Poczułam nieodpartą potrzebę przeczytania czegoś lekkiego, kobiecego. Barbara O'Neal wydaje się być zawsze dobrą receptą na taką ochotę. Lato chyli się ku końcowi, wieczory coraz dłuższe i chłodniejsze, a "Sekrety uczuć" polecane są jako towarzysz kubka gorącej czekolady. Nie trzeba było mnie długo namawiać, tym bardziej, że przytrafił się dzień do przeleżenia pod kocem i zajęcia się sobą. Powieść pochłonęłam niczym tartę z Kawiarni Stu Śniadań.
Obyczajówka, jak to obyczajówka fabułą nie zaskakuje. Tessa, przewodniczka pieszych wycieczek, znalazła się w wyjątkowo trudnym okresie życia. Jedna z uczestniczek jej wyprawy ginie, ona sama również ulega poważnemu wypadkowi. Jako antidotum na zły czas wybiera Los Landrones - mieścinę w Nowym Meksyku słynącą z doskonałego jedzenia i knajpek serwujących wyśmienite potrawy. Tessa ma za zadanie przygotować program pobytu dla klientów biura, dla którego pracuje. Miejsce jest dla niej tym bardziej interesujące, gdyż spędziła tam dzieciństwo, mieszkając w hippisowskiej komunie. Na miejscu poznaje przystojnego Vince'a ... no i wiadomo, co się może dalej wydarzyć.
Historia wciąga jak diabli. Mimo, że jest dość naiwna, prosta i przewidywalna to czytanie sprawia przyjemność, ma się ochotę przerzucać kolejne strony. Powieść została napisana i przetłumaczona solidnie, nie ma zgrzytów językowych i nie jest do końca banalnie. Miałabym jedynie zastrzeżenia co do opracowania charakteru głównej postaci - nie przekonuje, wydaje się dość mdła i nieokreślona, rekompensują to jednak osoby z drugiego planu, które zdecydowanie dodają kolorytu powieści. Fabuła w gruncie rzeczy jest również mało skomplikowana, ale to tylko dodaje uroku historii. Została w końcu napisana pod leniwe popołudnia na werandzie. Ciekawy jest wątek komuny hippisowskiej, szkoda, że nie został bardziej rozbudowany.
Prozę Barbary O'Neal lubię jednak przede wszystkim za to, że dużo w niej jedzenia i zwierzaków. Jako, że ludziom nielubiącym jeść nie ufam za grosz, autorka nie miała u mnie pod górkę. Kotu śmiał się co prawda, że przepisy umieszczane na końcu niemal każdego rozdziału zapełniają książkę i przez to wydaje się, że przeczytało się więcej, ja jednak upieram się, że jest w tym coś fajnego, że można odnaleźć sensowne propozycje śniadaniowe w środku całkiem niezłej powieści. Z całym impetem przyklaskuję idei Kawiarni Stu Śniadań, którą autora opisała w "Sekretach uczuć". Jestem totalną fanką śniadań, są one zdecydowanie moim ulubionym posiłkiem w ciągu dnia, a koncepcja knajpki, która serwuje ich ogromną liczbę (słownie sto rodzajów!) totalnie przypadła mi do serca (czyt. żołądka). Samo stworzenie na potrzeby powieści miasteczka, w którym żarełko gra główną rolę jest fajne i pobudzające nie tylko wyobraźnię, ale i ślinanki.
Jeśli szukacie fajnej, lekkiej, kobiecej i apetycznej lektury polecam z czystym sumieniem Barbarę O'Neal. "Sekrety uczuć" nie są być może tak udaną powieścią, jak "Recepta na miłość", jednak nadal jest przyzwoicie, solidnie i wciągająco. To dobry pomysł na prezent książkowy dla mamy, teściowej, babci, siostry czy ciotki. Literatura kobieca na dobrym poziomie.
Kategoria: powieść obyczajowa
Wydawnictwo Literackie 2013, s. 464.
Moja ocena: 4/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.