środa, 20 lutego 2013

Listy - Jack Kerouac, Allen Ginsberg



Czas do czytania mam teraz, delikatnie mówiąc, nienajlepszy. Bez wdawania się w szczegóły - w głowie wszystko, tylko nie chęć na toto. Takie tło, paradoksalnie, przyciąga trudne lektury. Takie, którym trzeba poświęcić czas, energię i uwagę. Wszystko, czego mi teraz brak. Miałam ogromną chętkę na "Listy" - na prozę Kerouaca ostrzę sobie czytelnicze zęby od dawna. Chciałam, naprawdę chciałam, żeby się podobało. Niestety ...

Troszkę dałam się podpuścić swojemu głodowi na intelektualizm. Tak, przyznałam się ;) (Sub)kultura bitników leżała blisko mojego kulturalnego serducha - indywidualizm, nonkonformizm, swoboda twórcza, włóczęgostwo. Do tego (to już nie moje) dragi, wóda, swoboda seksualna czy pisanie na maszynie do późna w nocy z fają w ustach. Tak, taki obraz literatów noszę w głowie. I jeśli chodzi o korespondencję Kerouaca i Ginsberga, w tym aspekcie się nie zawiodłam. Życie wiedli hulaszcze, z rozmachem, bez zbytniej refleksji nad kwestiami materialnymi. I jeśli szukacie właśnie "tego" w ich listach - bez obaw sięgajcie po nie. Lwia część epistolografii o tym właśnie traktuje - o pisaniu, niemożności pisania, kasie, braku kasy, piciu, dziewczynach, facetach, dziewczynach i facetach. Fajnie jest również poczytać o byciu w drodze - to bliskie mi uczucie, a panowie sporo podróżowali i to w dobrym stylu.

Co poza tym? Sporo filozofii, plotek dotyczących socjety, dysput literackich i egzystencjalnych. Przyznam szczerze - o bitnikach, hipsterach (ówczesnych) wiedziałam mało, dlatego pewnie poczułam się nieco przytłoczona mnogością i szczegółowością informacji. I głównie to zniechęcało mnie do czytania. Przedzierając się przez zbitki nic nie mówiących mi nazwisk czułam się zagubiona. 

Jakie plusy? Zaczęłam szukać i szperać. I doszukałam się świetnych, mocno klasycznych zdjęć przedstawiających bitników. Portal booklips zebrał je w ciekawy zbiór, dlatego odsyłam właśnie tam. Trudno mi cokolwiek więcej napisać o "Listach" - wywołały we mnie tyle frustracji i niechęci, powodując niemal kryzys czytelniczy. Ciekawie i spójnie o książce napisali Jarek Czechowicz oraz Krzysztof Varga - odsyłam Was, bo panowie znają się na rzeczy bardziej niż ja. A cóż mi pozostaje? Sięgnąć chyba po literaturę dla kucharek ;)

Kategoria: listy (korespondencja)
Wydawnictwo Czarne 2012, s. 768.
Moja ocena: 3+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC