czwartek, 23 czerwca 2011

Umrzeć w deszczu - Aleksander Sowa




Źle się dzieje w państwie duńskim. Czemu? Bo A., która skrajnie rzadko sięgała po książki pisane przez Polaków robi to coraz częściej. I co gorsza - podobają się i robią wrażenie. "Umrzeć w deszczu" też zrobiło wrażenie. I to jak najbardziej pozytywne.

Poznajemy historię Arta - pół-Polaka, pół-Czecha, który jest znanym fotografem. Postanawia on popełnić samobójstwo, a na świadka swojej spowiedzi wybiera dziennikarkę. W ciągu paru godzin wyznaje jej wszystkie swoje "grzechy". Poznajemy go jako kilkunastolatka i jesteśmy prowadzeni przez jego życie ... aż do końca. 

Etapy życia Arta determinują kobiety - Agnieszka, Monika, Alenka, Blanca i Joy. Każdą z nich traci - jak to zazwyczaj w życiu bywa w najmniej odpowiednim momencie. Każda z nich wnosi wiele w jego "ja" i ... zabiera jeszcze więcej. Historia zatacza dramatyczne koło (jakie - odsyłam do "Umrzeć w ...").

Smutek bije z każdej strony historii. Autor dobiera słowa, które potęgują emocjonalność tekstu. W niezwykle ciekawy (i jakże mi bliski) sposób wplata słowa ważnych dla siebie piosenek w opowieść. Muzyka niejednokrotnie nadaje (lub dodaje) sensu danej chwili - ten zabieg autora zrobił na mnie ogromne i jak najbardziej pozytywne wrażenie. Przy lekturze "Bikini" J.L. Wiśniewskiego odgrażałam się jak bardzo drażnił mnie autor swoim niesmacznym stylem eroto-porno. W przypadku Aleksandra Sowy opisy "zbliżeń" są zmysłowe, nie rażą i nie powodują chęci rzucenia książką w ścianę. Po prostu współgrają z tekstem, który jest smutny i gorzki, ale jednocześnie ciepły i spokojny. Doskonale budowany jest nastrój spowiedzi, która nie rozlicza, nie stopniuje i nie ocenia - a jedynie się dzieje.

Autor prowadzi nas w historii poprzez Wrocław lat 80., Pragę przełomu lat 80. i 90. (moja zdecydowanie ulubiona część!), Amsterdam, Bałkany lat 90. Nie mam wiedzy na temat przygotowania autora do tematu, jednak przyznaję, że imponuje mi swoboda z jaką zmierzył się z wybranymi przez siebie tematami. Pana Sowę czyta się bardzo przyjemnie. Niejednokrotnie miałam wrażenie jakbym słuchała opowieści osoby, którą bardzo dobrze znam.

Muszę jednak dorzucić łyżkę dziegciu do tej beczki miodu ;) Szkoda, że zakończenie jest dość banalne i przewidywalne. Jest konsekwentne, gdyż po bardzo emocjonalnej i uczuciowej historii należało spodziewać się dramatycznego zakończenia. Łudziłam się jednak, że autor wybierze trudniejszą ścieżkę i nie ucieknie się do banału. Szkoda, bo troszkę psuje to obraz tej historii, która jak na debiut jest całkiem niezła.

Jaki wniosek i morał? Warto czytać polskich autorów, coraz ciekawsze perełki nam się ukazują. A mam wrażenie, że im dalej od mainstreamu, tym lepiej, ciekawej - pewnie prościej, ale przez to prawdziwiej. Historia "Umrzeć w ... " pewnie nie powali na kolana, ani nie zrewolucjonizuje czyjegoś życia, ale pozwoli zatopić się w spokojnej, smutnej historii. Która da do myślenia, to na pewno. 

Kategoria: polska literatura współczesna
Wydawnictwo Poligraf 2009, s. 144
Biblionetka: 4,50/6
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autora - bardzo dziękuję panie Olku!
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC