Bywam czytelniczo rozdarta - bo chciałabym poczytać coś lżejszego, szybkiego, a jak już dochodzi do tego, to się wkurzam, bo książka płytka, nieskomplikowana i zwyczajnie nie sprawia satysfakcji. Moje pierwsze podejście do Carli Montero skończyło się jedną z niewielu negatywnych opinii o "Szmaragdowej tablicy", która nadal jest totalnym bestsellerem. Nie podobała mi się ni trochę.
Z "Wiedeńską grą" było niestety podobnie. Z ogromną trudnością brnęłam przez kolejne strony, znudzona i przytłoczona informacjami o wschodniej sekcie, która próbuje zapanować nad Europą, na chwilę przed wybuchem I wojny światowej. Zapowiadało się ciekawie i dałam się złapać na okładkowy chwyt, bo szczerze spodziewałam się wartkiej sensacji osadzonej w Wiedniu na początku XX-go wieku. A było nudno i sztampowo z irytującymi erotycznymi wstawkami, które obniżały i tak dramatycznie niski poziom. Drewniane dialogi, nieumiejętnie wplecione wątki historyczne - to wszystko sprawiło, że tylko uczciwość czytelnicza zmusiła (!) mnie do ukończenia lektury.
Nie polecam, żadna siła nie zmusi mnie do przeczytania kolejnej książki tej autorki.
Kategoria: thriller/sensacja/kryminał
Wydawnictwo Rebis 2013, s. 384.
Moja ocena: 2/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Rebis.