Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura młodzieżowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

Zdobywam zamek - Dodie Smith



Jestem zbyt cwaną czytelniczką, aby dać się omamić okładką. Ba, nie dam się złapać na porównania do wielkich nazwisk, którymi wydawcy dość hojnie częstują. Jest jednak taka autorka, do której odwołanie zawsze poruszy moje serce. Jest nią Lucy Maud Montgomery, w której to zaczytywałam się kilka(naście) lat temu. Dałam się skusić na książkę młodzieżową, i co najważniejsze -   wypadło lepiej niż się spodziewałam.

Dodie Smith to pisarka, która może być kojarzona przede wszystkim jako autorka "101 dalmatyńczyków". Zaskakujące dla mnie było, że "Zdobywam zamek" to klasyka literatury anglosaskiej, a sama książka zdobyła miejsce w pierwszej setce listy Big Read, przygotowanej przez BBC. O książce usłyszałam raptem kilka tygodni temu, i tym bardziej szokujące jest to, że poszukując informacji o powieści można natknąć się na rekomendacje J.K. Rowling czy Christophera Isherwooda. Aż dziw bierze, że dopiero w tym roku zdecydowano się przełożyć książkę na nasz język. Wcześniej była ona kompletnie nieznana. Szkoda!

"Zdobywam zamek" to historia kilkunastoletniej Cassandry, wywodzącej się z dość ekscentrycznej rodziny. Ojciec, autor poczytnej powieści, cierpiący na niemoc twórczą, tyranizuje domowników swoimi fanaberiami pisarskimi. Cassandra, jedna z córek i jednocześnie narratorka, prowadzi pamiętnik, który ma jej służyć jako ćwiczenie warsztatu pisarskiego. I właśnie przez pryzmat jej dziennika poznajemy historię rodziny. Należy przy tym uznać jej niebywały  talent gawędziarski , bo jesteśmy prowadzeni poprzez opowieść zabawną, dojrzałą i ciekawą. Nie sposób, pisząc o tej powieści, nie pomyśleć o Jane Austen i jej prozie. Sama Dodie Smith podpowiada nam takie skojarzenie, tworząc portret sióstr pochodzących z ubogiej rodziny i opisując ich próby pozyskania zamożnych małżonków. I uwierzcie mi, nie wypada to jak nieudolny pastisz. 

Co najbardziej uderza i ujmuje w tej książce? Szczerość, poczucie humoru, a także przeświadczenie o dojrzałości, jakże charakterystyczne dla nastolatek. To, co zaskakuje w największym stopniu, to jednak fakt, iż powieść klasyfikowana jako literatura młodzieżowa, nie sprawia takiego wrażenia podczas lektury. Czyta się ją doskonale, jest słodko-gorzko, czasem smutno, a niekiedy zabawnie, zawsze jednak interesująco. Całość utrzymana jest w bardzo przyjemnym klimacie i nie sposób oderwać się słów Cassandry czy odmówić sobie kolejnej chwili z rodziną Mortmaine'ów. Interesująco wypada też charakterystyka głównej postaci, która na początku historii wydaje się być głupiutkim podlotkiem, a u końca mamy do czynienia z rozsądną, młodą kobietą.

Powieść Dodie Smith skłoniła mnie do refleksji - z czystym sumieniem poleciłabym książkę mamie, siostrze, ciotce, obawiam się jednak, że nie umiałabym jej podsunąć kilkunastoletniej kuzynce. Przy zalewie wampirzych i innych paranormalnych bohaterów, historia zwykłej dziewczyny opisującej losy swojej rodziny może się nie obronić, a nawet może zanudzić. Dzisiejsze nastolatki nie czytują już mojej ukochanego cyklu o  Ani czy Emilce autorstwa wspomnianej już L.M. Montgomery. Liryczne, nieco naiwne, lecz przede wszystkim proste powieści pokrywają się kurzem i odstraszają. I to spostrzeżenie mnie martwi, bo ja sama już dawno nie czułam się tak swojsko i  (niech stracę!) młodzieńczo, jak przy czytaniu powieści "Zdobywam zamek". To jest właśnie to niedookreślone coś, co uwielbiam w starych filmach i książkach - niewinność, czysta i niezdominowana cielesnością kobiecość, inteligencja, prostota i dbałość o szczegóły - wartości obecne bardzo retro w literaturze, szczególnie tej kierowanej do bardzo młodych kobiet. Ogromna szkoda, że teraz nie pisze się już w taki sposób. Ale ukłon w stronę osób, które wygrzebują takie perełki i je wydają. 

Uniwersalna opowieść, aktualna zarówno w latach 30., jak i dzisiaj. Świeża, interesująca i bystra bohaterka, prosta historia opowiedziana nieskomplikowanymi słowami. I właśnie to tworzy niesamowity klimat, który uwodzi, wciąga i nie pozwala się oderwać. Polecam bardzo - zarówno nastolatkom, jak i starszym siostrom i mamom. Fajnie jest wrócić do klimatów, jakie czytałam naście lat temu. 

Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo Świat Książki 2013, s. 352.
Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam przedpremierowo dzięki uprzejmości Wydawnictwa Świat Książki.

niedziela, 9 września 2012

Ty, ja i fejs - Jay Asher, Carolyn Mackler




Literatury młodzieżowej nie czytam od bardzo dawna. Przyczyna jest prozaiczna - magiczną barierę wieku przekroczyłam lata temu. Bardzo lata temu. Oczywiście miałam epizody ze Zmierzchem czy Atramentowym światem - były one mniej lub bardziej udane. Niemniej - do tego typu literatury raczej mi dalej niż bliżej, miewam po prostu ochotę na coś "więcej". Popyt na tego typu czytadła nie słabnie jednak - młodzież czyta, a tę potrzebę należy zaspokoić. Powstaje więc coraz więcej tego typu powieści, o coraz bardziej szerokiej tematyce. Mam wrażenie, że szał na wampiry, syreny i inne dziwne twory powoli słabnie i tylko coś wyjątkowo prozaicznego może zaspokoić wybredne gusta. A co może być bardziej powszechnego dla dzisiejszych nastolatków niż internet i Facebook.

Dla mnie internet nie jest oczywistością. Wywodzę się prawdopodobnie z ostatnich lat pokolenia, które pamięta, jak to jest bawić się na podwórkach, trzepakach, na powietrzu. Pamiętam również, że można było wchodzić tylko na kilka godzin w miesiącu do internetu. I dało się żyć bez telefonu komórkowego, konta na Facebooku czy e-maila. I o takich właśnie dzieciakach jest "Ty, ja i fejs".

Powieść zbudowana jest na dość wyświechtanym schemacie. Jest ona - Emma, jest on - Josh. Znają się od zawsze, znają się do cna, ale żadne z nich nie traktuje drugiej osoby jako potencjalnego partnera. Pewnego dnia Emma otrzymuje od swojego ojca komputer. Josh pomaga jej zainstalować aplikację do połączenia z internetem - przypadkowo w jej komputerze pojawia się tajemnicza strona "facebook.com", która pokazuje Emmę, Josha i wiele innych osób za 15 lat. Każde kolejne kliknięcie czy odświeżenie strony zmienia przyszłość. 

Po powieść sięgnęłam tylko dlatego, że chciałam mieć coś lekkiego i niewymagającego na podróż. I z takim nastawieniem czytałam, bez większego zagłębiania się w wartości literackie. Powiedzmy to sobie szczerze - jako takich powieść nie ma ich za grosz. To po prostu sprawnie napisane czytadło, które tak naprawdę jest o niczym i bazuje na dość oklepanym schemacie. Niemniej jednak  nie da się zignorować tego, że książkę pochłania się błyskawicznie. Mnie najbardziej frapowało jak wątek zmiany przyszłości zostanie wykorzystany, jednak "Ty, ja i fejs" to zgrabna historyjka z morałem. Pojęcia nie mam czy na współczesnych nastolatkach zrobi jakiekolwiek wrażenie, ale jest na tyle przyjemną opowiastką, że nie odstraszy. 

