niedziela, 12 maja 2013

Ulica marzycieli - Robert McLiam Wilson




Czasami dopada mnie smutna myśl jak wiele powieści zostało skrzywdzonych przez wydawców. Okładką nieadekwatną do treści, niedbałym wydaniem, które ginie wśród wielu książek z tej samej serii. Nie wiem czy sięgnęłabym po "Ulicę marzycieli", gdybym kiedyś po prostu zobaczyła ją na półce. Nie wiem czy zdecydowałabym się na nią nawet po przeczytaniu opisu na okładce. W takich beznadziejnych sytuacjach dobrze mieć Kota swego, który poleci do czytania coś z innego literackiego wymiaru. Co prawda, zrobi to z typowym (i jakże uroczym!) dla siebie asekuranctwem i zabezpieczy się, że czytał czas jakiś temu, że nie pamięta o czym toto. Jednak - jak dotychczas bywało - trafił dobrze. Bo się podobało i fajne było. 

Tak - to jest powieść o Irlandii. Jednak jeśli spodziewacie się mesjanistycznych tyrad czy próby przeciągnięcia Was na którąś ze stron konfliktu, srodze się zawiedziecie. Nie jest tajemnicą, że lubię, kiedy autor tworzy bohaterów niepapierowych. Takich, co to przeklną, co im jak po grudzie idzie, którym zdarza się zrobić coś nieodpowiedniego i te inne (z naciskiem na to ostatnie). Misiek i Jake to przyjaciele. Spotykają się wieczorami w pubie rozmawiając o życiu. A w owym, jak to bywa, same dramaty - Jake liże rany po odejściu kobiety, gubiąc się w kolejnych płytkich romansach, podejmując się co bardziej parszywych zajęć. Misiek kombinuje jakby to z dnia na dzień stać się milionerem. Ich perypetie - opisane bezpardonowo i nieco ironicznie -  to jedna z ciekawszych historii jakie ostatnio czytałam. Autor zdaje się bardzo lubić swoich bohaterów, bo pisze o nich jak o dobrych znajomych, których uwielbia się pomimo wad i niedoskonałości. Takie podejście szczerze uwielbiam.

Od dłuższego czasu w wolnych chwilach słucham "Baru McCarthy'ego" Pete'a McCarthy'ego - powieści równie mocno osadzonej w irlandzkiej rzeczywistości. "Ulica marzycieli" jest  jednak powieścią mniej gorzką. Tak uroczej, nienachalnej i przyjemnej książki nie czytałam od bardzo dawna. Uroczej, bo traktuje o zwykłych ludziach w zwykły sposób, przyjemnej, bo ma przemyślaną fabułę i swojski klimat. Nie jest jednak łatwo pogodzić się z tym, co rozgrywa się na kartach powieści - to nadal Irlandia w latach 90., kiedy konflikt zbiera krwawe żniwo. Autor ukazał jednak problem z dystansu, podkreślając jak bardzo Irlandczycy wrośli w ten krajobraz i jak bardzo zwykli ludzie są obok wielkiej polityki. Nie oznacza to jednak, że ten temat nie istnieje w świadomości zwykłego Irlandczyka.

"Ulica marzycieli" to również powieść o miłości. Tutaj miałam okazję obserwować ją z kilku perspektyw. Jest Jake, który próbuje ułożyć swoje myśli na nowo po ważnym związku, a drogę do zrozumienia pokonuje w towarzystwie przypadkowych kobiet. Jego przyjacielowi Miśkowi poszczęściło się za to niebywale - poznając Max, nie przypuszczał pewnie jak potoczy się ich historia. Najbardziej niezwykła jest jednak historia miłosna matki Miśka - Peggy. Zainteresowanych odsyłam do powieści. Jest z jednej strony dość banalnie i mocno zwyczajnie, a z drugiej nieszablonowo. 

Warto dawać szansę takim książkom i warto w tym temacie posłuchać  bliskich, którzy czytają inaczej niż my. Polecam gorąco, bo najfajniejsze w czytaniu jest dać się zaskoczyć. A jeszcze przyjemniejsze jest się rozczarować pozytywnie!

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Książnica 2002, s. 404
Moja ocena: 5/6

13 komentarzy:

  1. Byłam wczoraj w Poznaniu i widziałam tą pozycję na półce w jednej z księgarni! Nawet miałam w ręce i czytałam opis z okładki! Kurcze, ale szkoda, że ta opinia nie pojawiła się wcześniej, bo z pewnością kupiła bym ją po przeczytaniu tej recenzji! ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Już się z nią zetknęłam w blogosferze. Interesująco zachęcasz.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, dziękuję. Niezmiennie polecam :)

      Usuń
  3. Ja kupiłam kiedyś w empiku w pakiecie - trzy powieści Wilsona za bodajże 35 zł. Tanio, to wzięłam. I zauroczyłam się! "Ulica marzycieli" - super, "Zaułek łgarza" - również, a "Autopsja" to już w ogóle. Świetnie czytało mi się recenzję tak niedocenianej i nieznanej powieści, i ja polecam gorąco wszystkim. Szkoda tylko, że autor już niczego nowego nie pisze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć. Po "Ulicy ..." mam ochotę na więcej Willsona, brakuje mi jego bohaterów.

      Usuń
  4. Tego pisarza odkryłam kilka lat temu. "Ulica marzycieli" jest dla mnie najważniejsza. Dobre, a nawet bardzo dobre są i "Zaułek łgarza" i "Autopsja". Obie gorąco polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie świetne odkrycie, że jest taki pisarz jak Wilson i "Ulica marzycieli" nie jest jego najlepszą książką. Dzięki za polecenie!

      Usuń
  5. Nie należy oceniać książki po okładce - najwyraźniej po opisie na okładce też nie...

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedyś ktoś polecał mi tę książkę. Ta okładka nawet mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie lubię okładek "Książnicy" i ich sposobu wydawania książek. przeważnie odnoszę wrażenie, że na tym toaletowym papierze nic fajnego się nie kryje. a tu niespodzianka!

      Usuń
  7. Jedna z moich najukochańszych książek do czytania po wielokroć:) Czytałam wszystkie Wilsony i ta podoba mi się zdecydowanie najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A którą polecasz jako kolejną dla osoby początkującej w Wilsonie?

      Usuń

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC