Wieść gminna niesie, że mocno pozycjonuję się na turkofilkę i Orientu wielbicielkę. Moja ścieżka życiowo-zawodowa już od dawna bardzo daleka Turcji, jednak sentyment i zainteresowanie regionem pozostało. Nie minęło również uwielbienie do najpopularniejszej tureckiej pisarki - Elif Şafak. Niedawno wydana w Polsce powieść to jej debiut, za który niemal dwadzieścia lat temu otrzymała Nagrodę Rumiego. Mistycyzm w islamie w kontekście literackim pojawiał się już na moim blogu, dlatego właśnie byłam niejako skazana na przeczytanie "Sufiego".
Nieco zamieszania wprowadza polski tytuł, który różni się od oryginalnego. Sufi to po prostu wyznawca sufizmu, natomiast tureckie wydanie zostało opatrzone imieniem głównego bohatera, Pinhana i zdecydowanie lepiej oddaje zamysł powieści. Trafia on jako chłopiec do bractwa derwiszy, gdzie długo nie jest dopuszczany do najważniejszych ceremonii. Chłopiec podejrzewa, że wynika to z jego dwoistej natury i nadmiernej skłonności do smutku. To przeświadczenie zmusza go do wyruszenia w podróż, co doprowadza go ostatecznie do Stambułu. Tam przychodzi mu się zmierzyć z siłą, która ma dać odpowiedź na pytanie kim naprawdę jest.
Sporą wartością literatury uprawianej przez Şafak jest wielowątkowość. Klamrą spinającą jest tutaj tytułowy bohater, jednak to wszelkie historie poboczne tworzą klimat książki. Tak było i w "Pchlim pałacu" oraz "Czterdziestu zasadach miłości". Nie sposób nie być pod wrażeniem talentu gawędziarskiego Turczynki. Opowieści są smakowite, dopieszczone, baśniowe - często przywoływane porównanie autorki z Szeherezadą wydaje się być jak najbardziej na miejscu.
Jako, że powieść w dużej części traktuje o sufizmie, nietrudno jest ulec wrażeniu, że pewne zdania, wypowiedzi wydają się być nieco egzaltowane. Niektóre z aforyzmów, których autorka nie żałuje, noszą znamiona totalnie klasycznych coelhizmów. Na obronę Şafak - niełatwe jest pisanie o mistycyzmie bez przerysowania i nawet pobieżna znajomość poezji Rumiego czy zasad jakimi kieruje się sufizm sprawia, że nie czuje się mimo wszystko dyskomfortu. Kolejnemu spotkaniu z mistycyzmem islamskim towarzyszyło mi wiele emocji, które trudno opisać i nazwać. Subtelne poetyckie porównania, żonglowanie symbolami - mimo tego, że jestem bardzo daleko od Turcji i tureckiego myślenia, to nadal porusza te same struny co wcześniej.
Autorka zapytana o zainteresowanie sufizmem ubrała w słowa wrażenie, jakiego i ja w związku z nim doświadczałam. Można być mocno zainteresowanym tym nurtem i jednocześnie nie być osobą religijną. Religijność i duchowość to bowiem dwie odmienne sfery. Miłość u Şafak to uczucie w ujęciu sufickim - przekroczenie własnego "ja" i połączenie się z Ukochanym. Moim zdaniem w zachodniej kulturze za dużo mówi się o islamie marginalnym, czyli tym wojowniczym i buńczucznym. Zaskakujące jest jak mało (albo nawet w ogóle) wiemy o islamie mistycznym, który jest religią miłości. Warto sięgnąć po poezje Rumiego i jego uczniów i poświęcić nieco energii na zapoznanie z tematem, nawet przy okazji bardzo "hotelowych" wakacji na tureckim wybrzeżu (do Konyi, stolicy sufizmu jest z wybrzeża raptem 300 km i każde biuro podróży oferuje wizytę w tym mieście).
Trudno jest mi jednoznacznie polecić "Sufiego", bo to powieść do której miałam bardzo osobiste nastawienie. Być może przygodę z literaturą turecką warto zacząć od innego tytułu. Zachęcam jednak do zapoznania się ze sposobem prowadzenia narracji, siłą opowiadania historii, bo to tak naprawdę świadczy o sile tureckiej autorki. Wiele z nich jeszcze długi czas będzie pełzać w Waszych głowach niczym mrówki na stambulskim bazarze (piękne porównanie zapożyczone od Nai).
Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Literacki 2013, s. 330.
Moja ocena: 4+/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.