Z okładki:
Charles Webb jest autorem takich m.in. książek, jak "The Marriage of a Young Stockbroker", "Elsinor" i "New Cardiff". Jego najbardziej znaną powieścią pozostaje jednak debiutancki, na poły autobiograficzny "Absolwent" (1963), rozsławiony przez film Mike’a Nicholsa z Dustinem Hoffmanem w roli głównej, z niezapomnianymi piosenkami duetu Simon and Garfunkel i z legendarną finałową sceną ślubu.
Benjamin Braddock wraca do domu po ukończeniu college’u. Jego zamożni rodzice spodziewają się, że zacznie teraz robić karierę. Dwulicowa, zamężna pani Robinson namawia go do romansu. Czy Ben podda się tym oczekiwaniom i zdecyduje na konsumpcyjną, cyniczną postawę wobec życia? Czy na własną rękę poszuka wolności, miłości i sensu?
W ramach przygotowań do zmierzenia się z listą "1001 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią"* przeczytałam dzisiaj w ekspresowym tempie "Absolwenta".
Od razu i bez bicia przyznam się, że filmu nie oglądałam. Znam oczywiście kultowe sceny, doskonale znam muzykę z filmu, poprawiłam troszkę stan wiedzy na You Tube, ale skażona filmem nie byłam.
Książka to raczej przypowiastka, nowelka. 20 letni Benjamin kończy studia, otrzymuje intratne propozycje stanowiska wykładowcy na prestiżowych amerykańskich uczelniach. Jest on jednak zblazowany, nie ma pomysłu - ani na siebie, ani na życie. Pewnego dnia postanawia wybrać się na "wycieczkę" - znika na kilka tygodni z domu, poznając "zwykłych" ludzi. Po powrocie stwierdza, że zmarnował czas, gdyż niczego nowego się nie nauczył, a wręcz uważa wyprawę za nudną. I z tej nudy rozpoczyna romans z żoną wspólnika ojca - Panią Robinson.
Główny bohater drażni. Swoją nonszalancją, cynizmem, naiwnością życiową. Powtarza slogany w które sam nie wierzy - twierdzi, że został wychowany na człowieka, który odróżnia dobro od zła. Nie potrafi jednak sytuacji, w której się znalazł jednoznacznie ocenić.
Czytając tę krótką historię cały czas miałam wrażenie, jakbym za chwilę miała zostać na czymś przyłapana. Że to o czym czytam jest złe. Autor stosuje głównie dialogi, które są właściwie serią krótkich pytań i odpowiedzi. Pytań o nic i odpowiedzi o niczym. Mam wrażenie, że obecne - moje pokolenie - ma w sobie troszkę z Bena. Kończymy dobre uczelnie, nie za bardzo wiemy co zrobić z naszym życiem i pakujemy się w patowe sytuacje, których potem żałujemy. Liczymy, że to wzbudzi w nas jakiekolwiek uczucia, a okazuje się, że to - jak wszystko - pop-papka.
Chętnie skonfrontuję to, co przeczytałam z kultowym obrazem. Przyznam szczerze, że byłam troszkę zaskoczoną faktem, że jednak był pierwowzór literacki. Spotkałam się z opiniami, że scenarzyści i reżyser wycisnęli dużo więcej z tekstu, niż on sam na to zasługiwał.
Kategoria: Literatura współczesna zagraniczna
Wydawnictwo Proinfo-Atut 1991, s. 191
Biblionetka: 3,84/6
Lubimy czytać: 3,52/5
Moja ocena: 3/6


23:07
orchisss

Posted in: 
0 komentarze:
Prześlij komentarz