wtorek, 7 lipca 2015

Małżeństwo we troje - Éric-Emmanuel Schmitt




To miejsce prowadzę z krótkimi przerwami od ośmiu lat. Przez ten czas na blogach literacko-książkowych pojawiło się pewnie niemal wszystko. Są jednak tacy autorzy, którzy będą się pojawiać zawsze w rekomendacjach. Jednym z nich jest właśnie Eric-Emmanuel Schmitt. Jest wiele bardziej oczywistych tytułów jego autorstwa , ja jednak rozpoczęłam od zbioru opowiadań.

Ta forma literacka bywa bardzo zdradziecka - trzeba być nie lada mistrzem słowa, aby pokazać swoje umiejętności w tak krótkim utworze. Mało jest czasu na wciągnięcie czytelnika w intrygę i przekonanie go do historii. Nie bronię się przed opowiadaniami, bo potrafią być świetne (przykład: Etgar Keret), jednak długo miałam z nimi problem. Bo bardzo lubię opasłe tomiszcza, które zapowiadają długą ucztę literacką, a krótkie historie zostawiają mnie z pewnym takim nienasyceniem...

Temat łączący pięć opowieści w "Małżeństwie we troje" jest banalny - miłość. Ale został on ujęty w sposób nieoczywisty, jakby przykryty lekką mgiełką podtekstu. Tytułowe opowiadanie niepotrzebnie sugeruje, że tłem opowiadania będzie trójkąt. Historie traktują o homoseksualistach, o przyjaźni człowieka z psem, badaniach prenatalnych, jednak tak naprawdę łącznikiem jest obecność tej trzeciej jednostki, która tworzy układ pomiędzy pozostałym dwojgiem. I nigdy nie jest to kochanka. 

Pochłania się błyskawicznie, zostaje mały kac w głowie. Czy stałam się fanką Schmitta? Trudno powiedzieć. Zachwytu nie wzbudziło, ale uruchomiło wrażliwość i przypomniało, jak bardzo ciekawe są historie po prostu o ludziach. I jak pięknie można pisać o zwykłych rzeczach, jak wiele można znaleźć wśród otaczających nas. Piękny talent, chętnie sięgnę po inne powieści.

Kategoria: zbiór opowiadań
Wydawnictwo ZNAK Literanova, s. 320.
Moja ocena: 4,5/6


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC