poniedziałek, 26 września 2011

Klub Matek Swatek - Ewa Stec




Od czasu do czasu mój czytelniczy mózg domaga się lekkiej strawy. Czegoś lekkiego, odprężającego, zabawnego, dowcipnego. Jednym słowem - moje czytelnicze "ja" czasami potrzebuje czytadła. Najlepiej takiego babskiego. Ach i popełniłam wartościowanie. Jednak niejednokrotnie w tym miejscu tłumaczyłam (się), że nie taka kobieca literatura straszna jak ją malują.

Na "Klub Matek Swatek" miałam ochotę od dawna. Polowałam w konkursach, w końcu - wykazując się chyba pierwszy raz czytelniczą cierpliwością - doczekałam się kieszonkowego wydania i zainwestowałam całe 10 zł. Nie zmniejszyło to mojego apetytu na tę książkę, jednak powędrowała na półkę i czekała. Jak mówi jedna z najprawdziwszych prawd czytelniczych - do własnych książek najdalej. Jednak pojawiła się okazja - a mianowicie kontynuacja (recenzja już wkrótce). Jako, że porządek być musi - "KMS" został ściągnięta z półki i ... pochłonięta w piękną , jesienną niedzielę. 

Mamy główną bohaterkę - Ankę, nauczycielkę po 30., niezamężną. Jako, że nie zapowiada się  rychła zmiana stanu cywilnego - matka Anki, Beata biadoli i naciska. Z pomocą przychodzą przyjaciółki Beaty - szalone babeczki w trakcie menopauzy. Działają one pod szpiegowskim kryptonimem KMS, która to organizacja zajmuje się stwarzaniem przypadków w wyniku których opieszałe pociechy zakładają swoje gniazdka. Metody mają iście profesjonalne i bezpardonowe, a skuteczność ich działań bywa porażająca. Anka kupuje okazyjnie mieszkanie od ... prostytutki, która urządziła w tym miejscu klasyczną dziuplę (jakkolwiek to słowo w tym zestawieniu brzmi). Ów panna lekkich obyczajów, o pseudonimie Sowa, zostawiła jednak po sobie kilka niezałatwionych spraw ...

Intryga - godna porównania z Joanną Chmielewską (którą uwielbiam!). Tu się wszystko mota, zakręca, absurdzi. Ewa Stec pakuje przeogromną dawkę ironii w dialogi postaci. Humor stoi na dobrym, momentami wyśmienitym, poziomie (babcia Anki - dla mnie pierwsza klasa!). Akcja płynie wartko, wątki gmatwają się, nakładają, w pewnym momencie pogubiłam się totalnie w wątku gangsterskim. Jeśli jednak potraktujemy książkę jako rozrywkę - nie zawiedziemy się. Momentami detale wydają się być bardzo nierealistyczne, ale nie przeszkadza to w ogólnym odbiorze książki. 

Głównym atutem - dla mnie - były dialogi i postaci wyciągnięte niemal żywcem z kryminałów Joanny Chmielewskiej. Parokrotnie (a wierzcie mi na słowo - rzadko to popełniam) zdarzyło mi się wybuchnąć gromkim śmiechem (torturowanie Edzia, scena cmentarna). Na plus przy ocenie zapracowała też próba zawiązania akcji w sposób (na szczęście!) niezbyt szablonowy. Ubawiłam się przy KMS przednio.

Podsumowując - idealna książka na weekend, plażę, podróż transportem publicznym (uwaga na współpasażerów - vide: wybuchy śmiechu). Zabawna, lekka, przerysowana, ale zdecydowanie odprężająca. Idealna dla kobiet od 25 roku wzwyż. Pozostaje gorąco prosić Tego Na Górze, żeby nie natchnął naszych Rodzicielek i nie popchnął ku takim działaniom. A książkę polecam jako odstresowywacz.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Otwarte 2010, s. 400
Biblionetka: 4,32/6
Moja ocena: 4+/6
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC