jest język. Żywy, melodyjny, soczysty. Autor odrobił lekcję z polszczyzny międzywojnia, która brzmiała inaczej niż ta współczesna. Przygotowywał się czytając przedwojenne poradniki, gazety i nie sposób nie zauważyć tego podczas lektury. Języki uwodzi i wciąga. Ciekawym zabiegiem jest ponadto dwugłos narracyjny - znamy bowiem myśli Konstantego i nieokreślonej postaci, która równie dobrze może być jego matką, morfiną, psyche czy czymkolwiek innym. Autor pozostawia czytelnika bez odpowiedzi na pytanie kim jest głos w głowie Kostka.

Wbrew oczekiwaniom nie jest to również powieść o wojnie. Bohaterowie są tutaj ahistoryczni. Zastanawia mnie, jak wielu było takich jak Konstanty, dla których okupacja stała się jedynie przeszkodą w łatwym dostępie do dobrej zabawy? Twardoch ironicznie traktuje tych, którym wydaje się, że robią coś dobrego dla Polski. Mamy bowiem asa wywiadu, który nie pamięta, jaki pseudonim wymyślił dla swojego agenta lub upojonych konspirantów, którzy włóczą się po ulicach Budapesztu. Jak się okazuje początek wojny nie dla wszystkich był czasem honoru.

"Morfinę" polecam ogromnie. To kawał dobrej literatury z wyrazistymi bohaterami. Jest to powieść nieco kontrowersyjna, przedstawia bowiem czas okupacji z innej, antybohaterskiej perspektywy. Imponuje przygotowanie autora i poziom detalu świata przedstawionego, jak również umiejętność operowania językiem i dostosowaniem go do ówczesnych standardów. Dobra rzecz, słusznie nagradzana.

Kategoria: współczesna literatura polska
Wydawnictwo Literackie 2012, s. 584.
Moja ocena: 5/6

3 komentarze:

  1. Nie czytałam jeszcze "Morfiny", ale na pewno szybko to nadrobię, bo zewsząd płyną pełne zachwytów głosy. Właściwie nie wiem jak się jeszcze uchowałam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam "Morfinę" już jakiś czas temu. To jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w ostatnim roku. Kostek Willemann to postać złożona, niejednoznaczna, świetnie skonstruowana. Najbardziej spodobała mi się narracja i postać kobiety, która dopowiada przyszłe losy bohaterów. Dobrze, że książkę mam na własność. Z całą pewnością jeszcze do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam "Morfinę" już jakiś czas temu. To jedna z najlepszych książek, które przeczytałam w ostatnim roku. Kostek Willemann to postać złożona, niejednoznaczna, świetnie skonstruowana. Najbardziej spodobała mi się narracja i postać kobiety, która dopowiada przyszłe losy bohaterów. Dobrze, że książkę mam na własność. Z całą pewnością jeszcze do niej wrócę.

    OdpowiedzUsuń

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC