Moje oczarowanie wszystkim, co tureckie, nie będzie zaskoczeniem dla tych, którzy czytają mój blog, lub/i tych, którzy znają mnie prywatnie. Z prozą Şafak miałam do czynienia już jakiś czas temu - "Pchli pałac" czytałam mieszkając jeszcze w Turcji. Spodobał się, luźne myśli dotyczące lektury nadal krążą po głowie. Apetyt na lekturę okołomuzułmańską dodatkowo podsycił świetny "Amerykański derwisz". Jako, że jedna z bohaterek podczytywała poezję Rumiego klamka zapadła - należy koniecznie przeczytać powieść o nim samym. Równocześnie czytałam "Alchemię miłości - Wybór myśli sufickich" Davida i Sabrineh Fideler.
"Czterdzieści zasad miłości" to powieść o budowie szkatułkowej. Akcja rozgrywa się jednocześnie w dwóch wymiarach. Współcześnie poznajemy Ellę, sfrustrowaną gospodynię domową, która rozpoczyna pracę nad recenzją książki opowiadającej o sufickim poecie Dżalalu al-Din ar-Rumim. Autorem powieści "Słodkie bluźnierstwa", której recenzji podjęła się Ella, jest współczesny sufi - Aziz Zahara. Będąc pod wrażeniem wschodniego mistycyzmu, a także samego autora, kobieta zmienia się wewnętrznie, co prowadzi do porzucenia dotychczasowego życia i przewartościowań wszelkiej maści. Jednocześnie poznajemy historię niczym z "Baśni z 1001 nocy" - Szams, wędrowny derwisz, podróżujący po Bliskim Wschodzie, otrzymuje znak - ma udać się do Konyi, miasta pozostającego ówcześnie pod panowaniem mongolskim, pełnego przepychu, bogactwa i otwartego na kulturę. W Konyi spotyka Rumiego, zostają bardzo bliskimi przyjaciółmi. Pod jego wpływem znany i poważany uczony założy bractwo wirujących derwiszy.
Powieść Şafak jest próbą przedstawienia losów najpopularniejszego mistyka Wschodu. Fabularyzowane losy Rumiego i jego bliskiego przyjaciela - Shamsa czyta się sprawnie, należy jednak obiektywnie stwierdzić, że ta część powieści jest dość naiwna, a fakty wręcz podane na tacy zachodniemu czytelnikowi. Bądźmy szczerzy - większość osób wychowanych w chrześcijańskim kręgu kulturowym nigdy nie słyszało o Mewlanie. O ile niektórzy kojarzą zakon wirujących derwiszy i ich mistyczny taniec zwany semą, o tyle pewnie większość nie łączy tego z osobą Dżalala al-Din Ar-Rumiego, założyciela tego bractwa. Şafak przedstawia jego losy w niemal baśniowy sposób - wchłonęłam tę część powieści niczym historie opowiadane przez Szeherezadę. Fragmenty "Czterdziestu zasad miłości" rozgrywające się we współczesności równie płytko traktują czytelnika - mamy tutaj do czynienia z klasycznym schematem wyjałowionego człowieka Zachodu, który pod wpływem mistycyzmu rodem ze Wschodu diametralnie zmienia swoje życie.
Przez całą lekturę towarzyszyło mi przeświadczenie, że Elif Şafak mocno inspirowała się noblistą i jednocześnie jej krajanem - Orhanem Pamukiem. "Nazywam się Czerwień" zostało skonstruowane nieco podobnie - historia przedstawiana jest z wielu punktów widzenia, nawet narracja prowadzona w ten sam sposób. To, że wynikać to może z wielu czynników jest jasne, mnie jednak prześladowało deja vu - zbyt mocne, aby je ignorować. Podobnie jak powieści Pamuka, nie można szybko wchłonąć "Czterdziestu zasad ..." - historia angażuje wiele emocji, odwołania do poezji zmuszają do skupienia i uwagi. Ja po przeczytaniu kilku rozdziałów zaczęłam doczytywać wiersze sufickie - przyznam, że pomagało to pojąć wiele niuansów i subtelności. Powieść Şafak zyskała ogromną popularność w rodzimej Turcji - zapewne jest odbierana zupełnie inaczej przez osoby wychowane w chrześcijańskiej tradycji, a zupełnie inaczej, kiedy sam Rumi jest postacią oswojoną od dzieciństwa. W Iranie, Afganistanie czy nawet Turcji często cytuje się poezję Mewlany, nawet w codziennych, błahych sytuacjach.
Powieść w zgrabny sposób prezentuje prawdy uniwersalne - o miłości, religii, współistnieniu, małżeństwie etc. Mimo nieco drażniącej naiwności i moralizatorskiej maniery, Şafak nie osiągnęła na szczęście poziomu P. Coelho. Przesłanie historii jest jasne - nigdy nie jest za późno na miłość czy samorealizację - to w wersji współczesnej. W dziejach Rumiego - mądre i wyważone podejście do kwestii religijnych nie ma nic wspólnego z ortodoksją, a sam islam to religia miłości. Historia jest inteligentna, zmusza do myślenia i dalszych poszukiwań. Zwraca uwagę na to, jak ważna jest siła mistycyzmu dla ludzi Wschodu oraz ma za ambicję udowodnić, że istnieje pokrewieństwo dusz.
Powieść Şafak to ponadto majstersztyk pod względem symbolicznym - diabeł bowiem tkwi w szczegółach. Każdy rozdział rozpoczyna się od litery "b", która według uczonych zajmujących się symboliką islamską jest drugą, co do ważności (po "alef") literą w alfabecie arabskim. Od litery "b" ( w arabskim "ba") zaczyna się bowiem słowo "bismilahirahmanirahim", co oznacza "w imię Boga (Allaha) miłosiernego, litościwego. Słowo to odnosi się do najważniejszych, według mistyków sufickich wersów Koranu nazywanych Al-Fatiha, a ich esencję stanowi właśnie ów wyraz. Ponadto w tradycji islamskiej litera "ba" określa sposób poddania się woli Boga - istnieje wiele szczegółowych wyjaśnień, sama kropka, która pojawia się pod literą nie jest przypadkowa i ma mówić, iż za każdą dwoistością, stoi jedność. Zainteresowanych tematem odsyłam TU.
O mistykach sufickich czytałam w nieco odmienny sposób u Maksa Cegielskiego - tam poznamy współczesny obraz tego nurtu w islamie. Jeśli ktoś ma ochotę rozpocząć przygodę z tym bardzo fascynującym tematem, polecam rozpocząć od powieści Şafak, następnie przy okazji wypoczynku na Riwierze Tureckiej koniecznie wybrać się do Konyi (a wyprawa ani daleka, ani droga) i poznać historię mewlanitów. Następnym krokiem jest już czytanie poezji sufickiej. A samą powieść rzecz jasna polecam - mimo sporej dawki naiwności i uproszczeń to dobrze skrojona proza, która sprowokuje Was do refleksji i ciekawych przemyśleń.
Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Literackie 2012, s. 480.
Biblionetka: 4,57/6
Lubimy czytać: 7,08/10
Moja ocena: 5/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
"Czterdzieści zasad miłości" to powieść o budowie szkatułkowej. Akcja rozgrywa się jednocześnie w dwóch wymiarach. Współcześnie poznajemy Ellę, sfrustrowaną gospodynię domową, która rozpoczyna pracę nad recenzją książki opowiadającej o sufickim poecie Dżalalu al-Din ar-Rumim. Autorem powieści "Słodkie bluźnierstwa", której recenzji podjęła się Ella, jest współczesny sufi - Aziz Zahara. Będąc pod wrażeniem wschodniego mistycyzmu, a także samego autora, kobieta zmienia się wewnętrznie, co prowadzi do porzucenia dotychczasowego życia i przewartościowań wszelkiej maści. Jednocześnie poznajemy historię niczym z "Baśni z 1001 nocy" - Szams, wędrowny derwisz, podróżujący po Bliskim Wschodzie, otrzymuje znak - ma udać się do Konyi, miasta pozostającego ówcześnie pod panowaniem mongolskim, pełnego przepychu, bogactwa i otwartego na kulturę. W Konyi spotyka Rumiego, zostają bardzo bliskimi przyjaciółmi. Pod jego wpływem znany i poważany uczony założy bractwo wirujących derwiszy.
Powieść Şafak jest próbą przedstawienia losów najpopularniejszego mistyka Wschodu. Fabularyzowane losy Rumiego i jego bliskiego przyjaciela - Shamsa czyta się sprawnie, należy jednak obiektywnie stwierdzić, że ta część powieści jest dość naiwna, a fakty wręcz podane na tacy zachodniemu czytelnikowi. Bądźmy szczerzy - większość osób wychowanych w chrześcijańskim kręgu kulturowym nigdy nie słyszało o Mewlanie. O ile niektórzy kojarzą zakon wirujących derwiszy i ich mistyczny taniec zwany semą, o tyle pewnie większość nie łączy tego z osobą Dżalala al-Din Ar-Rumiego, założyciela tego bractwa. Şafak przedstawia jego losy w niemal baśniowy sposób - wchłonęłam tę część powieści niczym historie opowiadane przez Szeherezadę. Fragmenty "Czterdziestu zasad miłości" rozgrywające się we współczesności równie płytko traktują czytelnika - mamy tutaj do czynienia z klasycznym schematem wyjałowionego człowieka Zachodu, który pod wpływem mistycyzmu rodem ze Wschodu diametralnie zmienia swoje życie.
Przez całą lekturę towarzyszyło mi przeświadczenie, że Elif Şafak mocno inspirowała się noblistą i jednocześnie jej krajanem - Orhanem Pamukiem. "Nazywam się Czerwień" zostało skonstruowane nieco podobnie - historia przedstawiana jest z wielu punktów widzenia, nawet narracja prowadzona w ten sam sposób. To, że wynikać to może z wielu czynników jest jasne, mnie jednak prześladowało deja vu - zbyt mocne, aby je ignorować. Podobnie jak powieści Pamuka, nie można szybko wchłonąć "Czterdziestu zasad ..." - historia angażuje wiele emocji, odwołania do poezji zmuszają do skupienia i uwagi. Ja po przeczytaniu kilku rozdziałów zaczęłam doczytywać wiersze sufickie - przyznam, że pomagało to pojąć wiele niuansów i subtelności. Powieść Şafak zyskała ogromną popularność w rodzimej Turcji - zapewne jest odbierana zupełnie inaczej przez osoby wychowane w chrześcijańskiej tradycji, a zupełnie inaczej, kiedy sam Rumi jest postacią oswojoną od dzieciństwa. W Iranie, Afganistanie czy nawet Turcji często cytuje się poezję Mewlany, nawet w codziennych, błahych sytuacjach.
Powieść w zgrabny sposób prezentuje prawdy uniwersalne - o miłości, religii, współistnieniu, małżeństwie etc. Mimo nieco drażniącej naiwności i moralizatorskiej maniery, Şafak nie osiągnęła na szczęście poziomu P. Coelho. Przesłanie historii jest jasne - nigdy nie jest za późno na miłość czy samorealizację - to w wersji współczesnej. W dziejach Rumiego - mądre i wyważone podejście do kwestii religijnych nie ma nic wspólnego z ortodoksją, a sam islam to religia miłości. Historia jest inteligentna, zmusza do myślenia i dalszych poszukiwań. Zwraca uwagę na to, jak ważna jest siła mistycyzmu dla ludzi Wschodu oraz ma za ambicję udowodnić, że istnieje pokrewieństwo dusz.
Powieść Şafak to ponadto majstersztyk pod względem symbolicznym - diabeł bowiem tkwi w szczegółach. Każdy rozdział rozpoczyna się od litery "b", która według uczonych zajmujących się symboliką islamską jest drugą, co do ważności (po "alef") literą w alfabecie arabskim. Od litery "b" ( w arabskim "ba") zaczyna się bowiem słowo "bismilahirahmanirahim", co oznacza "w imię Boga (Allaha) miłosiernego, litościwego. Słowo to odnosi się do najważniejszych, według mistyków sufickich wersów Koranu nazywanych Al-Fatiha, a ich esencję stanowi właśnie ów wyraz. Ponadto w tradycji islamskiej litera "ba" określa sposób poddania się woli Boga - istnieje wiele szczegółowych wyjaśnień, sama kropka, która pojawia się pod literą nie jest przypadkowa i ma mówić, iż za każdą dwoistością, stoi jedność. Zainteresowanych tematem odsyłam TU.
O mistykach sufickich czytałam w nieco odmienny sposób u Maksa Cegielskiego - tam poznamy współczesny obraz tego nurtu w islamie. Jeśli ktoś ma ochotę rozpocząć przygodę z tym bardzo fascynującym tematem, polecam rozpocząć od powieści Şafak, następnie przy okazji wypoczynku na Riwierze Tureckiej koniecznie wybrać się do Konyi (a wyprawa ani daleka, ani droga) i poznać historię mewlanitów. Następnym krokiem jest już czytanie poezji sufickiej. A samą powieść rzecz jasna polecam - mimo sporej dawki naiwności i uproszczeń to dobrze skrojona proza, która sprowokuje Was do refleksji i ciekawych przemyśleń.
Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Literackie 2012, s. 480.
Biblionetka: 4,57/6
Lubimy czytać: 7,08/10
Moja ocena: 5/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.