niedziela, 21 kwietnia 2013

Kobiety - Charles Bukowski



Nie cierpię bohaterów u Bukowskiego. Jakoś tak mam, że odnoszę to, co czytam do swojego życia. I nie potrafiłam powstrzymać przy czytaniu „Kobiet” od wycieczek osobistych. Początkowo nie chciałam dzielić się opinią na temat tej książki. Kot zapytał czy dlatego, że wstyd mi czytania Bukowskiego. To zupełnie nie tak – troszkę bałam się tych słów, które mogłyby popłynąć. Trudność dzielenia się myślami o "Kobietach" polega na rozdźwięku, jaki może powstać pomiędzy tym, co podoba mi się w literaturze, a tym, czego pragnę w życiu. 

Z bohaterami literackimi typu Hank mam pewien problem. Uwielbiam ich literacko - są soczyści, wulgarni, niedoskonali, lubieżni, napaleni, pełni sprzeczności. Czytając mam wrażenie, że niemal wyskoczą z powieści. Życiowo jednak fascynacja takim osobnikiem mnie boli. Bo to człowiek, który krzywdzi kobiety i sposób, w jaki wyrządza krzywdę boli mnie podwójnie. On tak naprawdę nie chce ich ranić, to wychodzi mimowolnie i jakby poza jego świadomością. Przy moich naturalnych odniesieniach do siebie, czuję niefajnie z tą świadomością.

"Californication" uwielbiam, postać Hanka (sic!) również. Nie sposób po przeczytaniu "Kobiet" nie odnaleźć totalnej inspiracji bohaterami Bukowskiego przy tworzeniu portety psychologicznego Hanka Moody'ego. Pierwowzór powieściowy jest zdecydowanie bardziej surowy, totalny i bezkompromisowy od wersji serialowej. Hank Moody jest spektakularny – Kalifornia w jego wydaniu to pomimo wewnętrznych rozterek kraina mlekiem i miodem płynąca. Chinaskiemu nie jest już tak łatwo.

Bukowski przy całym swoim naturalizmie potrafi trafnie ująć kwintesencję natury człowieka. Bywa trudno, bywa wulgarnie, czasami zbyt dosadnie. Nikt nie jest równy, stały i nieugięty. Czytając go czułam się jednak jak uczestniczka karuzeli – każdy kolejny rozdział to gonitwa za cipką, ocieranie się kutasem, pustka, pustka, pustka. Ordynarna, bezpruderyjna rzeczywistość, jednak w dość poetycko prostackim wydaniu. Literacko – fantastycznie. Ale kiedy odnoszę to do życia – najzwyczajniej jest mi źle …

I troszkę mi przykro, że właśnie taką książkę sprezentowałam Kotu. Chciałabym być dla Niego lepszą kobietą niż „Kobiety” Bukowskiego. I nie chciałabym, żeby był dla mnie Chinaskim. Ale z drugiej strony napisał, gdzieś na ostatnich stronach, że łatwo pisze się tylko o dziwkach, a pisanie o wartościowej kobiecie to już nie taka prosta sprawa. I może dlatego chciałabym bardzo napisać coś fajnego o powieści, ale zwyczajnie jest mi trudno. Bo to zawsze będzie za mało, za płytko, za osobiście. 

Kategoria: literatura współczesna zagraniczna
Wydawnictwo Noir Sur Blanc 2010, s. 430.
Moja ocena: 5/6
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC