Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura bałkańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura bałkańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2012

Bałkany - terror kultury - Ivan Čolović




Zainteresowanie obszarem Bałkanów trwa. Na Sylwestrowy, molowy wieczór wybrałam sobie jednak trudną lekturę. "Bałkany - terror kultury" to zbiór esejów autorstwa Ivana Čolovicia, urodzonego w Belgradzie. Ukończył studia na Wydziale Filologicznym, następnie robiąc doktorat z etnologii. Aktywnie występował przeciwko wojnie, był jednym z założycieli  Stowarzyszenia Niezależnych Intelektualistów Belgradzki Krąg i jego wiceprzewodniczącym oraz niezależnego Forum Pisarzy. Eseje traktują o sferze językowej obszaru dawnej Jugosławii, ze szczególnym uwzględnieniem Serbii.

Teksty są trudne i przyznam szczerze - jak na wieczór sylwestrowy, lektura mocno wymagająca skupienia, znajomości specyfiki obszaru Bałkanów oraz ... dużej wiedzy lingwistycznej. W esejach  Čolović krytykuje walkę o serbski obszar etniczny i kulturowy jako obronę Europy - terytorium cywilizacji chrześcijańskiej. Nacjonalizm serbski jest w jego ujęciu niebezpieczny nie tylko dla samej Serbii, ale i dla całej Europy. Ukazuje on jak zgubna może być obsesja na punkcie autochtoniczności. Serbowie są mocno wyczuleni na punkcie podejrzenia ich o jakiekolwiek podobieństwo z innymi narodami zamieszkującymi Bałkany. W te struny serbskiego nacjonalizmu dość intensywnie uderzano, wykorzystując wąski rejon kultury do działania na uczucia narodowo-patriotyczne społeczeństwa. 

Čolović charakteryzuje się zdrowym dystansem do środowiska, w którym przyszło mu dorastać. We wstępie krytykuje on rozpowszechniony w literaturze stereotyp Bałkanów jako obszaru niedostatku kulturowego. Čolović zaprzecza temu w każdym eseju - właśnie nadmiar zjawisk kulturowych, przesycenie tym tematem wszelkich sfer życia na półwyspie bałkańskim, doprowadziło do tragicznych wydarzeń, jakimi były wojny w latach 1991-1995, jak również konflikt w 1999 roku w Kosowie. Čolović zadaje pytanie czy kultura terroryzuje gdziekolwiek indziej poza Bałkanami? Moim zdaniem pytanie to należy pozostawić otwartym. Bałkany to specyficzny obszar, a im bardziej go poznaję, tym mniej dziwią mnie konflikty, które są tam cały czas żywe.

Książkę polecam, mimo wysokiego poziomu jaki stawia przed czytelnikiem. Warto zmierzyć się z tym tematem, bo wiele zagadnień poruszanych przez Čolovicia jest bliskich i nam. I obszar geograficzny, kulturowy, który zamieszkujemy wydaje się nie mieć przy tym większego znaczenia.

Kategoria: publicystyka literacka, eseje
Wydawnictwo Czarne 2007, s.160.
Biblionetka: 4,47/6
Lubimy czytać: 6,72/10
Moja ocena: 4/6

sobota, 24 września 2011

Cyrk rodzinny - Danilo Kiš




Obcowania z literaturą Bałkanów ciąg dalszy. O ile "Kultura kłamstwa" D. Ugresic była lekturą wymagająca, o tyle "Cyrk rodzinny" raczej mnie przerósł. Lub czytałam go w nieodpowiednim momencie. Trudno jest mi jednoznacznie ocenić moje wrażenia po lekturze. Może powinnam takiej prozie poświęcić więcej czasu? A może potrzebne jest lepsze przygotowanie literackie, aby w pełni nacieszyć się takim pisarstwem?

"Cyrk rodzinny" to trzy powieści w jednej. Na pomysł taki wpadł sam autor. Powieść otwiera zbiór opowiadań "Wczesne smutki". Sam autor określił je jako "kolorowe szkice w bloku" i takie właśnie są te opowiadania - jak dziecięce bazgroły - niczym nieograniczona plastyczna wyobraźnia buduje świat niepodobny do tego rzeczywistego, jednocześnie akcentując to, co dla bardzo wprawnego dziecięcego oka najważniejsze. To wspomnienie, niejednokrotnie poszatkowane, które wypływają w różnej konfiguracji i z różnym natężeniem. Tę część czyta się łatwo, sprawnie. Język jest niezwykle barwny, plastyczny. 

Kolejna w zbiorze jest powieść "Ogród, popiół". I tu toposem jest dociekanie prawdy o ojcu. Tutaj nawet ja, niewprawnym okiem, wyczuwam z daleka Brunona Schulza. Podobne opisy - snów, wnętrz, ojca, sytuacji. I bardzo podobne podejście do rzeczywistości - doprawione niemal tragiczną groteską. 

Ostatnia część - "Klepsydra" przysporzyła mi najwięcej kłopotów i to właśnie na niej utknęłam najdłużej. Sam autor mówił o tym, że jest to powieść antropologiczną, mając na uwadze słownikowe znaczenie tego słowa - czyli według Danilo Kisa "Klepsydra" to powieść o człowieku w ogóle. Dużo przemyśleń filozoficznych, nawiązań do historii, literatury. Ponadto sporo odniesień do poprzednich części, co doskonale tłumaczy powstanie idei "Cyrku rodzinnego". Ugrzęzłam i to niestety w negatywnym tego słowa znaczeniu. Męczyłam i męczyłam. O ile z poprzednich dwóch części wyniosłam sporo dobrych wrażeń, o tyle "Klepsydra" zwyczajnie mnie przerosła. 

Sposób narracji i klimat geograficzny powieści przypominał mi nieco "Księgę ojców" M. Vamosa, co jest naturalną konsekwencją węgierskiego pochodzenia autora. Naprawdę niezwykle trudno jest mi jednoznacznie określić, czy powieść była zła czy dobra. Mam świadomość, że przerosła mnie, mimo, że początkowo czerpałam sporo frajdy. Zabrałam się do niej z nastawieniem, że chwytam za literaturę bałkańską, a tutaj tej bałkańskości jakby mniej. Mimo wszystko polecam, gdyż językowo jest to bardzo dobra powieść, a wielbiciele Brunona Schulza znajdą wiele radości w tej prozie.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Czarne 2006, s. 616
Biblionetka: 5,00/6
Lubimy czytać: 3,8/5
Moja ocena: 4+/6

wtorek, 13 września 2011

Kultura kłamstwa (eseje antypolityczne) - Dubravka Ugrešić




Wpadłam w ciąg literatury bałkańskiej. Mam różne zobowiązania, a nie jestem w stanie powstrzymać się od czytania książek. TYCH książek. Tegoroczny urlop spędziłam na Bałkanach. Byłam w Bośni, Serbii. Nie mogę, naprawdę nie mogę, wyrzucić tych miejsc z mojej głowy. Przylgnęły do mnie. I cały czas wracam do nich i myślę, i wciąż zadaję to pytanie "po co była ta wojna?". Tamtejsi mieszkańcy kwitują takie pytania wzruszeniem ramion: "I tak nie pojmiesz". Mimo tego staram się. Staram się tak bardzo ... i nadal nie rozumiem.

Dubravkę Ugresic kojarzyłam - troszkę z "Bluszcza", troszkę z innych blogów. Tytuł tej powieści oraz jej tematyka, szczególnie po tym, o czym piszę we wstępie, sugerowały, że to lektura dla mnie. Na ten czas i tę chwilę. Nie spodziewałam się, że może to być lektura aż tak bardzo uniwersalna. I tak bardzo zmuszająca do myślenia i próby odpowiedzi na pytanie: kim jesteśmy my, my czyli ci, którzy pochodzą z tej innej, wschodniej, środkowej, postkomunistycznej, ale jednak Europy. 

"Kultura kłamstwa" to zbiór esejów, poszatkowanych na krótsze podrozdziały, które są raczej luźno ze sobą powiązane. Niejednokrotnie przeplatane krótkimi, anegdotkami (co, zdaję sobie z tego sprawę, najlepszym słowem nie jest). Autorka porusza takie tematy jak wojna, demokracja, muzyka, literatura. Natarczywie pyta (samą siebie? czytelnika?) czym takim jest narodowość? I czy w jej przypadku nie jest to jakiś okrutny żart. Przez kilkadziesiąt lat była Jugosławianką. A później? Kim była? No właśnie kim? Autorka stara się znaleźć wytłumaczenie dla absurdalnej sytuacji w jakiej zostali postawieni mieszkańcy byłej Jugosławii. 

D. Ugresic o wojnie pisze w podobny sposób jak N. Velickovic - ironizuje, doprawia absurdem. "Rzeczywiste ofiary były zbyt realne, by mogły być prawdziwe"*. Autorka ma wyjątkowy dar trafnego puentowania swoich wypowiedzi. Robi to w iście mistrzowski sposób - aż chce się przyklasnąć.  Autorka bryluje świetnym językiem - czytanie "Kultury kłamstwa" było dla mnie jednym z najprzyjemniejszym czytelniczych doznań. Spory wpływ miało też pewnie tłumaczenie pani Doroty Cirlić. To po prostu istna językowa rozpusta. Przesmaczna.

A czy dowiedziałam się czegoś więcej o Bałkanach? Tak. Zdecydowanie tak. Fenomenalna jest część dotycząca jugo-mężczyzny. To tak naprawdę pretekst, aby opowiedzieć o kobietach i ich roli w tym, jakżeby inaczej, patriarchalnym społeczeństwie. Świetny jest również esej poświęcony narodowości. Rozjaśnia nieco obraz wojny na Bałkanach. Należy tutaj podkreślić, że autorka nie gloryfikuje żadnej ze stron konfliktu. Obrywa się tutaj i Chorwatom i Serbom. Dubravka Ugresic wielokrotnie używa słowa "wstyd" - "Obywatele kraju, którego już nie ma, giną od pocisku, noża, bomby, ale nikt jeszcze z ponad dwudziestu milionów ludzi nie umarł i nie umrze ze wstydu. Albowiem wstyd to głęboko indywidualne uczucie" **.

Czy polecam? I to jak. Prawdopodobnie jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Doskonały język, ogromny dystans autorki do samej siebie i kultury w której wyrosła. Trafne spostrzeżenia. Zmuszanie do myślenia. "Kultura kłamstwa" to naprawdę świetny zbiór esejów. Polecam gorąco!

* D. Ugresic "Kultura kłamstwa (eseje antypolityczne)", Wyd. Czarne 2006, s. 336.
** tamże, s. 296.

Kategoria: publicystyka literacka/eseje
Wydawnictwo Czarnr 2006, s. 420
Biblionetka: 4,91/6
Moja ocena: 6/6

sobota, 3 września 2011

Koczownicy - Nenad Veličković




Tegoroczny urlop miałam okazję spędzić w niesamowitym miejscu na naszym kontynencie. Byłam na Bałkanach - przejechałam i Bośnię i Hercegowinę. Widziałam Sarajewo. Miasto robi ogromne wrażenie. Niemal na każdym kroku można (nawet jeśli nie patrzy się uważnie) ślady nie tak wcale odległej wojny. Mieszkańcy Sarajewa nie opowiadają o niej chętnie, , tłumacząc, nieco z przekorą, że i tak nie pojmiemy o co w niej chodziło. Spacerując uliczkami Starego Miasta miałam w głowie dwie rzeczy: Bono śpiewającego "Miss Sarajevo" oraz treść książki Krzysztofa Jednachowskiego, którą miałam okazję recenzować wcześniej. Wróciłam BiH oczarowana i teraz pojawi się u mnie wiele recenzji literatury bałkańskiej. 

Rozpoczęłam od "Koczowników" Nenada Veličkovića. Dlaczego? Ano dlatego, że opisuje on tę wojnę inaczej. Podobnie, jak mówili o niej Bośniacy. Nie sposób nie uśmiechać się, kiedy czytamy tak smakowicie doprawioną ironią książkę. ALE nie sposób nie stłumić tego uśmiechu, kiedy mamy świadomość tego, że pod ironią ukrywają się bardzo gorzkie słowa.

Historia jest opowiadana przez kilkunastoletnią dziewczynę - Maję. Studentka ćwiczy pisanie poprzez notowanie wydarzeń, które mają miejsce podczas oblężenia Sarajewa. Jako, że jest córką dyrektora Muzeum, w którym to ukrywają się przed ostrzałem wraz z matką, ojcem,  babcią, bratem oraz jego żoną, dwoma przyjaciółmi - Juliem i Brkićiem oraz dalmatyńczykiem - Sniffim. Wydarzenia nie są przedstawiane chronologicznie, a rozgrywają się w 1994 roku.

Postaci przedstawione w powieści są niesamowicie barwne, interesujące. Nieco przerysowane karykaturalnie - ojciec, jako dyrektor Muzeum pieczołowicie pilnuje wszystkich eksponatów, broni Muzeum przed wojskowymi, którzy zamierzają urządzić w budynku sztab. Matka, wegetarianka ze szkoły makrobiotycznej, regularnie uprawiająca jogę, która potrafi przyrządzić kawę niemal z każdej rośliny. Brat przyrodni Mai, Davor, dziennikarz radiowy, który po wyrzuceniu go z pracy próbuje uniknąć mobilizacji (ukrywa się w tym celu w Muzeum, przebrany za żołnierza-eksponat). Jest i jego żona, Sanja - ciężarna, która wykorzystuje Davora wręcz przeperfidnie, prosząc o spełnienie coraz bardziej wysublimowanych zachcianek. Mamy tutaj również babcię - Gretę, która odpowiedzi na każde pytanie szuka poprzez ułożenie miniaturowego pasjansa. Babcia jest ponadto w posiadaniu tajemniczej czarnej skrzyni, w którą bardzo chętnie zajrzałby Julio - partyzant w czasach II wojny światowej, a obecnie kolaborant do potęgi. Przehandluje i zorganizuje niemal każdy pożądany produkt. Jest w nieustannym konflikcie z Brkićiem, gdyż w młodości zakochani byli w tej samej dziewczynie. Są i postacie poboczne, jak wszędobylska i przewścibska sąsiadka, której szczytem marzeń jest elektroniczny termometr. Plejada postaci bardzo specyficznych.

Absurd goni absurd. Żołnierze rekwirują wszystkie eksponaty broni z Muzeum, celem ich wykorzystania w trakcie ataku. Matka Mai regularnie przygotowuje mięso z mąki, które w smaku przypomina starą gąbkę, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że smakuje jak sznycel. Smaczków takich jest mnóstwo. Pomiędzy tymi dość groteskowymi historiami, autor wplata gorzkie refleksje na temat samej wojny. Pomoc humanitarna w postaci paczek, które otrzymują mieszkańcy Sarajewa, wydaje się być jedynie wyciszeniem sumienia przez Zachód. No bo nie samą pomocą, skoro puszki zawierają wieprzowe - zakazane dla muzułmanina - mięso. 

Powieść przedstawia zupełnie odmienny obraz konfliktu. Bez patosu, dramatyzmu. Nie oznacza to jednak, że wojny nie ma. Jest, ale pokazana w całej absurdalności. Co wzmacnia przekaz. Zdecydowanie polecam. Nie mam pojęcia, czy to specyfika literatury Bałkanów -czytałam jedynie "Słownik chazarski", który był w podobnym klimacie. Ale jeśli tak - to bardzo "Lubię to!".

Kategoria: współczesna literatura piękna 
Wydawnictwo Czarne 2005, s. 296
Biblionetka: 4,63/6
Moja ocena: 4+/6

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC