Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą audiobook. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lutego 2016

Pochłaniacz - Katarzyna Bonda


O Katarzynie Bondzie słyszał chyba każdy. I tyle samo osób polecało mi jej książki. Jako, że ja akurat z kryminałami obeznana jestem słabo, jeśli już sięgam po ten gatunek, naprawdę zależy mi, aby przeczytać petardę. Jako licealistka zaczytywałam się w powieściach Christie i przyznam, że najbardziej lubię ten stary klimat i zabawę z czytelnikiem w "kto zabił?". Trudno więc doścignąć królową gatunku, ale zawsze fajnie jest dać się miło zaskoczyć.

"Pochłaniacz" to kawał dobrej i żmudnej roboty. Imponuje drobiazgowością, mnogością wątków i intrygą, która najpierw jest konsekwentnie budowana, a potem fajnie się zazębia. Jak na osobę, która musi robić sobie listę bohaterów przy niemal każdej historii, całkiem nieźle poradziłam sobie w przypadku powieści Katarzyny Bondy, jednak potwierdzam krążące opinie - jest ich od diabła i trochę. Wciąga - to na pewno. Jest jednak mocno przegadana i nie rozumiem, czemu niemal każdy autor piszący w tym gatunku nie umie się od tego powstrzymać. Jasne - jak widzę grubą knigę, to mi ślinka cieknie na myśl o lekturze, ale jak się przy niej umęczę, bo za dużo, bo bez sensu, to już jest mniej fajnie.

Główna bohaterka ma to coś, co mnie zawsze w nich drażni - odarcie z czynnika ludzkiego. One nigdy się nie mylą, zawsze trafiają na ważne wątki, z których wysnuwają najlepsze wnioski. Jeśli pakują się jakiś syf, to tylko na chwilę i zawsze po coś. Fikcja rządzi się swoimi prawami, ale naprawdę fajniej jest przeczytać coś co się skleja z rzeczywistością. 

Wersja audiobookowa, której słuchałam, jest absolutnym popisem Agaty Kuleszy. Myślę, że większość wrażenia jakie zostawiła po mnie książka, zawdzięczam właśnie lektorce. Dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście "Pochłaniacza", warto sięgnąć po książkę czytaną.

Nie jestem natomiast pewna, czy stałam się fanką Katarzyny Bondy. Przyjemne czytadło, idealne na podróż pociągiem czy plażę. Nadal jednak czekam na kryminał idealny.

Kategoria: thriller/sensacja/kryminał
Nagranie na podstawie edycji książkowej, MUZA 2014.
Moja ocena: 4/6

niedziela, 5 lipca 2015

Saturn: Czarne obrazy z życia mężczyzn z rodziny Goya - Jacek Dehnel



Twórczości Jacka Dehnela wcześniej nie znałam, ale nie sposób było o nim nie słyszeć. Niezwykle interesująca osobowość, ambitne teksty, tłumy fanów. I dobry temat, bo Francisco de Goya i jego intymne relacje rodzinne to nie lada gratka dla wielbicieli malarstwa i biografii.

To przede wszystkim historia ojców i synów o odmiennych usposobieniach, to opowieść o oczekiwaniach, trudnej relacji geniusza z jego mniej uzdolnionym potomkiem. Francisco jest tu przedstawiony wielowarstwowo - to człowiek o wielu intensywnych cechach charakteru, które budziły we mnie sprzeczne uczucia. Trudno jednoznacznie ocenić tę postać - jest despotą, nieprzyzwoicie jurnym, krytycznym wobec syna. 

Styl pisania Jacka Dehnela jest bardzo pompatyczny i barokowy, jednak pasuje to bardzo do klimatu powieści i nie przeszkadza. Wręcz wprowadza w nastrój i lepiej osadza w czasach współczesnych bohaterom. Nie jest to powieść stricte biograficzna, ale raczej podsumowanie dotychczasowej wiedzy i badań osoby de Goyi. Dehnel wplata w fabułę wiele nieznanych (bądź niepotwierdzonych) wcześniej faktów na temat malarza, robiąc z tego świetną kanwę dla powieści.

Polecam bardzo - ja słuchałam audiobooka, jednak jestem przekonana, że książkę czyta się świetnie. Sprawnie napisana, ciekawa i wciągająca, zarówno dla miłośników sztuki, jak i literatury.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Nagranie na podstawie edycji książkowej, W.A.B. 2011.
Moja ocena: 5/6

piątek, 26 czerwca 2015

Hotel na dachu świata - Alec Le Sueur



Wszelkiej maści literatura podróżnicza i niby-reporterska zawsze cieszy moje czytelnicze oko. Lubię, wręcz uwielbiam! Mam ulubione regiony o których czytam (raczej jestem ukierunkowana na Europę + kraje byłego ZSRR), ale chętnie sięgam po tytuły, które opisują regiony, o których wiem mało lub prawie nic.

I tak było z przezabawną książką Aleca le Sueur'a. O Tybecie wiadomo niemało, ale czy wiedzieliście, że znajduje się tam hotel sieci Holiday Inn? Autor spędził tam kilka lat, jako pracownik tego przybytku i podzielił się perypetiami. 

Książka jest przezabawna - autor nie szczędzi mieszkańcom Lhasy ironii, krytyki i czasem gorzkich słów. Liczba kataklizmów, jaka przetoczyła się przez ten hotel jest niemała, a poziom zarządzania dość żałosny. Zarząd europejskiej sieci hoteli nie zdawał sobie sprawy z trudności, jakie czekały ekipę na miejscu. W połowie lat 80. ChRL otworzyła się na turystykę zagraniczną, co spowodowało powstanie hoteli m.in. w Lhasie, ponad 120 tys. mieście położonym  na wysokości 3630 m n.p.m. Sam autor nie poświęcił ani zdania polityce władz kraju ani ówczesnej sytuacji Tybetu. Skupił się jedynie na działalności hotelu znanej międzynarodowej sieci i ogromnych trudnościach we wprowadzeniu jej standardów w takim miejscu.

Polecam bardzo zainteresowanym tematyką Tybetu, bo to źródło wiedzy o tym regionie. Zainteresowanych światem też, bo jest ciekawa. A już szczególnie tym, którzy lubią śmieszne książki - poczucie humoru jest w brytyjskim klimacie, więc nie będziecie zawiedzeni.

kategoria: literatura podróżnicza
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Dolnośląskie 1999.
Moja ocena: 5/6 



czwartek, 25 czerwca 2015

Karaluchy - Jo Nesbø




Tak, tak... literackiej Ameryki zapewne nie odkryję polecając Wam Jo Nesbo. Mam jednak swoje nowe (trwa od dwóch lat ;) ) zafiksowanie, kiedy to podczas dojazdów samochodem do pracy, słucham audiobooków. Pozwalam sobie wtedy na najprzeróżniejsze gatunki literackie i czasem nieco ryzykuję. Z Norwegiem piszącym kryminały też obawiałam się, że nieco "wtopię". Bo to jednak taki mainstream gatunkowy, a ja ich nie czytam wcale aż tak dużo, bo wszystkie takie same i ach ci Skandynawowie. No ale czy chcę, czy nie chcę, codziennie półtorej godziny w samochodzie spędzam, więc czegoś słuchać trzeba...