Trudno jest mi określić, czy powieść podobała mi się. Ocena wynika raczej z tego jak bardzo zaskoczyło mnie, że powieść nie jest tak fatalna. Czytało się błyskawicznie, nie było kwadratowo w sensie językowym, fabuła banalna ale nie boleśnie. Polecam zdecydowanie młodszym odbiorcom. 

Kategoria: literatura młodzieżowa
DW Rebis 2012, s. 360.
Lubimy czytać: 5,29/10
Moja ocena: 4-/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości DW Rebis. 

wtorek, 19 października 2010

Atramentowa śmierć - Cornelia Funke




Ostatnia część cyklu o Atramentowym Świecie. Gdybym chciała streścić akcję to bym się rozpisać musiała. Zamysł jest taki - Mo zawiera układ ze Śmiercią - musi wpisać trzy słowa do Pustej Księgi Żmijogłowego i oddać go Śmierci. W przeciwnym razie ... ale o tym w książce. Akcje i wątki plątały się jak szalone. Czasami zadawałam sobie pytanie "po co?". Niejednokrotnie miałam wrażenie, że sytuacja była komplikowana przez autorkę na siłę, żeby coś dopisać. Zakończenie sztuczne, bezbarwne,naiwne do cna,  dla mnie bez sensu. Szkoda, że w tej części rola Meggie została zminimalizowana do niemalże epizodu. Niepotrzebne wskrzeszanie postaci, które poiwnny zginąć w pierwszej części. Nudno nie było, ale to nie była historia na miarę "Atramentowego Serca".
Tasiemce książkowe upewniają mnie w przekonaniu, że nie da się ciągnąć w nieskończoność jednej historii i jednego wątku. To nie była książka zła ani kiepska, jednak rozczarowała mnie. Gdzieś doczytałam, że Cornelia Funke miała kontrakt na trzy części, także wszystko się jakoś rozjaśniło w mej czytelniczej głowie. Jednak szkoda, że autorka nie potrafiła trzymać poziomu.

Kategoria: literatura młodzieżowa fantasy
Wydawnictwo Egmont 2008, s. 670
Biblionetka: 4,98/6
Moja ocena:4+/6

piątek, 8 października 2010

Atramentowa krew - Cornelia Funke




I znów zanurzyłam się w Atramentowy Świat. Cóż takiego dzieje się tutaj tym razem? Smolipaluch, połykacz ognia, tęskni niezmiernie za swoim światem - chce wrócić do żony oraz dwóch córek. Po długich poszukiwaniach udaje mu się znaleźć lektora, który wczytuje go z powrotem do Atramentowego Świata. W ślad za nim chce udać się tam Farid, chłopak bowiem bardzo przywykł w ciągu roku do kuglarza. Udaje się on w poszukiwaniu Meggie, córki Czarodziejskiego Języka. Meggie wczytuje siebie i młodego ucznia połykacza ognia. I tak zaczyna się zabawa ...
"Atramentowe serce" czytałam chyba rok temu... i na początku nie mogłam się połapać w postaciach, ale autorka umieściła ściągę na początku książki (dobry patent dla wszystkich tasiemcowców książkowych). Z początku nie mogłam się "wczytać" w tę historię. Może troszkę przez warunki życiowe, ale w końcu "Atramentowa krew" stała się dla mnie sposobem na bolączki tego świata. No i się w historię wciągnęłam. Nie jest to może aż tak dobra książka, jak jej pierwsza część...może dlatego, że więcej zła? A ja taka troszkę idealistka jestem? Bardzo przypadł mi do gustu pomysł autorki - mimo ciągłej próby "naprawiania swojego świata" przez autora, Fenoglia, postaci które stworzył i tak żyją swoim życiem. I jego próby poprawy tej sytuacji niejednokrotnie ją pogarszają. Bo w książce, jak w życiu, nie da się wszystkiego naprawić i odwrócić.
Ogólnie historia bardzo przyjemna. Polecam i starszym i młodszym. Lubię takie magiczne historie. Po prostu lubię.

Kategoria: literatura młodzieżowa fantasy
Wydawnictwo Egmont 2006, s. 640
Biblionetka: 5,06/6
Moja ocena: 5/6
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC