czwartek, 19 sierpnia 2010

Pchli Pałac - Elif Şafak




Pierwsza od dawien dawna recenzja. Nadal przebywam w kraju Elif, ale już za dni parę ląduję na ojczystej ziemi. No i co sobie myślę o książce napisanej przez Turczynkę. Książka o śmieciach.. śmieciach w sensie dosłownym i śmieciach w sensie przenośnym. Skompilowano ją na zasadzie opowieści lokatorów kolejnych mieszkań Pałacu Cukiereczek w Stambule. Dla niektórych śmieci stały się celem w życiu, u niektórych śmieci to przenośnia bałaganu i "smrodu" życiowego. Temat ciekawy, sposób ukazania również. Czuć tureckiego ducha...śmieci w Turcji są niestety wszechobecne. Piękny zabieg w postaci klamry - jeden przedmiot, śmieć oczywiście, spina nam całą historię. Postaci są skrajnie różne, skrajnie różne są i ich problemy, "śmieci życiowe".
Polecam, chętnie sięgnę po inne książki pani Şafak.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Literackie 2009, s. 508
Biblionetka: 4,58/6
Moja ocena: 4+/6

piątek, 5 marca 2010

Oko Księżyca - Anonim




To moja pierwsza recenzja na tej stronie. Dlaczego? Dlatego, że owładnięte miłością serce pędzi tam gdzie jego miejsce (czemu gorąco kibicuję!), zmienia szerokość geograficzną
i strefę klimatyczną, a mi przekazuje swoje BAZGRADEŁKO. Z poczuciem szacunku i ogromną sympatią do A. postaram się jej nie zawieść! Dziękuje! Koniec prywaty, zatem do dzieła!

Oko Księżyca to książka, która bawi i śmieszy, mnie zupełnie nie przeraziła, co najwyżej przeniosła w zupełnie wyimaginowany świat pełen wampirów, wilkołaków
i wszędzie lejącej się krwi. Zabierając się za czytanie byłam niezwykle ciekawa
i podekscytowana tym, że czytać ją będę w kontekście napisania recenzji. Już pierwsze trzy rozdziały sprowadziły mnie na ziemie. Głos wewnętrzny powiedział: nie jest to książka która Ciebie porwie swoją treścią. I też nie porwała... Co prawda całe 450 stron czyta się bardzo szybko z uwagi na prosty język oraz humorystyczne porównania - jest to chyba największa zaleta tej książki.
Historia opowiada o Mnichu, który posiada tytułowe Oko... i powraca do owładniętej przez wampiry i wilkołaki miejscowości o nazwie Santa Mendoga. Mnich pragnie odnaleźć mordercę sprzed lat niejakiego: Bourbona Kida. Jak się okazuje, nie tylko on ma taki plan. Miejscowa policja, a raczej Brudne Świnie (Klan Wampirów) także pragną dopaść Kida. Na usługach Wampirów są Wilkołaki. Przekomiczna para: Igor Kieł i MC Pedro wiodą prym. Igor- mięśniak, stworzony wprost do MMA (rodzaj walki), a jego zaprzeczenie MC – posiada instynkt samozachowawczy, ale chętnie rapuje tak jak MC Hammer. Kiedy do Klanu Brudnych Świń dołączają miejscowi stróże prawa: De La Cruz, Hunter i Denson akcja nabiera tempa. Wszyscy mają jeden cel. Jaki ? Dopaść Bourbona Kida! Czy im się uda? Tego dowiedzcie się sami.
Opowieść zaczyna się banalnie: bal w miejscowym liceum, odpychana przez wszystkich Beth i pierwszy rozrabiaka szkoły JD. Para idealna na romantyczne love story. Niby zwykła proza życia, więc czytałam dalej. Książka rzeczywiście została napisana w stylu thrillerów- poważnym tonem. Są morderstwa, zbrodnie, leje się krew. Ale nie tylko. Co pewien czas autor wplata śmieszne opisy, które nadają komizmu sytuacji i mimo wszystko zaczynam się śmiać. Bo co z tego, że za ścianą mieszka psychopata, skoro słyszysz te straszne wrzaski? Bądź też nie ważne, że mózg wylądował na żyrandolu, ważne jest jaką fryzurę ma morderca. Myślę, że był to celowy zabieg autora. Świadome wprowadzenie  opisów sprawia, że fabuła, która jest przewidywalna i prosta w swej formie jest na swój sposób atrakcyjna.
To chyba największy plus tej książki! Bo jak nie śmiać się z faktu, że Święty Graal przechowywany jest w szatni, a Elvis Preasley śpiewa z kościelnej ambony, jednocześnie walcząc z Wampirami...

Moja ocena: 4/6

Książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.


środa, 2 grudnia 2009

Moje Indie - Jarosław Kret




Ojjj znowu miałam zawieszenie w czytaniu... Czasem dzieje się tak w naszym życiu, że zmartwienia, kłopoty i troski przytłaczają nas w takim stopniu, że sprawy, które kiedyś nas bawiły i podnosiły na duchu - już tego nie robią. Nie miałam ochoty na nic, a już tymbardziej na czytanie. Jednak - wracam do żywych i to już definitywnie. Obiecuję wszem i wobec - teraz znów będę czytać.
Ale do rzeczy. Książka pana Kreta. Pan pogodynka - od tej perspektywy go pojmowałam. I rzeczywiście - nie do końca byłam świadoma jego wykształcenia. Z dużą dozą ironii podeszłam do książki i ... niespodzianka. Primo po pierwsze - brawa dla Świata Książki - książka wydana piękne. Jakość papieru, zdjęć, układ tekstu - brawo, brawo, brawo! Primo po drugie - bardzo przemyślana struktura książki. Jestem indo-laikiem i bałam się, że pan Jarek przytłoczy mnie mnogością określeń indyjskich, i te wszyskie -putry i -lakhmy w głowie się mnie zmiksują. Otóż nie - bardzo przemyślana struktura książki, wszystkie informacje pięknie z siebie wynikają.
No a teraz treść sama - w bardzo ciekawy, ludzki sposób napisana historia o swoim zakątku na ziemi. Czyta się przemiło, czułam te wszystkie zapachy, widziałam te krajobrazy. Czułam się lepiej, fajniej... Piękne fotografie, doskonale uzupełniające treść (z fotkami czuję pewien niedosyt - więcej!więcej!). Interesujące historie - zarówno migawki z życia zwykłych Indusów, migawki z historii Indii, migawki z historii polsko-indyjskiej ( a i takie, o dziwo, są), okraszone próbami przybliżenia czytelnikowi mitologii indyjskiej. Te wszystkie elementy tworzą interesujący obraz Indii. Cóż mogę powiedzieć - podoba mi się styl pisania pana Kreta, taki kumpelsko-gawędziarski, bez zbędnego puszenia sią. Dużo autoironii. Polecam, gorąco polecam!

Kategoria: literatura podróżnicza
Wydawnictwo Świat Książki 2009, s. 296
Biblionetka: 5,17/6
Moja ocena: 5,5/6

Książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

sobota, 14 listopada 2009

Żar - Sándor Márai




Kolejne spotkanie z literaturą węgierską. Kolejny raz czuję, że coś mnie omijało... "Żar" jest książeczką - cieniutką, nieopasłą. I to nie jest zarzut. Lubię księgi opasłe - to daje złudzenie, że to, co przeczytasz wiele Ci da. Wiele treści ukaże Ci się po lekturze tłustego tomiska. Dlatego zawsze z dużą dozą wątpliwości traktowałam książeczki. I z takim nastawieniem zaczęłam czytać "Żar". Z Sándorem Márai spotykałam się już na półkach w księgarni - przyuważyłam kiedyś "Pierwszą miłość". To dopiero mini-książeczka - format notatnika, i też stron mało. Kiedy upolowałam "Żar" w bibliotece, pomyślałam, że zmierzę się z moimi stereotypami. I co? Oczywiście - zostałam pozytywnie rozczarowana.
"Żar" czyta się leniwie, powoli. Dokładnie tak, jak przebiega monolog głównego bohatera - Henryka. Opowiada on historię - o sobie, swoim przyjacielu - Konradzie i swojej żonie - Krystynie. Historię trójkąta. Tego w znaczeniu dosłownym i w znaczeniu metafizycznym. Historia trudna. Pełna goryczy, żalu, ale im dalej w treść - tym więcej nie tyle zrozumienia i akceptacji, co rezygnacji. Padają tutaj piękne słowa o miłości i przyjaźni. Ich piękno nie polega na tym, że są ubarwione, czy podrasowane. Nie są specjalnie odkrywcze. Ich piękno polega właśnie na surowości. Cała historia jest bardzo surowa. Język oszczędny. Ale wszystko się tli i tytułowo żarzy. Jestem pod wrażeniem tych słów, tej historii. Myślę, że należy głębiej wejść w węgierską literaturę - piękne historie w sobie kryje.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Czytelnik 2008, s. 168
Biblionetka: 4,90/6
Moja ocena: 5/6

sobota, 7 listopada 2009

7 kolorów tęczy - Monika Sawicka




Uprzedziłam się do tej książki. Zobaczyłam w prologu Paulo Coelho i poczułam się niedobrze. Mam alergię na Pana Aforyzma. I już. Zaczęłam czytać i ... zdębiałam.
Uprzedzam na samym początku, iż moja opinia będzie skrajnie subiektywna. Czasem jest tak, że coś trafia w nasze ręce w odpowiednim czasie i jest znakiem, drogowskazem, przepowiednią? Poczułam się strasznie dziwnie czytając tę książkę. Poczułam się jakby ktoś niedawno podejrzał moje życie i je spisał, wydał i przesłał mi. Prosząc o recenzję, o ironio!
Nie będę zdradzać szczegółów - co dotyczy, a co nie. Strzał był konkretny. Autorka bardzo mi pomogła... zrecenzować samą siebie. Za co jej w tym miejscu dziekuję.
Książka dzieli się na dwie części: książkę właściwą oraz bonus. Książka właściwa składa się na historię dwóch kobiet - które zyskują i tracą na przemian. Miłość przychodzi i odchodzi. Powraca, cofa się, po czym ucieka.  Na bonus składają się nagrodzone przez kapitułę konkursową prace.
Jak się czyta? Ja czytałam z rosnącym niepokojem... jak skończy się moja historia? Bałam się ciągu dalszego, bo niepokojąco pokrywał się on z tym co działo się w moim życiu. Ale mimo niepokoju - czyta się dobrze. Momentami drażni straszliwie metoda "kopiuj&wklej". Odpuściłam sobie czytanie listów króla Sobieskiego do Marysieńki - być może są istotne dla fabuły, ale język Janka+masakryczna czcionka, jaką były te listy przedrukowane - spasowałam. Interesujący jest podział książki na części - kolory... Jaka ja jestem? Czuję się fioletowo-zielona od pewnego czasu.... i dobrze mi z tym.
Książka prezentuje znielubiony przeze mnie mentorsko-entuzjastyczny styl P. Coelho. I pewnie bym jej nie chwyciła do ręki. ALE trafiła do mnie w odpowiednim momencie i pewne prawdy dzięki temu sobie przyswoiłam. Stąd moja ocena. I tak sobie po cichu myślę, że skoro pomogła mi przebrnąć, przez pewne trudności życiowe, pewne sprawy w głowie pozwoliła ułożyć, to autorka może sobie kupić dobre winko i wypić za zdrowie. Swoje i moje. Nie zmienia to jednak mojego nastawienia do literatury coelhistycznej, którą omijać szerokim łukiem będę. Książkę polecam tym, co na zakręcie życiowym i zwątpili w sens swoich niedorzecznych działań. Słuchać serca, iść naprzód - będzie dobrze. Za prywatę przepraszam.


Kategoria: współczesna literatura polska
Wydawnictwo Magia Słów 2009, s. 464
Biblionetka 4,83/6
Moja ocena: 5,5/6

Książka przeczytana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Magia Słów.
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC