czwartek, 7 kwietnia 2011

Dziewczynka w czerwonym płaszczyku - Roma Ligocka




Po skończeniu takich książek zawsze mam moralny dylemat co do oceny. Bo dać pięć czy sześć gwiazdek, powiedzieć/napisać, że książka się podobała - to po prostu się nie godzi. Tematyka jest na tyle trudna, ciężka i nie do zrozumienia i pojęcia (dla nas - żyjących w wolnym kraju), że czuję całą sobą, iż sporym nietaktem jest powiedzieć, że książka taka mi się podobała. "Dziewczynka..." zrobiła na mnie spore wrażenie.
Przyznam szczerze, że nadrabiam zaległości dotyczące literatury wojennej. Moje oczytanie ogranicza się do tego, co mi w szkole podtykano. Robiło wrażenie oczywiście, ale rozkładanie na czynniki wtórne, nawet najbardziej wstrząsającej książki, osłabia jej wydźwięk. I wielka szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby włączyć do kanonu na tenże przykład "Dziewczynki ... ". Roma Ligocka w  bardzo dziecięcy sposób opisuje przeżycia związane z ukrywaniem się w czasie okupacji. Czytamy jej przeżycia z punktu widzenia kilkuletniego dziecka, które nie do końca rozumie po co otrzymuje od mamy kapsułkę z cyjankiem, ale martwi się, że nie będzie w stanie połknąć jej bez "popicia". Ciągły strach, przymus ukrywania się, ciągłe pamiętanie o tym, że nazywa się "Ligocka" a nie "Liebling" ma ogromny wpływ na jej przyszłe życie. Napisałam wcześniej, że większość z nas nie jest w stanie pojąć i zrozumieć przeżyć tych, których dzieciństwo przypadło na czasy wojny. Dla mnie dzieciństwo to dobry czas, kolorowe wspomnienia, które smakują i pachną samym dobrem. Dla "dzieci okupacji" to coś zupełnie przeciwnego.
Nie jest to jednak historia tylko o okupacji. W dalszej części książki poznajemy kulisy życia w powojennym Krakowie. Bardzo przyjemnie czytało się opis tworzącej się śmietanki artystycznej. Miałam mały problem z umiejscowieniem wydarzeń w czasie - jednak czułam, że miasto to było autentyczną wyspą na mapie PRL-u. Kolorowym ptakiem wśród szarości. Początki "Piwnicy pod Baranami", pierwsze miłostki, czasy studenckie. Próby przebicia się poprzez szarzyznę ówczesności. Moim zdaniem, część ta jest słabsza literacko niż opis wojny. Myślę, że wynika to głównie z tego, że wszystko co po wojnie wzbudzało w bohaterce mniejsze emocje, nie takie totalne i skrajne.
Zastanawia mnie również na ile to, co opisywała pani Roma to autobiografia, a na ile fikcja literacka.  Trudno jest mi się do tego odnieść, gdyż kojarzyłam ją głównie, jako kuzynkę Romana Polańskiego i felietonistkę "Pani"* (felietonów nigdy nie czytałam, mam na nie alergię, na felietony generalnie). Książkę polecam, bo warto ją przeczytać dla części "dziecięcej". To, co dalej czyta się nieźle, ale już nie tak zachłannie. Świat po wojnie staję się niewymiarowy, płaski. Być może to zabieg zamierzony. A książka pozostanie w mojej pamięci na dłuższy czas zapewne.

Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
Znak 2002, s. 352
Biblionetka: 5,02/6
Moja ocena: 5/6

*czy "Twojego Stylu"? bo już zgłupiałam

sobota, 2 kwietnia 2011

Malowany welon - Maugham W. Somerset




Zbierałam się jak sójka za morze do tej notki. Dlaczego? Bo trudno jest mi się odnieść do książki, która nie zrobiła na mnie ani negatywnego, ani pozytywnego wrażenia. Poza tym - męczyłam ją niemalże miesiąc. Jak na kieszonkowe wydanie z dużą czcionką o raczej małej objętości - słabo. Ale powoli, powoli ...
Kitty to rozpieszczona, wytresowana do życia na salonach, starzejąca się panna na wydaniu. Kiedy dowiaduje się, że jej młodsza siostra ma niebawem wyjść za mąż - popada w panikę i popełnia małżeństwo "z rozsądku" - z pierwszym napotkanym adoratorem. A ten nie jest znów taki "feee", gdyż jest on doktorem nauk medycznych ze specjalizacją z bakteriologii. Nie ma różowego pyłku i "big love", ale na osłodę Kitty zostaje wywieziona do Szanghaju, gdyż tam Walter, jej mąż, pracuje. Poznaje tu wicegubernatora - Charliego i nawiązuje się pomiędzy nimi płomienny romans. Pewnego upalnego popołudnia, nakrywa ich mąż. Banalna historia, nieprawdaż? Jednak ów zamiast karczemnej awantury wybiera dużo bardziej wyrafinowaną karę w imię zasady, iż zemsta lepiej smakuje na zimno. Zabiera swoją małżonkę w epicentrum epidemii cholery. Na totalne bezludzie, gdzie jej towarzyszami są siostry zakonne oraz oficer, który umila jej czas konwersacją. W rozkapryszonej Kitty powoli następuje przemiana.
Co na plus? Dbałość o język. Jest on piękny, niezbyt wyrafinowany, ale i nie prostacki (po "Lawendowym Pyle" - miód na moje czytelnicze serce). Wynika to pewnie z przedwojennego tłumaczenia. Nieskażonego niczym - to na myśli miałam. Wyraziste postaci - udało mi się nie skazić filmem przed przeczytaniem książki, także bez trudu wyobrażałam sobie głównych bohaterów. Ciekawa fabuła. Minus - potraktowanie czytelnika jako małego bachorka, który nie lubi dopowiedzeń. Gdybym mogła coś poprawić, to pewnie ucięłabym historię nieco wcześniej. A niech się czytelnik domyśla...mózg ma przecież!
Zainteresowała mnie jedna kwestia - pochodzenie tytułu. Doszperałam czym autor się sugerował (tytuł jest zainspirowany sonetem Percy'ego Bysshe Shelley'ego - "Lift not the painted veil which those who live / Call Life" - do przeczytania tu). Jednak nadal czuję się głodna wiedzy w tej kwestii. Jakieś pomysły? Sugestie?
Nowy zwyczaj nastał - z moim oglądaniem ekranizacji to jest trochę tak, jak było z napisaniem tej notki - odkładam i odkładam. A tym razem - obejrzałam. Ładny film. Cukierkowy bym nawet powiedziała. Oczywiście, że odbiega od książki. I mam trudność z osądzeniem co lepsze - film czy książka. Są potraktowane z nieco innego punktu widzenia, co utrudnia ich porównanie. Jako książkolub, przyznam jednak pierwszeństwo książce. Za co? Za zakończenie. Paradoksalnie.

Kategoria: Literatura piękna/klasyka obca
Świat Książki 2007,  s. 288
Biblionetka4,27/6
Lubimy czytać3,03/5
Moja ocena: 4/6

niedziela, 13 marca 2011

Lawendowy pył - Danuta Marcinkowska, Ewa Marcinkowska-Schmidt, Klaudyna Schmidt




No i wielkie hmmmmm na dzień dobry, bo jak tu ocenić tę książkę. Żyjemy w takim kraju, gdzie losy naszych rodzin bywają tak zawiłe, że wydaje się że samo ich opowiedzenia starczy na rewelacyjną powieść. Otóż nie. I niestety dobitnym przykładem jest "Lawendowy pył".
Historia rodziny osiadłej początkowo na Wileńszczyźnie, którą los i zawirowania historyczne rzucają na Pomorze. Wszystko brzmi ślicznie i ładnie na okładce, jednak przebrnięcie przez książkę jest bardzo trudne. Dlaczego? Po pierwsze język. Zdania kwadratowe, nieskładne, sprawiają wrażenie wręcz notatkowych. Bardzo chaotycznie prowadzona akcja, praktycznie słowotok w którym trudno się połapać. Tekst sprawia wrażenie niezredagowanego. Mnóstwo literówek, złe przeniesienia, mnóstwo błędów wynikających prawdopodobnie z tempa pisania. Czyta się topornie, mimo, że historia faktycznie sama powinna się obronić. A dziwi tym bardziej, że autorki są dziennikarkami.
Co na plus? Okładka i piękne ilustracje. Na plus też historia, mimo wszystko. No ale jednak, w gąszczu książek, które warto przeczytać, tę raczej bym odradzała. Okładka książki nie czyni. A szkoda.


Kategoria: biografia, pamiętnik
Wydawnictwo Klucze 2009, s. 525
Biblionetka : 4,10/6
Lubimy czytać: 3,34/5
Moja ocena: 3/6

czwartek, 3 marca 2011

Ostatnia noc w Twisted River - John Irving




Rozpocznę od wyznania. Zapewne wstydliwego. "Mam na imię A. i to moje pierwsze spotkanie z Irvingiem". I po wstydzie.
Pierwsze sto stron - jak po grudzie. Niby fajnie, niby niebanalnie, ale tak jakoś ... no nie szło mi. Po setnej stronie wpadłam, po uszy i sama na siebie się wściekałam, że jakoś tak poskładałam życie towarzysko-zawodowe, że przez ostatnie 3 dni nie mogłam do książki zajrzeć i jej, o zgrozo!, zakończyć.
Skoro pierwszy raz z Irvingiem to słów parę odnośnie skojarzeń. Miałam dwa - "Hotel New Hampshire" i "Świat według Garpa". Zero wyobrażeń. Zero zaszufladkowania. Totalne tabula rasa. No i dostałam strzała żeliwną patelnią po czaszce.
Historia trójki facetów - Dominica - ojca, Daniela - syna i przyjaciela - Ketchuma. Rozpoczyna się w Twisted River, osadzie, której byt opiera się głównie na spławianiu drewna w dół rzeki. W wyniku absurdalnej pomyłki, ojciec i syn muszą uciekać. I uciekają przez całe życie. Nie będę zdradzać szczegółów fabuły, bo popsułabym całą frajdę. Książka jest warta każdej strony, każdego słówka. Dla mnie był to autentyczny strzał w 10. Dlaczego?
Świetnie napisana. Każda z postaci żyje, język jest na tyle barwny, że  chociażby szorstkie i proste słowa Ketchuma, aż drapią. Jest mnóstwo przefenomenalnych niuansów językowych, fabuły, że czytanie to prawdziwa uczta. Dobra powieść. Po prostu dobre powieść. Cała historia jest ujęta w piękną klamrę - wszystko pięknie zamyka się w jedną całość, a wspomniane na początku szczegóły, stają się ważnymi, wręcz kluczowymi wątkami i wyjaśniają istotę sprawy.
Po krótkim googlowaniu "irvingizmów" dowiedziałam się, że wiele wątków wykorzystanych w "Ostatniej nocy ... " to wątki typowe dla autora właśnie. I są to chociażby człowiek przypominający niedźwiedzia czy też niedźwiedź udający człowieka, zapasy, wypadek samochodowy etc. (polecam recenzję na blogu B. Darskiej). A to sprawia, że chętnie sięgnę po pozostałe książki Irvinga.
Pierwsze spotkania, a jakże udane. Jestem pod sporym wrażeniem i chcę więcej Irvinga. Przegorąco polecam!


Kategoria:   Literatura piękna/współczesna zagraniczna
Prószyński i S-ka 2010, s. 576
Moja ocena: 6/6

niedziela, 27 lutego 2011

Aimée & Jaguar: Historia pewnej miłości, Berlin - Erica Fischer




Ogrom myśli, jakie miałam po przeczytaniu tej książki ... Szum, chaos, zamęt. Zacznę od tego (zaprzeczając swoim odczuciom w poście poprzednim), że okładka książki nie czyni. Bo patrząc na tę właśnie okładkę powinniśmy znaleźć historię zakazanego związku lesbijskiego. I tak, i nie. Ale ... prrrr... po kolei :)
Gdzie: Berlin, zaczyna się w 1942 roku. Wojna do Berlina nie do końca dotarła.
Kto: Główna bohaterka - Lilly Wunst, to matka czwórki dzieci, żona oficera armii nazistowskiej. Nie jest brunatna tak bardzo, jakby pokazywało to jej mieszkanie. Sprawia wrażenie osoby obojętnej na tak zwane życie społeczne. Odciętej od tego całego zamieszania zwanego "wojną" - jakby nie docierało do niej to, co dzieje się na froncie. Jaguar to Felice, 23-letnia Żydówka. Poznają się dzięki pomocy domowej Lilly. Uczucie rodzi się niespodziewanie.
Historia intrygująca bo: 1. miłość lesbijska, 2. pomiędzy Niemką a Żydówką, 3. w czasach średnio przyjaznych czemukolwiek.
I dlaczego to okładka książki nie czyni? Bo historia ich miłości to tylko tło ... rozmyte jak fotografie dodane jako "aneks" do historii. Książka ta jest głównie o tym, jak wyglądało życie Żydów w ostatnich latach wojny w epicentrum - Berlinie. Jak musieli sobie radzić, jak reagował na nich statystyczny, zwykły Niemiec, któremu dalekie były "ideały" Adolfa H.
Mimo tego, że interesuję i interesowałam się historią, wątek żydowskim w wojennym Berlinie był dla mnie nieznany. Codzienna walka o życie, racjonowanie żywności, szykany w rodzaju zakazu podróżowania środkami komunikacji miejskiej czy zakaz kupowania żywności w miejscach ogólnodostępnych czy też telefonowania z miejsc publicznych to tylko niektóre z przeciwności, z którymi musiał się zetrzeć Berlińczyk judaistycznego wyznania.
Nie jest to powieść, jest to bardziej relacja zmierzająca ku reportażowi. Związek pomiędzy obydwiema paniami przedstawiany jest z różnych punktów widzenia: przyjaciół, a nawet synów Lilly Wunst.
Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że autorka nie znosi wręcz Lilly Wunst. Przytyki wobec jej postawy – totalnej niewiedzy, totalnego bycia „obok” tego wszystkiego, narażania swoich dzieci, rodziny, były aż nadto widoczne.
Piękna książka. Bez sensacji, bez epatowania niepotrzebną cielesnością. Po prostu opowiedziana. Polecam gorąco.


Kategoria:  Literatura piękna/biografia, pamiętnik
Wydawnictwo Czarne 2008, s. 344
Biblionetka: 4,94/6
Moja ocena: 5/6
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC