sobota, 25 grudnia 2010

Belcanto - Ann Patchett


Z okładki:


Ameryka Południowa, wystawne przyjęcie na cześć japońskiego biznesmena, pana Hosokawy. Ukoronowaniem wieczoru jest recital słynnej sopranistki, Roxane Coss. Przerwany wdarciem się grupy uzbrojonych terrorystów. Groźna sytuacja szybko jednak zmierza w zupełnie niespodziewanym kierunku. Między terrorystami a zakładnikami tworzą się... silne więzi emocjonalne. Nikt nie wie, jaki koniec jest mu pisany. Wszyscy czekają. 

"Czekanie jest zdrowe. Człowiek czuje, że ma coś przed sobą...". 

Szanse przeżycia wielkiej miłości dla wielu osób po obu stronach tego dziwnego układu sprawiają, że całkowicie zapominają oni o śmiercionośnej machinie, którą wprawili w ruch i której nie można już zatrzymać. 


"Elegancka i czarująca. Zaczyna się od pocałunku, by potem... To pean na cześć sztuki i piękna, a jednocześnie przewrotna komedia obyczajowa". 
"New York Times" 

"Najbardziej romantyczna powieść ostatnich lat. Zaskakująco romantyczna". 
"San Francisco Chronicle" 

"Przypowieść z pogranicza jawy i snu, w której piękno i miłość muszą stawić czoła przemocy i zniszczeniu. Pokazuje, jak znaleźć piękno w najbardziej niezwykłych miejscach". 
"New York Magazine" 

"»Belcanto« znaczy: »piękny śpiew«. Pieśń Patchett jest rzeczywiście piękna. Hipnotyzująca w najlepszym znaczeniu tego słowa". 
"Seattle Times"


O syndromie sztokholmskim słyszeli chyba wszyscy. Pojawia się on u ofiar porwania, które zaczynają sympatyzować z osobami je przetrzymującymi. A czym jest syndrom limski? Ano właśnie sytuacją odwrotną - to przetrzymujący współczują swoim zakładnikom.
Między innymi o tym jest książka "Belcanto" Ann Patchett. Moje odczucia? Dziwnie mi strasznie po przeczytaniu tej książki. Bo nie wiem co napisać. I podobała mi się i nie podobała. Dziwna, nierealna. Nieprzystająca zupełnie do tego co dzieje się wokół nas. Rzekomo inspirowana wydarzeniami autentycznymi - zainteresowanych odsyłam tu. Autorka otrzymała za nią nagrodę Orange Prize w 2002 roku. Z nagrodami jak jest każdy wie. Zaskakujące jest to, że książka zaczęła mnie serio wciągać dopiero pod samiuśki koniec [sic!] - stąd moja zasada, że każdej książce daję szansę do końca.
Co na plus? Postaci - ciekawe portrety ciekawych ludzi. Każdy jest tam Kimś. I nie jest postacią papierową. Na plus leniwa atmosfera książki, która totalnie wytrąca nas z przeświadczenia, że czytamy książkę o porwaniu, zakładnikach, o brutalności. Jest leniwie, błogo.
Polecam? Nie polecam? Nie wiem. Naprawdę trudno jest mi się jednoznacznie odnieść do tej książki. Nie czuję, że zmarnowałam czas, ale nie czuję też, że wniosła ona coś fajnego w moje jestestwo. Stąd pewnie i taka ocena.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo REBIS 2008, s. 410
Biblionetka: 4,41/6
Moja ocena: 3+/6

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Laundry Detergent Coupons