"Karaluchy" jako audiobook superprodukcja to naprawdę świetna rozrywka. Lektorzy na najwyższym poziomie, świetnie wyreżyserowana audycja - to prawdziwa przyjemność słuchać właśnie takiego wykonania. Nie miałam świadomości, że takie przedsięwzięcia funkcjonują w świecie książki "słuchanej", ale to naprawdę niezły wabik dla tych, którzy boją się z audiobookami spróbować. Fabuła też niezła, wciągająca, sporo zwrotów akcji. A jednocześnie nie na tyle absorbująca, że można z powodzeniem i słuchać i prowadzić samochód. 

Harry Hole (w jego roli Borys Szyc) to niezły cwaniak i raczej irytujący typ, ale to właśnie stanowi o jego skuteczności w roli śledczego. Zresztą to chyba cecha gatunku - depresyjny cham znający się na swojej robocie. Słuchałam drugiej części jego przygód, ale raczej nie stanowiło to problemu - chyba nawet nie zwróciłam uwagi na odwołania do pierwszej części cyklu. Rzecz dzieje się w Tajlandii, więc dla Europejczyka jest za gorąco, za wilgotno i ... za azjatycko. Skandal dyplomatyczny i społeczny w tle, wielu wyrazistych bohaterów i sprawne tempo akcji. Mało szczegółów związanych z używaną bronią, noszonymi ciuchami i samochodami, którymi jeżdżą bohaterowie (nie znoszę tego jak cholera w innych kryminałach, tej całej upierdliwości w opisywaniu wszystkiego). Po prostu dobry tekst.

Polecam jako audiobook, trudno ocenić mi czy książka w papierze wciągnęłaby mnie w podobnym tempie. Nadal czekam na super kryminał (polecicie coś?), który sprawi, że padnę na kolana i ukocham sobie gatunek. Póki co - kolejny przyzwoity, który polecam, ale raczej z letnim entuzjazmem. 

kategoria: kryminał
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Dolnośląskie 2013.
Moja ocena: 5/6

wtorek, 17 lutego 2015

Klasa - Dominik W. Rettinger




Audiobooki stały się moimi dobrymi przyjaciółmi. Dojazdy do pracy zajmują ponad godzinę dziennie i to dobry pretekst, aby spędzić ten czas z książką czytaną przez dobrego lektora. Wybór takiej formy pozwala mi też na pewne eksperymenty, często bowiem słucham tytułu, na który nie zdecydowałabym się w papierze. Sprawdzam kryminały, których czytam mało, nadrabiam klasykę, słucham romansideł, na które przeważnie szkoda czasu. I takim mniej więcej kluczem trafił do mnie thriller "Klasa".

Nie umiem wytłumaczyć dlaczego szerokim łukiem omijam ten gatunek. Lubię przecież i sprawia mi frajdę czytanie takich właśnie książek. Przeważnie jednak czuję pewien niedosyt, podobny do tego, jaki towarzyszył mi, kiedy skończyłam czytać "Klasę". Nie sposób nie docenić dobrej ręki autora do konstrukcji fabuły, spięcia klamrą wszystkich elementów, przeświadczenia, że całościowo trzyma się to razem. Akcja zawiązuje się błyskawicznie i gna aż do ostatniej minuty/strony, bez chwili oddechu. Jest to powieść sensacyjna na przyzwoitym poziomie. Jednak ma w sobie to, co drażni mnie najbardziej w tego typu powieściach - dramatycznie niski poziom prawdziwości, a co za tym idzie nieszczerości. Jest odrealniona, gra na niskich uczuciach, przesycona spiskową teorią świata. Wszędzie mnóstwo układów, intryg, korupcji i przemocy. Powiecie, że o to właśnie chodzi w sensacji i political fiction, ale jest coś takiego w "Klasie", co sprawia, że to zgrzyta. Może to kwestia nieudanych bohaterów, którzy sprawiają wrażenie stworzonych tylko na potrzeby tej historii - trudno poczuć do nich sympatię, a co dopiero związać się z nimi mentalnie. 

Odnoszę wrażenie, że mój mało entuzjastyczny odbiór powieści wiąże się z faktem, że słuchałam audiobooka. Z jednej strony tak, bo zdecydowanie łatwiej wciągnąć się w książkę papierową tego typu. Trzeba jednak oddać, że lektor i wysoki poziom realizacji produkcji ratowali wyjątkowo słabą fabułę i marne dialogi. Każda zmora znajdzie swojego amatora, tak jak i każda książka swojego czytelnika. 

Kategoria: sensacja/thriller
Nagranie na podstawie edycji książkowej Wydawnictwo Otwarte, Biblioteka Akustyczna 2014. 
Moja ocena: 3/6

Audiobooka wysłuchałam dzięki uprzejmości Biblioteki Akustycznej.

sobota, 29 listopada 2014

Jaskółki z Kabulu - Yasmina Khadra



Pewien etap w moim (również) książkowym życiu charakteryzował się tym, że wybierałam lektury głównie o tematyce islamskiej. Nadal interesują mnie te klimaty, sporo się naczytałam, wiem na ten temat dużo - mogę się mądrować. "Jaskółki z Kabulu" to z jednej strony to, co niemal sztampowe w literaturze z tych rejonów. Jest kobieta o zupełnie innej pozycji społecznej niż ta, którą znamy. Są sposoby rozwiązywania konfliktów zupełnie odmienne od naszych - europejskich. Z drugiej strony powieść pozwala nam wejść głębiej, zrozumieć odmienną kulturę. I pod tym względem jest odmienna i wyjątkowa w porównaniu z tym, co do tej pory czytałam.

Już sam fakt, że autor, z pochodzenia Algierczyk, publikował pod pseudonimem chcąc uniknąć cenzury wojskowej, sprawia, że trzeba przygotować się na literaturę trudniejszą. Powieść jest minimalistyczna, niemal teatralna w swojej budowie. Tylko czterech bohaterów, dwa małżeństwa, które zostały połączone serią wydarzeń. Cztery indywidualności z mocno zarysowanymi portretami psychologicznymi przedstawione są na tle zniszczonego wojną ze Związkiem Radzieckim Afganistanu. Społeczeństwo zastraszone przez talibów żyje w cieniu terroru religijnego. Dla europejskiego czytelnika będzie to trudna lektura, bo zwyczaje fundamentalistycznej grupy są dla niego niepojęte. 

Kabul jest przedstawiony jako miasto bez nadziei, ludzkich odczuć. Publiczne egzekucje za jakiekolwiek naruszenie "kodeksu" talibów przyciągają tłumy gapiów, którzy chętnie włączają się w "karę". Dzieci obserwujące z daleka wydarzenie, chętnie powtarzają je potem w swoim gronie. Kamieniowaniem kara się za publiczne pokazanie twarzy przez kobietę, jak również podejrzenie o to, że mogą wykonywać pracę lub uczyć się. Jest to dotkliwe szczególnie dla Zunairy, która przed rewolucją publicznie udzielała się w sprawie ochrony kobiet. Autor wprowadza nas jednak w intymny świat małżeństwa w islamie w sposób rzadko prezentowany w innych powieściach.

Lektura, która jest historią smutną i pełną cierpienia jest trudna do polecania. W tym przesłaniu wszystko może być grzechem i występkiem. Losy bohaterów są przedstawione w pewnym odcinku, niedopowiedzenia powodują, że nie wiemy jak skończyła się ich historia. Niełatwa, ale intrygująca rzecz.

Kategoria: literatura piękna współczesna
Nagranie na podstawie edycji książkowej, AMBER 2005.
Moja ocena: 4/6

niedziela, 9 listopada 2014

Siedem dobrych lat - Etgar Keret




Nazwisko Keret obijało się o moje czytelnicze uszy od dawna. Charakterystyczne są też okładki jego książek - kolorowe, przyciągające wzrok. Łase oko mola książkowego wyłapuje takie niuanse od razu. Ale do tej pory nie było mi z nim po drodze. A szkoda wielka, bo okazało się, że ma spore szanse zostać jednym z moich ulubionych autorów.

Etgar Keret nazywany jest mistrzem krótkiej formy, czym popisuje się również w "Siedmiu dobrych latach". Żartobliwa, eseistyczna konwencja, swobodnie i lekko opowiadane historie, często o trudnych sytuacjach życiowych, rodzinie, religii. Autor przedstawia przebieg siedmiu lat od narodzin syna do śmierci ojca. Klimat opowiadań słusznie porównywany jest do filmów braci Coen - również tutaj uświadczymy nieco surrealizmu i nonsensu. Sporo tu refleksji, ciepłych i gorzkich słów, obserwacji niekoniecznie banalnych.

Punktem wyjścia do snucia fabuły są przeważnie sytuacje z życia codziennego. Tak jak u wspomnianego duetu reżyserskiego przybierają niebywałą formę, na co wpływa nie tylko sposób prowadzenia opowieści, ale również doprowadzenie do wyrazistej puenty. Historie są niestety nierówne - niektóre przyciągają uwagę i pochłaniają, inne wydają się być pisanie nieco na siłę. Całościowe wrażenie jest jednak bardzo pozytywne i na pewno sięgnę po kolejne opowiadania Kereta.

Podoba mi się co Etgar Keret powiedział na temat pisania w wywiadzie dla radiowej Dwójki: "Gdy piszę książki nie mam intencji zmiany rzeczywistości. Uważam jednak, że literatura i sztuka mogą mieć wpływ na ludzi, o ile oni sami tego chcą. To jest jak z szeptem - jeśli ktoś chce się w niego wsłuchać, na pewno usłyszy to, co zostało powiedziane." Czuję bardzo to jak postrzega bycie pisarzem, o czym wspomniał podczas rozmowy z miesięcznikiem Playboy: "Pisarz to człowiek, który ma problemy z życiem. To nie jest absolutnie naturalny wybór. Dziwnie jest siedzieć i wymyślać historie, które nigdy nie zaistniały. Szczególnie te moje. Wydaje mi się, że pisanie to koncentrat tego, czego nie możemy w życiu osiągnąć."

Polecam "Siedem dobrych lat", bo to kawał dobrej, skompresowanej literatury. Polecam Etgara Kereta, bo to inteligentny pisarz z ciekawymi i intrygującymi obserwacjami. 

Kategoria: literatura współczesna, opowiadania
Nagranie na podstawie edycji książkowej, W.A.B. 2014.
Moja ocena: 5/6

Audiobooka wysłuchałam dzięki uprzejmości Biblioteki Akustycznej.


poniedziałek, 1 września 2014

Ostatni świadkowie. Utwory solowe na głos dziecięcy - Swietłana Aleksijewicz



Nie jest łatwo kolejny raz czytać o wojnie. Wydaje się, że tyle o niej opowiedziano, napisano, a jednak za każdym kolejnym razem siła rażenia słowem jest ogromna. A kiedy do głosu dopuszczamy Swietłanę Aleksijewicz waga relacji wydaje się być wręcz niewyobrażalna.

Jej "Czarnobylska modlitwa" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Białoruska dziennikarka i pisarka, laureatka Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, słynie z tego, że interesują ją trudne, mocne tematy. Relacja po katastrofie reaktora jądrowego nie kończy się na tygodniach po wydarzeniu, reporterka snuje opowieść lata później. I to wcale nie sprawia, że słowa wybrzmiewają i tracą swój wydźwięk. Podobnie jest w przypadku "Ostatnich świadków".

Wielka Wojna Ojczyźniana to określenie, które niewiele mówi tym, którzy mieszkają na zachodnim brzegu Buga. Owszem historia tych wydarzeń jest nam znana, jednak z zupełnie innej perspektywy. Okupacja hitlerowska na Białorusi była równie tragiczna, co udowadnia Aleksijewicz wydobywając trudne wspomnienia z pamięci dzieci. Zwykli ludzie opowiadają po latach o tych dniach, a trafiające w sedno pytania reporterki, sprawiają, że rozmówcy są wyjątkowo interesujący. To wizja wojny, jakiej trudno szukać w polskiej literaturze okupacyjnej - bez walk, męstwa, ruchu oporu. Wszystko widziane dzięcymi oczami i opisane ich słowami. Są oni bohaterami nieoczywistymi, niezauważalnymi, siłę ich przekazu stanowi intensywność relacji, gdzie każdy, niemal jednogłośnie, podkreśla bestialstwo tych chwil.

Reporterka przybliża niemal apokaliptyczny obraz konfliktu zbrojnego przedstawiony w pojedynczych aktach. Taka lektura skłania do refleksji nad człowieczeństwem, sensem zła, okrucieństwem człowieka. Można użyć wielu banałów, aby spróbować scharakteryzować reporterstwo Aleksijewicz, ale jej książki po prostu trzeba przeczytać. Siła jej słów jest ogromna, trudna i często niemożliwa do zniesienia. Ale nikt nie pisze w taki sposób jak ona i dlatego warto. Po raz kolejny totalny zachwyt i nieumiejętność ubrania w piękne epitety, jak bardzo porusza mnie jej pisanie.

Kategoria: reportaż
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Czarne 2013.
Moja ocena: 5+/6

niedziela, 27 lipca 2014

Wszystkie języki świata - Zbigniew Mentzel



Słuchanie audiobooków, poza niezaprzeczalnymi zaletami, ma też niestety pewną wadę. Kiedy trafiam bowiem na powieść wymagającą skupienia, zdarza się, że jej zwyczajnie nie docenię. Tak było z książką Zbigniewa Mentzla, która nieco prześlizgnęła się przez moje uszy i głowę, przez co trudno mi ją polecić.

Akcja toczy się pod koniec lat 90. w Warszawie. Otrzymałam wgląd w jeden dzień Zbyszka, poniekąd wyjątkowy. Ojciec głównego bohatera udaje się na pożegnanie z współpracownikami i miejscem pracy. Prowokuje to Zbyszka do wspomnień, powrotu do rodzinnych tajemnic, śmierci matki oraz przemyśleń o osobistej klęsce. Dla niego jest to brak opanowania jakiegokolwiek języka obcego w stopniu pozwalającym zrozumieć literaturę. 

Piękna w tej powieści jest bardzo mi bliska konkluzja, dotycząca potrzebie wyrażania siebie, wyrażania świadomości poprzez słowa. Człowiek dążący do prawdy, próbuje nadać życiu głębszy sens. To sprawia, że sporo w powieści metaforyczności i refleksyjności. Nie jest ona jednak adresowana do mojego pokolenia, a raczej do moich rodziców, których młodość przypada na czasy PRL-u. Sporo w niej również odniesień do warszawskiego środowiska inteligenckiego, jak i stolicy samej w sobie, co sprawia, że pewne niuanse są dla mnie niewychwytywalne. Dużo w niej smakowitych szczegółów, które w pełni doceniłabym, gdybym była te kilkadziesiąt lat starsza.

Polecam, jednak na pewno nie w formie audiobooka słuchanego w samochodzie w drodze do pracy. Powieść z jednej strony lekka w formie i objętości, wymagająca jednak skupienia i odpowiedniej oprawy i ogłady czytelniczej.

Kategoria: powieść
Nagranie na podstawie edycji książkowej Wydawnictwo ZNAK, 2005.
Moja ocena: 3+/6

środa, 23 lipca 2014

Zakazane wrota - Tiziano Terzani



Tiziano Terzani był dla mnie sporym zaskoczeniem. Czytając nieco przypadkiem "Dobranoc, panie Lenin!" byłam szczerze zachwycona. Dlatego sięgając po kolejną książkę włoskiego reportera wiedziałam czego się spodziewać. "Zakazane wrota" zostały wydane w 1985 roku i są relacją jednego z pierwszych zachodnich dziennikarzy z Chińskiej Republiki Ludowej. 

Włoski reporter, pod przybranym chińskim nazwiskiem zamieszkał od 1980 roku w Pekinie. Chcąc dogłębnie poznać kraj i jego mieszkańców, wysłał swoje dzieci do chińskiej szkoły, a sam - jak typowy Chińczyk - hodował świerszcze i podróżował rowerem. Chiny były pasją Terzaniego, starał się dotrzeć tam, gdzie nikomu z zachodnich kolegów wcześniej się nie udało. Starał się poznać przyczyny upadku tradycyjnie pojmowanej chińskiej kultury, pytając o przyczyny zwykłych ludzi. Niestety, kilka lat później został wydalony z ChRL jako wróg za działanie kontrrewolucyjne.

Reportaż wydany niemal trzydzieści lat temu nie stracił zbyt wiele z aktualności. To krytyczna ocena postmaoistowskich rządów Denga Xiaopinga, w której Terzani stara się wyjaśnić cenę szybkiego rozwoju - pogłębienie różnic społecznych, zniszczenie wielowiekowego dziedzictwa kulturowego. To reportaż smutny, przygnębiający i poruszający. Tytułowe "zakazane wrota" nie mogą zostać uchylone dla cudzoziemców. Styl pisania włoskiego reportera jest niezwykle przystępny - książki słucha się z wyjątkową przyjemnością, pomimo trudnej treści.

Tiziano Terzani jest niejednokrotnie porównywany z Ryszardem Kapuścińskim, ja polecam książki obydwu panów. Stara szkoła reportażu na najwyższym poziomie, czego "Zakazane wrota" są dowodem. Polecam!

kategoria: reportaż
Nagranie na podstawie edycji książkowej, W.A.B. 2011.
Moja ocena: 5+/6

sobota, 14 czerwca 2014

Agnieszki. Pejzaże z Agnieszką Osiecką - Zofia Turowska


Biografie pokochałam i czytam ich coraz więcej. Agnieszka Osiecka jest postacią, która fascynuje mnie od dawna. Ujmowała mnie prostota i trafność jej tekstów, eteryczność i nieuchwytność jej osobowości. Sama mówiła o swoim życiu - w tej złej historii dobrze opowiedzianej jest tylko przewodnikiem po miejscach, które uznała za znaczące. Zofia Turowska, autorka, przeprowadziła szereg rozmów z bliskimi Agnieszki Osieckiej, opierała się w dużej mierze na jej pamiętnikach. I tak powstały "Agnieszki" - biografia niezwykła, szczera, trudna i poruszająca.

Niełatwo opisać to słowami, wiele osób mówi o sobie w podobny sposób, ale im bardziej wgłębiałam się w życie i twórczość Agnieszki Osieckiej, tym mocniej czułam się z nią związana i w jakiś trudny sposób podobna do niej. Instynktownie rozumiałam jej teksty, czułam pokrewieństwo myśli. "Agnieszki" to w gruncie rzeczy wybrane fragmenty z życia poetki, często uzupełnione komentarzem. Świetnie poprowadzona opowieść jest obficie okraszona cytatami i fragmentami jej twórczości. Słuchając audiobooka niejednokrotnie uciekałam myślami bardzo daleko. 

Polecam gorąco, nieco nieobiektywnie, bo jestem okularnicą z duszy. I najlepiej opisują to poniższe słowa:

"Tęsknię do Ciebie przez stół, przy którym siedzimy, tęsknię z fotela na fotel obok, w teatrze czy w kinie (…) na szerokość kołdry, która okrywa nas oboje, tez potrafię tęsknić do Ciebie - przez drzwi łazienki, w której się kąpiesz, i przez schody, po których idziesz do mnie, i przez naskórek mój, szczelnie przywarty do Twego." 
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze

Kategoria: biografia
Prószyński i S-ka 2008, s. 287
Moja ocena: 5/6

czwartek, 13 marca 2014

Drwal - Michał Witkowski




Do twórczości Michaśki mam ogromny sentyment. "Margot" była moim pierwszym egzemplarzem recenzenckim. Wtedy autor był dla mnie "panem Michałem Witkowskim", a recenzja kwadratowa niczym kostka Rubika. Kilkadziesiąt postów później piszę inaczej, ale sentyment do autora nie minął.

