Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Azja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 maja 2016

Turcja. Półprzewodnik obyczajowy - Agata Bromberek, Agata Wielgołaska



Turcja. Mówienie o niej, że to kraj kontrastów, pomieszania kultury Wschodu z Zachodem to oklepane banały, jednak na miejscu. To kraj, który urzeka, zadziwia, czasem oburza, ale pewne jest, że trudno po wizycie w nim pozostać obojętnym.  Nieważne, czy trafiasz tam na wakacje z pakietem all inclusive, czy staje się Twoją drugą ojczyzną, czy może postanawiasz się związać z nią na jakiś czas i jest już Twoją przeszłością (to ja).

Uważni czytelnicy wiedzą, że na moim blogu literatury (około)tureckiej nie brakuje. Jeszcze uważniejsi wiedzą, że jedna z dłuższych przerw w pisaniu była spowodowana pobytem tamże. Z duża przyjemnością przeczytałam więc "Półprzewodnik obyczajowy" autorstwa kobiet, które w Turcji mieszkają od wielu lat. Dwie Agaty znacie pewnie z blogów Tur-tur blog oraz (agaty) Tureckie kazania. Z obydwu z nich korzystałam, douczając się przed wyjazdem do pracy w branży turystycznej na Riwierze Tureckiej. Dzięki nim nieco łatwiej było mi wejść w turecki rozgardiasz, nie popełniać aż tak wielu gaf i polubić ten kompletnie inny świat.

Z czym kojarzy się Wam Turcja? Wakacje, kawa, Stambuł, popularny serial o czasach osmańskich, kebab, dywany? To wszystko znacie, ale czy wiecie jacy są Turcy w codziennych kontaktach, co lubią oglądać, czego słuchać, jak spędzać wolny czas? Jeśli nie - koniecznie sięgnijcie po "Półprzewodnik". Lekko napisany, w formie krótkich felietonów przypominających nieco pisanie blogowe, pogrupowanych tematycznie w przyjemne rozdziały. Dowiecie się z nich o codzienności tureckiej, również tej dla cudzoziemców (yabanci). Agaty opowiadają o swoich tureckich początkach, poznawaniu Stambułu i Alanyi, poznawaniu zwyczajów, próbie odnalezienia się w nich. Sama pamiętam, jak bardzo zaskoczyło mnie, że jako samotnej kobiecie w autobusie międzymiastowym nie mogłam usiąść obok mężczyzny. 

Tureckie społeczeństwo to temat niezwykle ciekawy, dlatego chociażby z tego względu zachęcam Was do zajrzenia do książki. Z jednej strony Polaków i Turków łączy umiłowanie bliskich stosunków rodzinnych, jednak szacunek mieszkańców Turcji (czasem nawet ślepy) wobec rodziców i starszych, budowanie społeczeństwa na dzieciach i młodzieży - wierzcie mi, to szok nawet dla osoby z Polski. Służba wojskowa, islam, romanse Turków - to zagadnienia, które również warto poznać. Poza tym - to moja życiowa misja - należy poznać bogactwo kuchni tureckiej!

Książka dziewczyn wzbudziła we mnie sporą nostalgię - za codziennym słońcem, cudownym ciepłem, świeżymi i ekstremalnie tanimi warzywami, fantastycznym jedzeniem (poszukajcie w większych miastach PL prawdziwych tureckich knajp, prowadzonych przez Turków, a dowiecie się czym jest prawdziwy kebab!)* Jeśli w tym roku na celowniku Waszych wojaży jest właśnie Turcja - koniecznie sięgnijcie po tę książkę. A jeśli lubicie czytać o innych krajach  - tym bardziej zachęcam!

Książkę można kupić w formie papierowej, jak i ebooka TUTAJ
Poza tym, będąc na wakacjach w Alanyi, skorzystajcie z oferty wycieczek fakultatywnych u Agaty TUTAJ

Kategoria: literatura podróżnicza
Wydawnictwo agata&agata 2015, s. 276.
Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości autorek, dziękuję!


*W Poznaniu bezapelacyjnie polecam lahmacun (również w wersj kebab) i pide (najlepiej z serem) w Ankara Grill Hause przy Wielkiej 22

piątek, 26 czerwca 2015

Hotel na dachu świata - Alec Le Sueur



Wszelkiej maści literatura podróżnicza i niby-reporterska zawsze cieszy moje czytelnicze oko. Lubię, wręcz uwielbiam! Mam ulubione regiony o których czytam (raczej jestem ukierunkowana na Europę + kraje byłego ZSRR), ale chętnie sięgam po tytuły, które opisują regiony, o których wiem mało lub prawie nic.

I tak było z przezabawną książką Aleca le Sueur'a. O Tybecie wiadomo niemało, ale czy wiedzieliście, że znajduje się tam hotel sieci Holiday Inn? Autor spędził tam kilka lat, jako pracownik tego przybytku i podzielił się perypetiami. 

Książka jest przezabawna - autor nie szczędzi mieszkańcom Lhasy ironii, krytyki i czasem gorzkich słów. Liczba kataklizmów, jaka przetoczyła się przez ten hotel jest niemała, a poziom zarządzania dość żałosny. Zarząd europejskiej sieci hoteli nie zdawał sobie sprawy z trudności, jakie czekały ekipę na miejscu. W połowie lat 80. ChRL otworzyła się na turystykę zagraniczną, co spowodowało powstanie hoteli m.in. w Lhasie, ponad 120 tys. mieście położonym  na wysokości 3630 m n.p.m. Sam autor nie poświęcił ani zdania polityce władz kraju ani ówczesnej sytuacji Tybetu. Skupił się jedynie na działalności hotelu znanej międzynarodowej sieci i ogromnych trudnościach we wprowadzeniu jej standardów w takim miejscu.

Polecam bardzo zainteresowanym tematyką Tybetu, bo to źródło wiedzy o tym regionie. Zainteresowanych światem też, bo jest ciekawa. A już szczególnie tym, którzy lubią śmieszne książki - poczucie humoru jest w brytyjskim klimacie, więc nie będziecie zawiedzeni.

kategoria: literatura podróżnicza
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Dolnośląskie 1999.
Moja ocena: 5/6 



czwartek, 9 sierpnia 2012

Tajski epizod z dreszczykiem - Marek Lenarcik




Uwielbiam książki podróżnicze. Szczerze, z niekłamanym zachwytem i ciekawością czytam relacje z wypraw, pobytów, życia w innym kraju. Wszystkie historyjki oparte na schemacie nudna praca - odwrócenie wszystkiego do góry nogami - Toskania/Prowansja/Tajlandia/cokolwiek łykam gładko. Lubię i już. Popieram wszystkimi kończynami spełnianie marzeń, wyjeżdżanie na dłuższy czas do miejsc, w których czujemy się dobrze. Sama tak zrobiłam i nie żałuję. Miałam nadzieję, że książka Marka Lenarcika narobi mi apetytu na Tajlandię. Zawiodłam się. 

"Tajski epizod z dreszczykiem" to historia młodego Polaka, który porzucił korporacyjne biurko w Irlandii i postanowił zadomowić się w Tajlandii. Przygotował się do zawodu nauczyciela, spakował manatki i wyniósł się na drugą półkulę. "Tajski epizod ..." to po trosze relacja z tego fragmentu życia Marka. Zamieszkał w Bangkoku, uczył młodych Tajów angielskiego i próbował ułożyć sobie tam życie. W historii nie brakuje sporych rozmiarów wtrętów autobiograficzno-filozoficznych, a sama książka jest swoistą spowiedzią i oczyszczeniem, z tego czego tam doznał.

Przyznam szczerze - naprawdę myślałam, że będzie to książka stricte podróżnicza. Na taką została wykreowana i to obiecywał opis z okładki. Sporo informacji o Tajlandii jest - byłabym skłamała, gdybym twierdziła inaczej, jednak odebrałam ją bardziej jako przewodnik dla amatorów seksturystyki niż próbę przedstawienia kraju, o którym jednak wiadomo mało. Informacje o kulturze, miastach, historii stanowią blade tło dla opowieści o erotycznych podbojach autora, które potem przechodzą w smutną dość historię jego związku z Tajką. Dodatkowe informacje o wszelkich przybytkach z Amorem w tle oraz relacje mocnych imprez - tego tu naprawdę nie brakuje.

Marek Lenarcik pisze dobrze. Naprawdę. Jego styl jest zabawny, może nieco cwaniacki, ale czyta się jego relację sprawnie. Być może to zasługa redaktora, że zdania nie są kwadratowe, wszystko trzyma się całości i nie ma, typowej dla debiutantów, merdaniny wszelakiej. Jest przyzwoicie i ciekawie. "Tajski epizod" może też być dobrą lekturą dla osób, którym brakuje motywacji do zmiany życia - na końcu pojawia się swoisty FAQ, który odpowiada na większość pytań. Rady, przedstawione przez autora, można równie dobrze zastosować do każdego innego kraju na świecie, więc walor edukacyjno-motywujący jest tutaj spory. Masz dość swojego nudnego życia - dostaniesz gotową, a do tego sprawdzoną receptę na zmianę na lepsze. Napisane fajnie, z tupetem, ale czuć mocny charakter autora. I to zdecydowanie na plus.

Tajlandii, o której bardzo chciałam przeczytać nie uświadczy się niestety zbyt wiele. Więcej informacji o krajach tego regionu uzyskałam z powieści Marka R. Litmanowicza "Apsara", gdzie Tajlandia jawiła się jako kraj egzotyczny, odmienny, nęcący. Nie było tam lukru - było inaczej. Być może oczekiwałam innego rodzaju informacji. Faktem jest, że "Apsara" to powieść, natomiast "Tajski epizod ..." aspiruje do miana reportażu. Moim, skromnym i subiektywnym zdaniem, reportażem nie jest. Relacja, mocno autobiograficzna, osadzona na tle kraju, w którym zdecydował się żyć autor. Mocno drażniły mnie wszelkie okołoerotyczne wstawki - naprawdę nie interesowało mnie ile razy zadowolił swoją partnerkę w nocy i od czego tak naprawdę rozbolała ją głowa. Odniosłam wrażenie, że były nieco przesadzone,  rozdmuchane i trącały przechwałkami mającymi mało wspólnego z rzeczywistością, którymi częstują się chłopaczki po dyskotece. Mogę współczuć autorowi trudnego związku z dziewczyną z odmiennej kultury, niemniej jednak - fragmenty dotyczące podbojów i związku były dla mnie kompletnie niepotrzebne i momentami wręcz niesmaczne. 

Na początku mocno frustrowałam się, gdyż brakowało mi mapy, wstępu o samym kraju, jednak im dalej w lekturę, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że nie są one tak naprawdę potrzebne. Szkoda, że autor nie umieścił więcej zdjęć, ale jest to pewnie konsekwencja takiego, a nie innego sposobu poprowadzenia wywodu.

Niestety - "Tajski epizod" nie spodobał mi się. Znajdą się osoby, które będą miały ochotę poczytać o innym, bardziej hulaszczym życiu w egzotycznej scenerii. Odniosłam wrażenie, że książka skierowana jest bardziej dla mężczyzn i to takich, którzy nie lubią, kiedy ich partnerka realizuje się, ma swoje zdanie i chce czegoś więcej od życia niż bycia czyjąś dziewczyną. Wielokrotne narzekanie bądź krytykowanie feministek i Europejek przez autora było pewnie potwierdzeniem takiego punktu widzenia. Poprawcie mnie jeśli się mylę. Od przeczytania "Tajskiego epizodu" nikomu krzywda się nie stanie, bo jeśli chodzi o walory literackie - jest naprawdę w porządku. A to, jak odebrałam autora, to już chyba mój prywatny problem. Was zachęcam do samodzielnej oceny.

Kategoria: literatura podróżnica
Wydawnictwo Bezdroża 2012, s. 272.
Moja ocena: 3/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bezdroża. Dziękuję!

wtorek, 30 sierpnia 2011

Apsara - Marek R. Litmanowicz




Przyznam się bez bicia, że troszkę przeciągałam moment, w którym sięgnęłam po tę książkę. Bałam się. Jak diabli. Przerażała nie tyle liczba stron (niemal 800), lecz przedrobny druk z nikłym prześwitem pomiędzy wersami (dość niewygodne dla przeciętnego krótkowidza). Przerażał enigmatyczny opis na okładce. W dodatkowe czytelnicze rozdwojenie wprowadzały mnie bardzo skrajne opinie na temat tej książki. No, ale jako, że odważna ze mnie dziewczyna - książkę w łapki wzięłam, okładkę pogłaskałam, oswoiłam i po prostu ... zaczęłam czytać. 

Głównymi bohaterami powieści są trzej mężczyźni: Robert Stern - Amerykanin rosyjskiego pochodzenia, krytyk muzyczny, podróżujący po całym świecie, Paweł Verron - syn Polki i Argentyńczyka, światowej sławy pianista oraz Jacek Rawicz, ginekolog z Warszawy. Każdy z nich staje przed próbą, o jakiej zapewne nawet nie śnił. Robert podczas podróży na Daleki Wschód poznaje Sokantię - młodą Khmerkę, która wywraca jego poukładany, zachodni świat do góry nogami. Paweł, podczas pobytu w Iranie ratuje przed ukamienowaniem młodą arystokratkę Nayę. Jacek, dokonuje wątpliwego etycznie zabiegu usunięcia ciąży. Jest i bohater, którego można by usytuować pomiędzy pierwszym i drugim planem - Chris, Holender, oficjalnie handlarz dziełami sztuki, nieoficjalnie płatny morderca, który mści się za krzywdę wyrządzoną jego dziewczynie. Tak w ogromnym skrócie można przedstawić treść powieści. Wątków w niej zawartych jest sporo i nie sposób wymienić wszystkich.

Marek R. Litmanowicz w opowieści prowadzi nas przez wiele krajów świata - Iran, Turcję, Holandię, Stany Zjednoczone, Wietnam, Kambodżę, Tajlandię, Australię. Opisy niektórych rejonów są bardzo dokładne, innych wręcz pobieżne. Czuć, które rejony świata autor darzy sympatią. Opisy są bardzo plastyczne, niemal fotograficzne. Niekiedy opisywane są bardzo szokujące miejsca, jak jedna z wietnamskich restauracji, w której gość wybiera sobie zwierzaka, który za chwilę zostanie dla niego przyrządzony. Być może wynika to z mojej osobistej fobii, ale na mnie ten opis zrobił szczególne wrażenie (nasz bohater wybrał węża z którego uzyskano niemal wszystkie jadalne części). Opisu większości rejonów nie byłam w stanie zweryfikować, jako że w nich po prostu nie byłam. Troszkę rozczarowało (choć to za duże słowo) mnie przewodnikowe potraktowanie Turcji. No, ale - to mój konik, a sympatie pana Litmanowicza są ulokowane dużo dalej na wschód.

Dużą wagę autor przywiązuje do siły zmysłów. Po kilkuset stronach stało się to irytującym nawykiem - w opisach postaci przed moimi oczami przewędrował niemal cały asortyment perfumerii. Pan pachniał D&G, pani Kenzo i tak w kółko. Niepotrzebnie odrywało to uwagę od biegu wydarzeń. Nieustannie towarzyszą nam dźwięki - autor musi być niemałym wielbicielem muzyki klasycznym, bo ewidentnie bryluje jej znajomością. Jak na mężczyznę (w dodatku ginekologa) przystało pan Marek jest wzrokowcem. I tu - pewnie w pewnej formie jest to zarzut - opisy uciech cielesnych i pań, które ich dostarczały, tak nieznośnie przypominały mi styl Janusza L. Wiśniewskiego, że nie mogłam się pozbyć tego wrażenia długi czas. Sprawiedliwe muszę oddać, że pan Litmanowicz nie stara się wrzucać prawd objawionych, ani częstować czytelnika potworkami-aforyzmami w stylu wyżej wymienionego. Po prostu ... klimat łóżkowych harców opisywanych w powieści był bardzo JLW-style - kwieciste opisy, dużo szczegółów kobiecego ciała, celebracja, nieznośne wysublimowanie, wręcz mistrzostwo zawodnika. I finał - zapierający dech, doprawiony krzykiem obupólnego spełnienia. Softporno dla ... no właśnie, dla kogo? A może (refleksja sprzed sekundy) - panowie tak właśnie postrzegają te kwestie? ... pytanie pozostawiam otwartym. Troszkę mi to zgrzytało przy odbiorze całości.

Akcja płynie wartko, niekiedy zwalniana wspomnianymi powyżej opisami. I tu komentarz do mojego zarzutu opasłości tomu. Czyta się bardzo sprawnie, mimo nieporęczności egzemplarza i niewygodnej czcionki. Także powieść treścią obroniła się jak najbardziej. Zupełnie swobodnie autor porusza kontrowersyjne tematy takie jak aborcja, prawa kobiet w muzułmańskim świecie, sposób w jaki odbierane są kobiety z Dalekiego Wschodu przez "białych". Spora część  rozważań dotyczy też terroru Czerwonych Khmerów w Kambodży. Nie wszystkie tematy traktowane są jednakowo dbale, ale zmuszają do myślenia i zastanowienia się nad tematami. To zdecydowanie spora zaleta tej powieści.

Autor bardzo dbał o to, aby postacie były wielowymiarowe. Żadnemu z bohaterów nie można przykleić łatki "dobry", "zły". Każdy z nich popełnia błąd, ale każdy błąd ma "drugie dno" i nie można dać jednoznacznej, wartościującej odpowiedzi. To też bardzo na plus, gdyż nie ma nic bardziej denerwującego niż "papierowy" bohater. Czuć jednak, niestety dość mocno, że autor w pewnym momencie zagubił się w gąszczu i tak monstrualnej książki i uciął ją. O ile czasem jest to ciekawy zabieg, o tyle "Apsarze" raczej nie wyszedł na dobre. Niedopowiedzenia są jak najbardziej w porządku, ale powinny tworzyć logiczną całość. Ta powieść niestety kończy się niczym ucięta maczetą. I - po wtóre - niestety dość banalnie.

Podsumowując - książka ambitna, wielowymiarowa, ciekawa, sprawnie napisana. Biorąc pod uwagę, że jest to debiut - chylę czoła. Czyta się bardzo sprawnie, gdyby nie praca i inne obowiązki, pewnie pochłonęłabym ją dużo szybciej. Niepotrzebnie straszy swoją objętością, bo nie przeszkadza to w odbiorze. Mnóstwo interesujących informacji, ciekawych opisów, kwestii, które zostaną w mojej głowie. Polecam, choć zdaję sobie sprawę, że niełatwo będzie mi Was przekonać do tej książki. Troszkę szkoda, że nieco zabrakło pomysłu na wykończenie historii, ale mimo tego jestem pod sporym wrażeniem tego debiutu.

Kategoria: współczesna literatura polska
Wydawnictwo Świat Książki 2011, s. 768
Biblionetka: 4,93/6
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki. Bardzo dziękuję!

niedziela, 27 lutego 2011

Mongolia. Wyprawy w tajgę i step - Bolesław A. Uryn





Cóż ja takiego o Mongolii wiedziałam przed lekturą tejże książki? Niemal nic. Tyle, że duża plama w Azji. Stolica Ułan Bator. No i Czyngis Chan. Tyle.
Po pierwsze - uwielbiam serię Wyd. Bernardinum. Pięknie wydane, przecudownie obfotografowane, prze-interesujące książki. Póki co przeczytałam "Moją Afrykę" i "Gringo..". O ile "Moja Afryka" spowodowała zmarszczki na nosie, o tyle "Gringo..."był dla mnie jak najbardziej pozytywną odsłoną pana Cejrowskiego, którą życzyłabym sobie oglądać dużo częściej.
A co z panem Urynem? Próbowałam pana wygooglać. Poza stronami wędkarskimi i jego stroną na której oferuje przygotowanie do survivalu (nie, dziękuję!), pan Uryn w internecie istnieje mało. I dobrze :)
A teraz o książce. I o Mongolii. Sposób lokowania turystów - ekhm, mało komfortowy. Myślę, że statystyczny polski turysta zrobiłby niemałą burdę w recepcji hotelowej:p A dlaczego? Ano dlatego, że Mongołowie zamieszkujący step i tajgę nocują w ... namiotach własnej roboty. Warunki atmosferyczne w Mongolii też takie jakieś niewakacyjne - zimą zima na całego, latem i śnieg spaść może. Samochodem trudno kraj pokonać, najlepiej konno. Brzmi niekomfortowo. Ale autor nie narzeka - wręcz wychwala sobie to koczownicze życie pod niebiosa.
Dużo w tej książce o zwyczajach mongolskich. Dla nas mieszczuchów z Europy bardzo szokujących. Zwyczaje, kultura, pięknie opisane, zilustrowane fotografiami. Smakowitymi fotografiami. Mongolia maluje się na nich przepięknie.
Mnie najbardziej zainteresował wątek kulinarny (no tak mam, co zrobię :)). No i doszukiwałam się powiązań mongolsko-tureckich :) I znalazłam :) Pomijając językowe - było ich kilka. Ale są i kulinarne - sute caj, czyli nic innego jak herbatka z mlekiem ( i tu dwie pieczenie na jednym ogniu, tureckie süt i çay to nic innego jak "mleko" i "herbata" hallah Allah :) ) lub ajragiem (czyli lokalną odmianą kumysu).
Polecam, bo 1. kawał dobrego reportażu, 2. piękne fotografie, 3. kompendium wiedzy o Mongolii.

Kategoria: literatura podróżnicza
Wydawnictwo Bernardinum 2009, s. 304
Biblionetka: 4,76/6 
Moja ocena: 5/6

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC