środa, 20 lipca 2011

Klejnot - Maria Rodziewiczówna

Z okładki:

Przepiękna opowieść o szlachcie polskiej walczącej o utrzymanie rodzinnych majątków na Kresach Wschodnich. Chyba najbardziej osobista książka Marii Rodziewiczówny. Wśród licznych bohaterów tej złożonej i wielowątkowej historii wyróżniają się kobiety: Barbara – samodzielnie zarządzająca majątkiem, baba – trzymająca w ryzach cały chłopski ród, Nina – nowoczesna dziewczyna świadoma swojej wartości. W każdej z nich możemy zapewne odnaleźć Marię Rodziewiczównę: romantyczną a jednocześnie pragmatyczną, kierującą dużym przedsiębiorstwem, jakim był jej majątek ziemski, spragnioną miłości i niepogodzoną z podrzędną rolą kobiety. 

Autorka z niezwykłą przenikliwością opisuje ciemne strony ludzkiej natury: chciwość, bezwzględność, skrajny niekiedy egoizm, a jednocześnie potrafi nie utracić wiary w dobro człowieka. Rodziwiczówna była osobą niezwykła, dlatego tak niezwykłe są jej książki.

Już kiedyś doszłam do wniosku, że istnieją dwa niepodważalne prawa czytelnicze (które sprawdzają się przede wszystkim w moim przypadku) - najdalej nam do książek z własnej półki oraz ... znajomość klasyki bywa kulawa. W przypadku tej książki boleśnie potwierdziło się prawo wymienione przeze mnie jako drugie. Było to moje pierwsze spotkanie z Marią Rodziewiczówną. I jak to przeważnie u mnie bywa - z uprzedzeniami jej dotyczącymi pożegnałam się na zawsze. 

Mamy tutaj historię pewnego małego miasteczka i okolicznych gospodarstw - XIX wiek, Kresy Wschodnie. Przekrój przez społeczeństwo - kompleksowy. Są chłopi, jest zubożała szlachta, są Żydzi, są dorobkiewicze, jest tak zwany "element". Wieś u Rodziewiczówny to nie tylko pola, lasy, łąki, zboża etc., ale przede wszystkim ludzie. Autorka doskonale portretuje mieszkańców - przede wszystkim psychologicznie. Nie wyczytamy tutaj wygładzonych opisów chłopstwa, wyidealizowanego obrazka szlachty -wszystko tak jak natura stworzyła - prawdziwie, bez lukru i cukierkowatości.

A o czym traktuje powieść? Głównym bohaterem jest Seweryn Sokolnicki. Boryka się on z niemałymi problemami finansowymi, które łata to pożyczkami u Żydów, a to pędzeniem wódki. Ostatecznością przed którą broni się zaciekle jest sprzedanie majątku rodzinnego. Próby ochrony ojcowizny wspiera wiernie jego prawa "ręka" - Szymon Łabędzki, przyjaciel i leśniczy. Podobne problemy napotyka Basia z sąsiedniego majątku - ratują ją lichwiarskie pożyczki, za które poręcza jej wuj - sknerowaty do cna.  Pojawia się piękna i wartościowa kobieta Nina Zagrodzka - uwielbiająca wyścigi konne, bogata, ale i nie stroniąca od bezinteresownej pomocy. Zakochuje się w Sewerynie, on jednak zbyt dumny jest na to, aby związać się z kobietą bardziej majętną od siebie ... 

Sięgając po tę książkę zdałam sobie sprawę z faktu jak długi czas nie miałam styczności z dawną polszczyzną. Piękną, dawną polszczyzną. Maria Rodziewiczówna nie była gruntownie wykształconą pisarką - skończyła zaledwie kilka klas szkoły, jednak styl jej pisania - surowy, prosty - przypadł mi do gustu. Momentami archaiczne sformułowania, szyk zdania czy określenia zmuszały do skupienia się nad treścią. "Klejnot" powstał w 1897 r., czyli nieco ponad 100 lat temu - język polski zmienił się w tym czasie bardzo.  I przyznam, że niemałą przyjemnością było czytać powieść, która klimatycznie pachniała mi liceum ...

Rodziewiczówny w kanonie lektur dla żadnej ze szkół nie ma. Szkoda - mam wrażenie, że jest bardziej przyswajalna niż, chociażby nieszczęsne "Nad Niemnem" (wiem - "NN" można kochać bądź nienawidzić), a tematyka i tło społeczne są bardzo podobne. Dzieje się tu jednak więcej - mamy morderstwa, kłótnie, bijatyki (jak mawiała moja prababcia - nie ma dobrej historii bez trupa w tle). Z drugiej strony jest romans, uczucie. Jest też opis codziennych problemów ówczesnej zubożałej szlachty - spłata weksli, troska o majątki. Historia żyje - nie jest odrealnionym zlepkiem opisów stanów emocjonalnych etc., postaci są nakreślone tak realnie, a ich język jest równie autentyczny. 

Na szczególną uwagę zasługują dwie bohaterki - Barbara i Nina. Obie to nowoczesne kobiety - nowoczesne w naszym rozumieniu. Niezależne, samodzielne, dbające o swoje gospodarstwa. Nie czekające na to, co przyniesie im los z założonymi rękoma. Inspiracji do opisania tych postaci autorka zapewne odnalazła w swoim życiorysie - sama zarządzała majątkiem ojca i uchodziła za kobietę silną i nowoczesną - Maria Rodziewiczówna obcięła włosy na krótko i nosiła krótką spódnicę. Kobiety odgrywają sporą rolę w "Klejnocie" - mężczyźni liczą się z ich zdaniem, szanują radę. Ciekawostką, na poły feministyczną, jest postać Ihnatowej - siostry głównego bohatera. W momencie kiedy jej mąż sprzedaje gospodarstwo, ona urażona lekceważeniem jej zdania w trakcie podejmowania decyzji o pozbyciu się ojcowizny - opuszcza go na zawsze. 

Powieść polecam szczerze - zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. W interesujący i prawdziwy sposób przedstawia życie na Kresach Wschodnich w XIX wieku. Doskonałe portrety bohaterów, interesująca fabuła - to sprawdzone składniki dobrej powieści. A że klasykę i to w dodatku polską warto czytać - to chyba przekonywać nie trzeba. Warto oderwać się od współczesnej literatury, żeby nasiąknąć piękną, starą polszczyzną. I powtórzę - szkoda, że takich powieści nie było w kanonie lektur szkolnych - wiele wątków poruszonych w "Klejnocie" mogłoby doprowadzić do bardzo ciekawych dyskusji podczas lekcji języka polskiego. I na pewno nie będzie to moje ostatnie spotkanie z Marią Rodziewiczówną ...

kategoria: literatura piękna klasyka polska
Wydawnictwo MG 2011, s. 304
Biblionetka: 4,39/6
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG oraz portalu Sztukater.plDziękuję!

7 komentarze:

Dosiak pisze...

Dawno temu kupiłam "Wrzos" Rodziewiczówny, ale jakoś ciągle mi z tą książką nie po drodze. "Klejnot" też chętnie bym przeczytała. Czas lepiej poznać twórczość tej autorki :)

kasandra_85 pisze...

Kolejna pozytywna opinia o tej książce. Trzeba będzie się za nią rozejrzeć:)
Pozdrawiam!!

elwika pisze...

W moim przypadku było podobnie. "Klejnot" to pierwsza książka Rodziewiczówny, którą miałam okazję przeczytać. Moja mama ją uwielbia (Rodziewiczównę), a ja... ja jakoś obawiałam się tego archaicznego już języka. Na szczęście nie było źle ;-)

niedopisanie pisze...

Czytałam "Wrzos" tej autorki - miałam w okresie nastoletnim pasję do klasyki, wtedy połknęłam większość twórczości Kraszewskiego na przykład (większość, bo jak wiadomo, płodny twórczo był niewiarygodnie :)) Polubiłam Rodziewiczównę, choć do najulubieńszych jej nie zaliczam. A "Nad Niemnem" czytało mi się zgoła nieźle, chociaż z Orzeszkowej wolę "Chama".

orchisss pisze...

@Dosiak, kasandra_85 - polecam - początkowo trudno było mi się wbić w styl pisania, ale im dalej w strony tym lepiej. A im dalej od skończenia książki tym cieplej o niej myślę.
@elwika - dokładnie, archaiczny język - tak jak pisałam wyżej troszkę mnie przeraził, ale... faktycznie, nie było tak źle.
@niedopisanie - Kraszewski mnie odstraszył "Starą baśnią", ale 1. było to parę dobrych lat temu, 2. nie miałam do niego cierpliwości 3. miałam fatalny, rozpadający się w rękach egzemplarz. No ale na stosiku "do pilnego przeczytania" pyszni się "Chata za wsią" i sama jestem ciekawa jak mi przypadnie do gustu. Orzeszkowa i "NN" - przeczytałam, gdyż lekturą było, ale czułam się równie pokaleczona jak po "W pustyni i w puszczy" w V klasie podstawówki. Niewykluczone, że gdybym teraz sięgnęła po tę powieść - to może inaczej bym ją odebrała. Może do niektórych książek trzeba dorosnąć. A za polecenie "Chama" dziękuję - skorzystam :)

niedopisanie pisze...

Ja akurat Kraszewskiego czytałam, mając jakieś dwanaście lat i - o zgrozo - nadal uważam, że to był całkiem niezły wiek na taką lekturę, bo i wymagania miałam inne, i łatwiej było mi znieść pewną... Hm... Opasłość tomiszcza ;)) Najbardziej podobała mi się "Hrabina Cosel" i to akurat polecam ;) "W pustyni..." nie znoszę! Za całokształt :) Ale lubię Trylogię, pewnie też dlatego, że czytałam bardzo wcześnie i jako powieść przygodową, bez szczególnego zrozumienia wątków historycznych... Dziś nieco mnie irytuje stronnicze spojrzenie na Ukrainę. Za to "Bez dogmatu" czytane na studiach - bardzo smakowite :) A jak "Cham", to może i "Dziurdziowie"? Też niezłe. Choć chyba "Cham" lepszy ;)

Ewa pisze...

Muszę się z Tobą absolutnie zgodzić w kwestii tych dwóch zasad, które wymieniasz na początku...Z klasyką też jestem na bakier i ciągle brak mi...sama do końca nie wiem czego, by w końcu się za nią "zabrać". Może zaczną nadrabiać od "Klejnotu" skoro tak pięknie go opisałaś? Hmm...Kto wie?

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Laundry Detergent Coupons