Przez "Drwala" zaraziłam Kota Witkowskim. Finał - ma przeczytane wszystkie książki Michaśki i przebiera odnóżami z niecierpliwością na najnowszą, co ma się ukazać 14 maja. A za mną jeno "Drwal" i "Margot". Chciałam chłopaka czytającego - no to mam. 

"Drwalem" zachwycona jestem totalnie. Sposób w jaki Witkowski ubiera w słowa rzeczywistość, jego spostrzegawczość i wrażliwość socjologiczna są totalnie dobre i fascynujące. Zawsze lubiłam obserwować ludzi, a to w tramwaju lub pociągu, podsłuchiwać rozmowy. Tak, czerpię z tego sporą przyjemność. Z Kotem od czasu "Drwala" przeczytania mnóstwo zasłyszanych dialogów kwitujemy "przyda się do prozy". Wnikliwość Michaśki, doskonałe czucie języka ulicy, antybohaterowie i świetna powieść gotowa. Polecam miłośnikom lat dziewięćdziesiątych, szemranych zaułków, kultury lujowskiej i żulerskich dialogó. Totalnie rekomenduję audiobook czytany przez autora, bo jest doskonały. Sporo gorzkiej refleksji dotyczącej szarej, polskiej, postsowieckiej rzeczywistości, ale i dużo humoru. Nie, nie jest to kryminał. Tak, jest to świetna powieść. Tak, chcę przeczytać ją jeszcze raz. Tak, czekam niecierpliwie na "Zbrodniarza i dziewczynę". Trzy razy TAK - potrzeba lepszej rekomendacji?

Kategoria: współczesna literatura polska
nagranie na podstawie edycji książkowej Świat Książki, 2011.
Moja ocena: 5/6

sobota, 18 stycznia 2014

Dobra krew: W krainie reniferów, bogów i ludzi - Magdalena Skopek



Reportaże podróżnicze to jeden z moich ulubionych gatunków literackich. Miałam wiele oczekiwań wobec książki Magdaleny Skopek, polecało mi ją wiele osób. Spory wpływ miał na to fakt, że tematem relacji są mieszkańcy Jamału, fragmentu bardzo interesującego mnie kraju, jakim jest Rosja.

Historia okazała się być mocno osobista, nieco chaotyczna - to na minus. Na plus ciekawostki, kompleksowa charakterystyka mało znanego plemienia Nieńców, przybliżenie ich zwyczajów. Temat niebezpiecznie niszowy, co mogło prowadzić do braku satysfakcji z czytania/słuchania, a jednak przyciąga uwagę. Dużym atutem jest hipnotyzująca okładka. Polecam, lecz bez entuzjazmu - w porównaniu z doskonałymi reportażami, których nie brakuje na polskim rynku wydawniczym, niestety wypada dość blado. 

Kategoria: Literatura podróżnicza
Nagranie na podstawie edycji książkowej, PWN 2012.
Moja ocena: 4/6

sobota, 4 stycznia 2014

Cafe Museum - Robert Makłowicz



Jako, że czytam całkiem sporo, a chęci na pisanie jakby mniej , niniejszą mikro-recenzją zaprzestanę niepotrzebnej gadaniny i postaram się skondensować maksymalnie myśli o tym, co przeczytałam.

Roberta Makłowicza nie sposób nie uwielbiać - chociażby za oddanie z jakim opowiada o potrawach i pochłania jedzonko wszelakie. W "Cafe Museum" przedstawia smaki środkowoeuropejskich i to zupełnie w swoim stylu. Dobra rzecz na zimowe wieczory - jako inspiracje do przyszłych letnich wojaży, jak również poszerzenie wiedzy na temat naszych bliższych i dalszych sąsiadów. Smakowicie i ciekawie, koniecznie w formie audiobooka i z pełną lodówką u boku.

Kategoria: eseje, reportaż
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Czarne 2010.
Moja ocena: 5/6

sobota, 2 listopada 2013

Oskarżona: Wiera Gran - Agata Tuszyńska



Stos przeczytanych książek czeka na wzmiankę i kilka słów na blogu. Totalna niemoc do pisania musi mieć wiele wspólnego z przesileniem jesienno-zimowym. Sporo czasu spędzam na dojazdach z pracy do domu, co sprzyja słuchaniu audioksiążek. "Oskarżona: Wiera Gran" znalazła się wśród nich nieprzypadkowo - wiele pochlebnych opinii spowodowało, że bardzo chciałam zapoznać się z reportażem Agaty Tuszyńskiej. Opowieści o żydowskiej słuchaczce słuchałam, czytając jednocześnie "Morfinę" Szczepana Twardocha - jakże odmiennego obrazu II wojny światowej. Obie lektury niełatwe, wybitne.

Osoba Wiery Gran znana jest przede wszystkim ze swojego wkładu w polską kulturę - jest to popularna piosenkarka, artystka filmowa i kabaretowa. Nie to jest jednak tematem reportażu Agaty Tuszyńskiej. Wiera Gran została po wojnie oskarżona o kolaborację z gestapo. Artystka dobrowolnie zgłosiła się na prokuraturę, aby oczyścić się z zarzutów, to jednak nie osłabiło ataków na jej osobę. Jej osobowość nie ułatwiała tej kwestii, miała ona bowiem wyjątkowo trudne relacje z innymi ludźmi.

Autorka skrupulatnie przedstawia materiały zebrane na temat artystki. Problem domniemanej kolaboracji poznajemy z wielu punktów widzenia, z dbałością o przekazanie relacji wielu świadków. Książka oparta jest w dużej mierze na wywiadach z Wierą Gran, opublikowanych materiałach (w tym autobiografii), archiwalnych dokumentach, jak również zeznaniach sądowych. To nie sprawia jednak, że byłam w stanie jednoznacznie ocenić osobę Wiery Gran. Wiele jest niedopowiedzeń, wątpliwości i niejednoznaczności - jak chociażby kwestia sierocińca, który miała prowadzić artystka. Zdania, co do jego istnienia, były bardzo podzielone. Podobnie jest w przypadku rzekomego romansu z Władysławem Szpilmanem.

Książka Agaty Tuszyńskiej wywołała spory skandal - Andrzej Szpilman, syn słynnego pianisty, sprzeciwił się zawartych w książce sugestiom, jakoby jego ojciec współpracował z gestapo i policją żydowską. Rodzina żądała wycofania książki z obiegu, a przynajmniej usunięcia obraźliwych ich zdaniem fragmentów, jak również przeprosin. 30 września 2013 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że autorka nie musi przepraszać rodziny Szpilman. Mimo tego, że zarzucano jej przytoczenie słów, które mogły narażać na szwank pamięć o słynnym pianiście, Sąd orzekł, iż materiały do książki były zebrane starannie. W uzasadnieniu wyroku podano, że autorka wielokrotnie zachowała dystans wobec słów Wiery Gran. Tym samym uznano prawo pisarza przy pisaniu biografii do przytaczania różnych, nawet kontrowersyjnych opinii. Gdyby przyjąć argumenty rodziny Szpilman, nie byłoby możliwe napisanie biografii bez urażenia kogokolwiek, a to spowodowałoby powstanie swoistej laurki. 

Lektorką audiobooka jest doskonała Elżbieta Kijowska. Jej tembr głosu świetnie pasuje do tematyki i czasu akcji książki. Jednakże słuchanie audioksiążki w przypadku reportaży nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. W takich publikacjach potrzebne jest skupienie, co nie zawsze jest osiągalne, chociażby kiedy prowadzi się samochód. 

Reportaż Agaty Tuszyńskiej jest jedną z lepszych książek, jakie miałam okazję poznać w tym roku. Uwielbiam to, że pobudziła mnie ona do licznych poszukiwań, tyle faktów chciałam doczytać, znaleźć. Jest to fascynująca historia o ludzkiej zawiści, jak również o tym jak złudne może być poznanie historii czyjegoś życia z jednego tylko punktu widzenia. Polecam zarówno tym, którzy są zainteresowani losami żydowskiego getta czy postacią Wiery Gran, lecz również intryguje ich po prostu natura ludzka. Rzetelna i inspirująca relacja.

kategoria: reportaż, biografia
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Literackie 2010.
Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 9 września 2013

Dziennik pisany później - Andrzej Stasiuk




Stasiuka czytać zaczęłam stosunkowo niedawno. "Grochów" zrobił wrażenie, osiadł w głowie i tam pozostał. Słuchanie jego słów czytanych przez Mirosława Bakę towarzyszyło mi ostatnio podczas dojazdów do pracy. Za oknem późny sierpień, ciepło bardziej jesienne, ruch na ulicach iście bałkański, wszędzie dookoła nerwowość, pośpiech, niecierpliwość. I zdanie sączone jedno po drugim. I coraz smutniej, inaczej, gorzej na duszy ...

"Dziennik pisany później" już od dwóch tygodni nie mógł doczekać się paru słów na blogu. Zamieszaniu winien niejaki Kot, który słuchał audiobooka równolegle i w głowie zamieszał. Myśli poukładałam w zgrabne zdania i nagle Kot mówi inaczej, na opak, wytrąca z toru, którym wcześniej zmierzałam. A że Kocie zdanie szanuję to musiałam na nowo Stasiuka odebrać, przetrawić. 

Zanim poznamy myśli autora dotyczące ojczyzny, wyruszamy z nim na Bałkany. Chorwacja, Albania, Bośnia i Hercegowina oraz Czarnogóra opisywane są sugestywnie, plastycznie, dosadnie. Gęsto tutaj od śmieci, brudu, bylejakości, zmęczonych i ospałych ludzi. Rozgoryczenie czy pijacki majak? Trudno nie ulec wrażeniu, że autor doprawia używkami widzianą rzeczywistość i z tego powodu obraz zniekształca się i zakrzywia. Mocne myśli na temat słowiańskich braci na Bałkanach przenoszone są na grunt polski. Lektor strudzonym głosem czyta zdanie po zdaniu, niemal cedząc je przez zęby. Polska z bałkańskiego dystansu zaskakuje, niepokoi, boli podobieństwem. 

"Dziennik pisany później" wpędza w depresję, złe myśli, wywołuje nieprzyjemne skojarzenia. A mimo to zgadzam się w dużej mierze z takim właśnie przedstawieniem świata. Sama na Bałkanach poszukiwałam regionów mniej turystycznych, zaskakujących surowością i nieokiełznaniem, a czasem nawet prymitywnością. I mój kraj staje się czasem "tym krajem", za który mi wstyd, z którym mi źle i nie po drodze. Odniosłam jednak, po namyśle i Kocich sugestiach, wrażenie, że niektóre opisy u Stasiuka wydają się być przesadzone, przesycone negatywnymi emocjami, których trudno szukać w naturze. Ot, taka Czarnogóra to kraj piękny i daleko mu do Albanii, w której czuć orientalny smrodek i nieporządek. A u Stasiuka są niemal jak bliźniaki, skrajnie podobnie, równie brudne i zaniedbane. 

Dziennik Stasiuka to kolejna wariacja na temat przemijania, i podróży. Lubię w jego pisaniu pochylanie się nad tym, co niedoskonałe, inne, nieidealne, czasem żadne. To, co innych drażni, mnie ujmuje w jego pisaniu - niemal maniakalna skłonność do metaforyzowania, fala słów, która niekiedy natrętnie przypomina utyskiwanie. Uparte odwiedzanie ciągle tych samych miejsc powodowane tęsknotą za stałością skutkuje narastającą irytacją. Bo miejsca się zmieniają, a ludzie pozostają tacy sami. 

Stasiuk nie szczędzi gorzkich słów Polsce - Licheniowi, Poznaniowi, Zgorzelcowi. Wszędzie źle, niedobrze, nijak. Przytłoczyły mnie te słowa, zmartwiły. Ale skłoniły do refleksji. Nie umiem jednoznacznie Stasiuka skrytykować i pochwalić. Rozłam przez Kota spowodowany trwa. Bo "Dziennik pisany później" podobał się, ale i zaniepokoił, zirytował. Nie obyło się bez smutnych myśli i niechcianych refleksji. Lubię tę szorstkość i surowość, uwypuklanie skaz i niedoskonałości. I polecam mimo wszystko. 

Kategoria: współczesna literatura polska
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Czarne 2010
Moja ocena: 5/6


środa, 28 sierpnia 2013

Za kogo ty się uważasz? - Alice Munro




Są tacy autorzy, którzy prześladują mnie od bardzo dawna. Nęcą, kuszą, w oczy się rzucają. I nigdy nie jest do nich po drodze. Do czasu. Jak już uda się im poświęcić nieco czasu - wdzierają się brutalnie. I nie pozwolą o sobie zapomnieć. Myśli zostają w głowie, rozpychają się gwałtownie. I bolą. Właśnie to zrobiła ze mną Alice Munro.

Kanadyjka, która od wielu lat jest typowana na laureatkę Nagrody Nobla, słynie z tworzenia doskonałych opowiadań. Moją uwagę przyciągnęła między innymi swoim uwielbieniem do L.M. Montgomery, w szczególności do (również mojej) ulubionej "Emilki ze Srebrnego Nowiu", którą to Munro uważa(ła) za najlepszą powieść kanadyjską. Autorka słynie z dbałości o szczegóły, dopracowywania swoich powieści ("Za kogo ty się uważasz" na własny koszt sprowadziła z drukarni celem naniesienia poprawek), a ostatnio większość portali kulturalnych podawało informację, iż zdecydowała się zarzucić pisanie. To wszystko spotęgowało moje oczekiwania do maksimum. 

Przyznam szczerze - zostałam oszukana. Okładką i formą. Tą pierwszą, bo książkę krótko po wydaniu w pierwszym odruchu odrzuciłam i potraktowałam jak czytadło marnej jakości. Dałam jej jednak szansę i wtedy zwodziła mnie formą, bo do końca przesłuchiwania audiobooka nie zorientowałam się, że powieść składa się tak naprawdę z krótkich opowiadań, luźno powiązanych ze sobą postacią głównej bohaterki. Czy to już powieść stylizowana na zbiór historyjek czy odwrotnie? Już sama nie wiem, ale jedno jest pewne - Alice Munro wbija w fotel swoją prozą. 

Mianownikiem opowiadań jest Rose. Spotykamy ją jako małą dziewczynkę, poznając później na wyrywki jej dalsze losy. Charakterystykę bohaterki składamy z odłamków jej portretu, pełnych skazy i niedoskonałości. Skrawków jest wiele, są niekompletne, niechronologiczne. Raz jest molestowaną dziewczynką, innym razem żoną w wyrafinowany sposób zdradzającą męża. Różne momenty życia stanowią tło dla jej niezrównoważonego charakteru i chwiejnej osobowości. Wyczuwamy jej naiwność, niedojrzałość, krzywdę. Odczuwamy współczucie, gniew, zdenerwowanie, czasem nawet wściekłość. Stałe i konsekwentne jest marzenie Rose o miłości - dąży do niego zapamiętale, zachłannie. Ciągle jest niepewna siebie i ludzi wokół niej. I za kogo my ją uważamy?

Proza Alice Munro jest doskonała. Niedbałość o chronologię akcji skutkuje poczuciem bezsilności wobec Rose, przytłaczają jej perypetie i toksyczność relacji. Jest duszno i nieco depresyjnie. Szczegółowa charakterystyka postaci, w tym plastyczność tych drugoplanowych stanowi o maestrii Munro. Wybitny zmysł obserwatorski przejawia się drobiazgowym przedstawieniem tła, okoliczności, przestrzeni w której przebywają bohaterowie, a to tworzy świetny klimat. Niemal do końca nadal nie wiemy zbyt wiele o samej Rose, zbyt mało, aby ją ocenić. Mam totalny sentyment do niedoskonałych bohaterów literackich, pełnych skazy. I taka właśnie jest ona - dziewczyny z Hanratty. 

Podczas słuchania dopadła mnie myśl, ile tracę wybierając audiobooka. Jednak po zakończeniu nie mam takich wątpliwości. Książka Munro obroni się w każdej formie. Jest totalna, dopracowana, ale i wymagająca. Zostawia po sobie uczucie przytłoczenia, jak dobry, mocny film, który nie chce uciec z głowy. Uwielbiam takie uczucie, kiedy strzępy powieści krążą w myślach. Wystarczył jeden audiobook w świetnej interpretacji Anny Gajewskiej, abym oszalała na punkcie Alice Munro. Polecam totalnie!

kategoria: współczesna literatura
Nagranie na podstawie edycji książkowej, W.A.B. 2013
Moja ocena: 5+/6

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wielki Gatsby - Francis Scott Fitzgerald





Niejednokrotnie utyskiwałam na swoje braki w klasyce literatury. Ostatnio doszłam do mało optymistycznego wniosku - do nadrabiania zaległości są mnie w stanie zmusić jedynie ekranizacje. Przykre? Pewnie troszkę tak. Jednak nie ma co załamywać rąk, powoli ignorancja wobec wszystkiego, co literacko ważne i wielkie jest coraz mniejsza.

Nie miałam skojarzeń z "Wielkim Gatsbym",  jako takie stworzyły w mojej głowie dopiero po obejrzeniu zajawki ekranizacji w reżyserii Baza Luhrmanna. Blichtr, bogactwo, demoralizacja. Jak się okazało nie pomyliłam się znacznie. Rzecz dzieje się w latach 20. XX-go wieku., jeszcze nikt nie myśli o Czarnym Czwartku, nieco niepokoju wprowadza prohibicja. Śmietanka towarzyska West Egg bawi się u tajemniczego milionera Jay'a Gatsby'ego. Wyobraźnię pobudza jego bajeczne bogactwo, brak pewnych informacji o źródle ich pochodzenia. Nick Carraway staje się jego bezpośrednim sąsiadem i okazuje się, że łączą ich wspólni znajomi. 

Ciekawym zabiegiem autora było zaprezentowanie historii z perspektywy sąsiada Gatsby'ego - Nicka. Narrator, który wie na początku tylko tyle, ile czytelnik stopniuje napięcie. Fitzgerald stworzył kompletne portrety psychologiczne bohaterów - są oni pełnowymiarowi i niejednoznaczni, a to zawsze cieszy przy okazji czytania klasyki. Historia sama w sobie jest dość banalna i oczywista. Ja jednak właśnie za to cenię literaturę amerykańską, że opowieści, które wydają się początkowo nie zaskakiwać, okazują się być interesujące i zmuszające do myślenia. Jest i tak w przypadku "Wielkiego Gatsby'ego" - błaha opowiastka opowiedziana z perspektywy sąsiada tytułowego bohatera rozwija się i urasta do dramatu. Styl narracji Fitzgeralda przypominał mi prozę, którą uprawia Truman Capote w swoich nowelach. Ciekawostką jest, że początkowo "Wielki Gatsby" zyskał uznanie krytyków, jednak sprzedaż prezentowała się wyjątkowo marnie. Popularność pisarz zyskał dopiero po śmierci, a sama historia Gatsby'ego jest chętnie ekranizowana i wystawiana jako sztuka teatralna.

Miałam okazję wysłuchać audiobook, który można było otrzymać za darmo w kampanii Nexto. Lektor nie drażni, aczkolwiek przygotowana ścieżka muzyczna dekoncentruje. Obawiam się również, że styl pisania Fitzgeralda odbiera się inaczej czytając, dlatego mam ochotę sięgnąć po "papierową" edycje jeszcze przed obejrzeniem ekranizacji z Leonardo DiCaprio w roli tytułowej. 

Nowelę gorąco polecam - opowieść pozostaje w głowie na długo i powoduje ciekawe przemyślenia na temat natury człowieka. Prosta historia, doskonali bohaterowie i uniwersalne przesłanie - oto recepta na wejście do kanonu literatury.

Kategoria: klasyka literatury współczesnej
czas nagrania: 5 godz. 9 min.
Moja ocena: 5/6

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Bar McCarthy'ego - Pete McCarthy




Czytanie tematyczne bywa kłopotliwe. Kiedy jakiś wątek zagości na mojej półce i się spodoba, często bywa tak, że nie do końca potrafię się od niego oderwać. Fiksuję często geograficznie - na blogu sporo Turcji czy Bałkanów. I tak się jakoś ostatnio złożyło i nieco składać się będzie, że Irlandia pojawi się w różnorakich kontekstach. Pisałam o "Ulicy marzycieli", która na długi czas zawładnęła moimi porankami i przeniosła w kompletnie inny literacki świat. Naturalną kontynuacją okazała się być powieść Pete'a McCarthy'ego.

Nie znałam człowieka. Ignorancja? Być może. Chwilowa randka z Wujkiem Google uświadomiła mi jednak jak bardzo popularny był ów dziennikarz na Wyspach. Pisarz, radiowiec, prowadzący programy podróżnicze był i nadal jest bardzo poczytny. Inspiracją do napisania "Baru McCarthy'ego" było jego pochodzenie - urodził się jako syn Irlandki i Anglika. Dzieciństwo spędzał w obydwu krajach, a powieść jest owocem jego wyprawy śladami wspomnień. Jedna z zasad jego podróżowania (a było ich kilka) mówiła, że nie należy omijać żadnego baru, który nosi twoje nazwisko. W przypadku Pete'a było to zadanie niemal karkołomne i wymagało mocnej głowy, bo McCarthy jest wyjątkowo popularne na Zielonej Wyspie. 

Powieść bardziej przypomina swoją konstrukcją blogowanie. Do takiego porównania zainspirował mnie tytuł jednego z programów, które prowadził McCarthy - "Travelog". Autor o swojej wyprawie opowiada bardzo osobiście, chaotycznie i po swojemu. Być może dałam się nieco zapędzić w róg swoich oczekiwań, bo właśnie to rozczarowało mnie najbardziej. Przeważnie książki podróżnicze dzielą się na tematyczne rozdziały, poświęcone konkretnemu regionowi - u McCarthy'ego miałam wrażenie jakbym pędziła irlandzkimi bezdrożami nieco zdezelowanym autem z wypożyczalni, a wszystko, co ewentualnie mnie zainteresowało mijałam z niewyobrażalną prędkością. Owszem, jest zabawnie, i to nie raz  tak bardzo, że wybuchałam śmiechem w głos, jednak talent komediowy to nieco za mało, aby przykuć totalnie uwagę czytelnika.

Miłe wrażenie zrobiły na mnie zasady podróżowania, które na swoje potrzeby uknuł autor. Luźne, nieco hippisowskie podejście do wędrowania, dawanie sobie czasu na oglądanie miejsc z pozoru nieciekawych - tym zdecydowanie ujął mnie McCarthy. Ironiczne i momentami dosadne komentowanie irlandzkiej rzeczywistości i próba ujęcia istoty tego regionu - to na pewno ujmuje czytelniczo. Jednak już obśmiewanie zagranicznych turystów nie robi fajnego wrażenia i pozostawia pewien niesmak.

Nie sposób ukryć, że mój entuzjazm wobec "Baru McCarthy'ego" jest umiarkowany. Być może wynika to z tego, że książka dłużyła mi się niemiłosiernie. Po lekkiej, zabawnej, ale jednak wnoszącej coś do mojego życia "Ulicy marzycieli", dowcipkowanie o wszystkim, co irlandzkie nieco mnie zirytowało. I mimo wielu fajnych momentów, ogólne wrażenie o powieści jest tylko  umiarkowanie pozytywne.

Kategoria: literatura podróżnicza
Wydawnictwo Książnica 2007, s. 392
Moja ocena: 4/6

środa, 13 marca 2013

Grochów - Andrzej Stasiuk



"Kiedyś nas nie będzie. Są ludzie, zdarzenia, które pomagają nam przyzwyczaić się do tej myśli. Bo to w końcu przychodzi. I to jakoś szybko i zwyczajnie, jakby zawsze było obok."

Niezwykle trudno pisać mi o Stasiuku. Niejedna tęga głowa w tym kraju mówiła o nim w sposób wielki i ważny. Mnie zwyczajnie brak słów na wyrażenie tych wszystkich emocji, które towarzyszyły mi podczas słuchania najnowszego zbioru opowiadań Andrzeja Stasiuka. I zawsze tak z nim mam. A dlaczego? Posłuchajcie...

Gdybym miała taką moc i mogła wybrać sobie pisarza, którego posadziłabym przed sobą w moim ulubionym piwnym miejscu, w komplecie z czymś procentowym i miała przegadać z nim noc - Andrzej Stasiuk byłby pewnym kandydatem. Jego sposób życia, pisania, styl bycia - zdecydowanie mój klimat, moje czucie, moja estetyka. Dlatego każdorazowe wchodzenie w jego słowa to dla mnie wyjątkowo przyjemne przeżycie. Z "Grochowem" miałam pewną obawę - wybrałam audiobook. Mimo, że lektor doskonały (Mirosław Baka) to mimo wszystko mocno bałam się, że zostanie mi narzucona interpretacja. Na szczęście moje obawy, zarówno książkowe i życiowe, rzadko się spełniają ...

"Grochów" to kilka opowiadań. O zwyczajnych wydarzeniach, opowiedzianych w gawędziarskim, nieco sentymentalnym stylu. Bohaterami są babka, pies oraz przyjaciel. Nieco surowo, na pewno prawdziwie. Stąd i moje odwołanie do skojarzenia ze spotkaniem z dobrym przyjacielem. Nocne pogaduchy, pozornie błahe, ale budujące mocną relację, nieco leniwe i niespieszne. Dla mnie to forma ideału relacji międzyludzkich. Dlatego sposób pisania Stasiuka bardzo do mnie przemawia. Czuję się częścią tego przekazu, wyławiam zapachy, smaki, wspomnienia. Skondensowane emocje, oszczędność słów, które mimo tego mają ogromną moc. Czasem jest naturalistycznie, niewygodnie, smutno. Życiowo. Po prostu.

Stasiuk i włóczenie się po kontynencie to coś nierozerwalnego. Uwielbiam sposób w jaki opowiada o podróżowaniu. Dla niego to kwestia tak bardzo oderwana od komercyjnego sposobu życia, że mi - Ance - nie sposób nie przyklasnąć takiej idei. Powolne smakowanie miejsca, obserwowanie ludzi, próba wtopienia się w tło. Doskonałość. I coś bardzo mojego.

Polecam "Grochów". Wersja czytana jest świetna - Mirosław Baka idealnie pasuje na lektora, odnosi się wrażenie szczerości i zaangażowania. A same opowiadania - cóż mogę więcej dodać. Dla mnie wyśmienite!

Kategoria: współczesna literatura polska
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Czarne 2012
czas nagrania: 1 godz. 53 min.
Moja ocena: 5/6
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC