Czytając powieści pisane przez Węgrów zawsze dopada mnie nieokreślona nostalgia. Nie umiem jej opisać, ani określić - czuję płytki smutek za czymś, co już nigdy nie wróci. Co ciekawe, wszystkie powieści węgierskich autorów, z którymi miałam do czynienia właśnie o tym traktują - o tęsknocie, za czymś, co już przeminęło. Paradoksalnie - właśnie za to lubię czytać Węgrów - jeśli takie pisanie to ich znak firmowy, to wkupili się definitywnie w moją duszę.
Sandora Marai miałam okazję poznać przy obcowaniu z "Żarem". I już wtedy czułam, że to Ktoś. "Żar" mimo, że to niezbyt opasła książeczka - daje dużo. "Zazdrośni" mieli być kolejnym spotkaniem - w bibliotece przyuważyłam na półce, nie zdając sobie sprawy, że to "kolejna z", jak się okazało, cyklu. Sandor Marai urodzony w 1900 roku w Koszycach, szczyt popularności przeżywał w latach 30. XX wieku. "Zazdrośni" to druga część cyklu "Działa Garrenów". Oryginały powstawały kolejno - 1930 ("Zbuntowani") oraz 1937 ("Zazdrośni") - tłumaczenia polskiego doczekały się dopiero w 2009 i 2010 roku. Sam Marai zresztą został zapomniany i odkryty na nowo po swojej śmierci - w latach 90. Mimo, że nie można jednoznacznie wskazać najbardziej wybitnego dzieła, on sam uważał ten cykl za szczyt swoich możliwości.
Fabułę "Zazdrosnych" można opisać właściwie jednym zdaniem - Peter Garren dowiaduje się o agonalnym stanie ojca, rzuca kochankę, konkubinę, pracę i wraca do rodzinnego domu, gdzie wraz z braćmi i siostrą zamierzają czuwać przy ojcu. Jak pisze tłumaczka, Teresa Worowska w posłowiu, badacze Maraiego zgodnie twierdzili, że w jego utworach niewiele się dzieje, ale wszystko co się dzieje ma wielorakie znaczenie. Powieść jest swoistą parabolą - wszystko, co ważne rozgrywa się w świecie wewnętrznym bohaterów, którzy posługują się językiem bogatym, eleganckim, pełnym skojarzeń.
Nie bez przyczyny, po kilkudziesięciu stronach skojarzyłam "Zazdrosnych" z rodziną Buddenbrooków. "Zazdrośni" powstali dwadzieścia lat po powieści Tomasza Manna i badacze potwierdzają, jakoby Marai miał inspirować się noblistą. Jak się okazało, skojarzenie jest jak najbardziej słuszne. Nie obejdzie się jednak bez różnic - rodzinę Garrenów poznajemy w momencie upadku. Członkowie rodziny zmagają się ze wspomnieniami - dawne piękno graniczące niemal z mitologicznymi wyobrażeniami przeciwstawione jest teraźniejszej brzydocie. Sandor Marai wykorzystuje właściwie wszystkie elementy klasycznej mieszczańskiej powieści realistycznej, dokonuje jednak ciekawego zabiegu. Powieść realistyczna zostaje jakby wystawiona z torów prozy i bliższa jest w swoim przesłaniu poezji.
Narrację pięknie ilustruje okładka polskiego wydania. Widzimy tutaj mężczyznę skaczącego z wieży - obserwujemy jednocześnie kolejne fazy "upadku". Podobnie funkcjonuje narracja w "Zazdrosnych" - umiejscowiona jednocześnie na kilku warstwach, które nakładają się na siebie i nieustannie mieszają. Bohaterowie jednocześnie przeżywają teraźniejszość i przeszłość, raczej rozczarowani tą pierwszą. Nowe czasy w powieści reprezentuje postać Emmanuela - przemysłowca, który urokiem osobistym i nachalną wręcz dobroczynnością maskuje wewnętrzną pustkę. Stary świat to natomiast rodzina Garrenów - autor traktuje ich niemal z dobrotliwą ironią. Przeszłość jest ujęta w ramy mitu - historia o założeniu rodu, postać ojca, wokół którego budowana jest legenda. Nie brakuje ponadto bardzo schulzowskich fragmentów onirycznych , jak również groteskowych niemal portretów członków rodziny.
Proza Maraiego to nie porywająca akcja i wciągająca fabuła. Jedyne, w co można tu wsiąknąć to słowa. Autorowi mimo pozornej pustki fabularnej udaje się z powodzeniem wprowadzić w czytelnika w stan ciągłego napięcia. Powieść skłania do refleksji. Zupełnie nie przeszkadzało mi to, że miałam do czynienia z drugą częścią cyklu. Bardzo w odbiorze pomogło wyczerpujące posłowie autorstwa tłumaczki. A książkę polecam gorąco - tym, którzy już czytali coś węgierskiego autora, a jeszcze bardziej tym, którzy nie mieli okazji. Porządny kawał cudnej prozy.
Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Czytelnik 2010, s. 252
Biblionetka: 4,33/6
Lubimy czytać: 7/10
Moja ocena: 4+/6