środa, 19 listopada 2014

Kończenie jest fajne


źródło: http://www.pinterest.com/pin/494129390339913402/

Przeprowadziłam niejedną rozmowę o tym dlaczego kończę absolutnie wszystkie książki i dlaczego nie uważam, że jest to maniera niebezpieczna. Co więcej, czasami potrafiłam się o to nawet pokłócić. Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł"Finish that book!", w którym autorka udowadniała, że większość książek po prostu należy dokończyć. Nie zgadzam się z każdym stwierdzeniem, ale tekst na tyle mnie poruszył, że postanowiłam dorzucić i swoich kilka groszy.

Nie przeczytałam w całości tylko jednej książki - "Ulissesa" J. Joyce'a. I to by było na tyle. Resztę w mniejszych lub większych bólach wmęczyłam. Czy jestem z tego dumna? Niekoniecznie, bo bywały przypadki beznadziejne. Daje mi to jednak moralne prawo do wyrażenia krytycznego lub w ogóle jakiegokolwiek zdania na ich temat. Może to kwestia mojej cecha charakteru - jestem uparta i nie umiem zawracać z obranej raz drogi. Dzieje się tak w życiu i naturalnie przekłada na sytuacje książkowe. 

Dlaczego ich zatem nie porzucam? Wbrew pozorom  jest to trudne pytanie - nie zawsze moja konsekwencja w czytaniu przekłada się chociażby na szacunek dla autora. Często liczę na to, że lektura w dalszej części zaintryguje mnie, pojawi się wątek, który zapadnie w pamięci, to jedno zdanie, które wszystko zmieni. Jest kilka powieści w moim czytelniczym życiu, które przysporzyły mi nerwów, które nudziły przez wiele fragmentów, a pamiętam je do dziś. Przykładem mogą być chociażby "Korekty" J. Franzena. Miesiąc trwało mobilizowanie się do dokończenia, a finalnie książka bardzo mi się podobała i często ją polecam. Ostrzegam, że łatwo nie jest, ale całość jest tego warta.

Wspominałam wcześniej o prawie do krytyki, które wydaje się być bardziej na miejscu w przypadku, kiedy książkę się autentycznie skończyło. Wydaje mi się wysoce nieeleganckie rzucanie błotem w powieść, której nie miało się ochoty dokończyć. Doczytanie lektury daje satysfakcję, często w jej trakcie pojawia się wiele inspiracji do kolejnych, są wymienianie tytuły, które później zapełniają listę "Chcę przeczytać". I to dla mnie ogromna frajda z czytania. Poza tym, najzwyczajniej w świecie czytanie książek uczy cierpliwości. Przyda się to Wam w wielu sytuacjach życiowych! W przywołanym przeze mnie tekście Juliet Lapidos padło stwierdzenie, które fajnie podsumowuje powyższe: "Rozpoczynie i niekończenie książek, jest tylko jeden mały kroczek przed "ach tak, słyszałem o tym autorze". 

Najczęstszym powodem porzucania książek jest fakt, że jest zbyt wiele dobrych powieści, aby tracić czas na te słabe. Argument ten ma uzasadnienie tylko wtedy, kiedy książka jest tak słaba, że z szacunku dla siebie (i zapewne autora) nie chcemy jej dokończyć. Jak temu zapobiec? Korzystać z rekomendacji portali książkowych (Biblionetka czy Lubimy czytać.pl?), opinii innych, którzy czytają książki podobne do nas, przeglądać blogi literackie czy próbować czytać według klucza list lektur tworzonych na bazie konkretnego tematu czy motywu (Buzzfeed produkuje na pęczki).

Temat nie jest prosty ani jednoznaczny. Rzadko jednak żałuję, że dotrwałam do końca. Czuję satysfakcję z kolejnej przeczytanej książki, krytyczne recenzje piszę lepiej i ciekawiej niż te pochlebne. A wkurzająca książka dostarczy więcej emocji niż książka nijaka. Gdybym jednak porzuciła "Annę Kareninę", nigdy nie stałaby się jedną z moich najukochańszych lektur.  Dlatego ja będę czytać książki do końca. Jakie jest Wasze zdanie?

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC