środa, 28 stycznia 2009

Kurtyzana z Wenecji - Sarah Dunant




Jako, że czytanie tej książeczki zbiegło się z tak zwaną (uwaga będzie straszne słowo) Sesją ... czytanie szło mi opornie, albo nie szło mi wcale. Nie pamiętam dokładnie czego spodziewałam się po książce, ale pewnie jakiejś barwnej historii o kurtyzanie, okraszonej dobrym humorem. Pani Dunant nie można odmówić jednego - doskonałego wręcz przygotowania merytorycznego do "Kurtyzany ... ". Interesująco wplotłą wątek "Wenus Urbino", którego rozpoznanie mi, jako niedoszłej historyczki sztuki sprawiło niemałą przyjemność.  Ogólnie rzecz biorąc - historia jest średnio lotna, dłużą nam się niektóre opisy. Zakończenie jest bardzo a la Hollywood. Historia mocno trąca naiwnością. Ni to romans, ni to książka historyczna. Wulgarne określenia stosowane przez tłumacza niczego nie wnoszą - nie sprawiają, że postać karła wydaje nam się bardzo sroga. Mimo, że poznajemy go prawie, że "od podszewki" - tak naprawdę nic o nim nie wiemy. Ciekawym zabiegiem jest przedstawienie historii ustami karła. Nie czytałam poprzednio wydanych "Narodzin Wenus", więc trudno mi cokolwiek porównać, ocenić. Jakby powiedziała moja polonistka z LO: "Znakomicie, dostateczny"...

Tutaj obraz Tycjana "Wenus Urbino" - tak ma wyglądać główna bohaterka, wg książki to ona jest ową Wenus... Historycy sztuki, też wskazują, że modelką miałaby być prostytutka..


Kategoria: powieść historyczna
Wydawnictwo Świat Książki 2008, s. 352
Biblionetka: 3,90/6
Moja ocena: 3/6

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC