środa, 30 października 2013

Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni - Filip Springer




Kooperacja i współpraca. Szczególnie przydatna, kiedy przychodzi twórcza niemoc. Na szczęście mam na podorędziu Wujka Wojtka z Na chj mi architekt, który w swojej nieskończonej dobroci i litości postanowił nakarmić fanów Bazgradła (i swoich) nową recenzją. Książka razem czytana, intensywnie obgadana, a poniżej kilka słów o owej. Wujkowi serdeczne dzięki :)

„– I pan pisze artykuł?
– No piszę. Książkę nawet.”

To cytat z najnowszej publikacji Filipa Springera, będący fragmentem zapisu rozmowy telefonicznej autora z właścicielką jednego z nielegalnie rozwieszonych banerów. Fragment przy którym zaśmiałem się pod nosem, ponieważ moim zdaniem, ambitne założenie napisania książki tym razem się nie powiodło. Czym zatem jest „Wanna z kolumnadą”? To zbiór dziewięciu, niezbyt obszernych felietonów, które łączy temat brzydoty polskiego krajobrazu. Zadałem sobie nawet trud policzenia liczby stron z tekstem – jest ich 117, na 248, nie licząc krótkiego posłowia Andrzeja Stasiuka i spisu treści. Daje to średnią 13 stron na artykuł. Reszta jest zapełniona dość przypadkowymi zdjęciami. Jestem architektem i nie potrafię nie nawiązać do słynnej myśli Miesa van der Rohe „Less is more”. Zmniejszenie ilości zdjęć, poprzez bardziej staranną ich selekcję z pewnością zwiększyłoby ich siłę oddziaływania. Tymczasem, podano nam zdjęciowy miszmasz obrazów o podobnej treści. Na niektórych z nich nie warto zatrzymać wzroku choćby na sekundę.

„Oprócz przyjemnego dla ucha plusku fontanna oferuje też prawdziwy szoł. (...) Dłonie same układają się do oklasków. Żadna z łódzkich rzek tak nie potrafi.”

Czy zatem książka ta jest słaba? Jest przede wszystkim bardzo nierówna. Większość felietonów jest dobrze napisanych, ale są też znacznie gorsze fragmenty. Bardzo doceniam zdolność Filipa Springera do docierania do właściwych osób i zadawania im odpowiednich pytań. To właśnie wywiady i relacje z rozmów są esencją „Wanny z kolumnadą”. Umiejętności dziennikarskie autora oceniam więc wysoko, tak samo jak jego wrażliwość na estetykę otoczenia i umiejętne dobranie tematów każdej z kolejnych części.
Tam jednak, gdzie zaczynają przeważać jego własne refleksje, zaczynają się przysłowiowe schody. Springer daje się ponieść emocjom i nieraz sięga po wręcz absurdalne argumenty, by dowieść swych racji.

„Psychologiczne znaczenie kolorów wyjaśnia profesor Stanisław Popek w książce Barwy i psychika. Percepcja, ekspresja, projekcja. Gdyby na jej podstawie przeprowadzić psychoanalizę polskich bloków, wyszłoby z niej, że spora część Polaków to schizofrenicy, którzy żyją w przestrzeni zaprojektowanej przez schizofreników.”

Drażniła mnie też tendencja do skakania z tematu na temat, z miasta do miasta. Ciąg szybkich skojarzeń i myśli sprawia wrażenie, jakby materiał powstał na kolanie, a przed wydaniem zabrakło  czasu na przeredagowanie i uporządkowanie treści.

„Łapali żywe ryby i transportowali na brzeg. Tam je zabijali. Wielkie jesiotry konały na bruku.”

Prawdziwą jednak katastrofą jest rozdział poświęcony ważnemu tematowi odwrócenia się polskich miast od rzek i skanalizowania strumieni. Ta część zaczyna się od niemal lirycznego opisu czterech pór roku, wiele lat temu nad warszawskim brzegiem Wisły. Styl pełen egzaltacji, jak dla mnie wręcz grafomański, sprawia, że przez ten fragment trudno było przebrnąć.

„A potem nabrzmiewało lato.”

Czy wartą sięgnąć po „Wannę z kolumnadą”? Mnie książka wciągnęła, ponieważ porusza tematy, które są mi bardzo bliskie i bolą mnie równie mocno jak autora. W większości kwestii zgadzam się z nim w stu procentach. Jednocześnie są to zagadnienia zbyt rzadko poruszane w poważnej debacie społecznej czy politycznej i często niesłusznie  marginalizowane. Springer ukazuje ciekawe punkty widzenia oraz socjologiczny i prawny kontekst polskiej brzydoty.  Mam  jednak niesmak związany z brakiem pisarskiej staranności. Słowa  i zdjęcia Springera bardziej pasują do opiniotwórczego ilustrowanego miesięcznika niż na półki księgarni. Ich siła rażenia byłaby wtedy większa, pomimo bardzo zauważalnych działań promocyjnych wokół „Wanny z kolumnadą”.

„Ostateczny koniec lata zwiastowały klucze gęsi ciągnące wzdłuż rzeki na południowy zachód. (…) Gdy ktoś podszedł do nich zbyt blisko, podrywały się z przeraźliwym wrzaskiem i chmurą zasłaniały słońce.”


Kategoria: reportaż/ zbiór felietonów
Wydawnictwo Czarne 2013, s. 248.
Ocena: 4/6

Książkę przeczytaliśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.




środa, 23 października 2013

Najbardziej dysfunkcyjne rodziny w literaturze


W literaturze nie brakuje obrazu rodzin dziwnych, dramatycznych i absurdalnych. Zainspirowana Buzzfeedem przygotowałam  krótkie zestawienie najbardziej dysfunkcyjnych rodzin w literaturze.

"Anna Karenina" to apogeum dramatu rodzinnego. Dowodem niech będzie zdanie otwierające, jedno z najbardziej znanych w literaturze:
"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, a każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób."


Można go kochać lub uznać za nadętego typka, ale jedno jest pewne -  ta rodzina została opisana przez Franzena w doskonały sposób. Dzieje upadku rodziny, przedstawione z wyjątkową dbałością o wysoką jakość prozy.

Buddenbrookowie ("Buddenbrookowie" Tomasz Mann)



A skoro o upadku rodziny mowa - Buddenbrookowie to najbardziej klasyczny z przykładów. Warto pokonać niechęć do powieści trącących myszką, bo ta jest wyjątkowo dobra.


Jak to możliwe, że matka nie kocha swojego syna? Lionel Shriver przedstawia rozdzierający serce obraz ukazujący w jak i dlaczego odpowiedź na pytanie jest twierdząca.

Willemannowie ("Morfina" Szczepan Twardoch)



Matka niczym ze złego snu, ojciec kastrat i syn kłaka wart - to z jednej strony. Z drugiej niemal do bólu konserwatywna i prawicowa polska rodzina. Te obrazy niczym nie ustępują prozie zachodniej.

Mortmainowe ("Zdobywam zamek" Dodie Smith)



Szalona rodzina zamieszkująca średniowieczny zamek. Nie mają zbyt dobrego kontaktu z rzeczywistością, ale ujmują swoim urokiem.

al-Dżawwadowie ("Opowieści starego Kairu" Nadżib Mahfuz)



Ślepe posłuszeństwo ojcu, zakłamanie w iście islamskim stylu. Doskonały sposób na zapoznanie się z muzułmańską kulturą z despotycznym ojcem w tle.


rodzina Berrych ("Hotel New Hampshire"  John Irving)



Właściwie każda z Irvingowych rodzin mogłaby znaleźć się w tym zestawieniu. "Hotel New Hampshire" to najbardziej jaskrawy przykład. 

Jaką lekturę polecacie do tego zestawienia?

Wpis inspirowany w dużej mierze artykułem z BUZZFEED.

czwartek, 10 października 2013

Morfina - Szczepan Twardoch



A gdyby tak napisać powieść w której mit Polaka-bohatera zostaje obalony? Gdzie mężczyzna zamiast walczyć, szuka dostępu do używek i kobiet? "Morfina" Szczepana Twardocha to właśnie punkt widzenia pierwszych miesięcy okupacji. Nic nie jest tu oczywiste, ani jednoznaczne. Uwodzi słowami, które rozlewają się niebezpiecznie w głowie. I zostają, niepokojąco długo. Genialna rzecz.

Uwielbiam antybohaterów - niepoukładanych, nieoczywistych, zagubionych. Takich do których czuć antypatię i którzy wszystko robią nie tak, jak oczekuje od nich czytelnik. Konstanty Willemann to bon vivant i morfinista, mężczyzna którego imię i nazwisko są zaprzeczeniem jego osobowości. Willemann oznacza bowiem z niemieckiego człowieka woli, jego imię natomiast to z łaciny ktoś "stały, niezłomny, stanowczy". Mieszczanin z arystokratycznymi pretensjami, obracający się w kręgach artystycznych zostaje zaskoczony wybuchem wojny. Mimowolnie bierze udział w pierwszych walkach, jednak szybko wraca do życia sprzed września 1939 roku i tonie w objęciach tytułowego narkotyku. Zamiast bronić ojczyzny tańczy na swoim ulubionym, obrotowym parkiecie Adrii, szuka pocieszenia w ramionach prostytutki Salome, wypróżnia się (dosłownie) po kątach. Kiedy żona każe mu zaangażować się w konspirację ("bo tak trzeba") - robi to. Jednak wszystko, jak w złośliwym scenariuszu, idzie nie tak. 

Ważną rolę w powieści odgrywają kobiety. W przeciwieństwie do słabych i bezwolnych mężczyzn to one dyktują przebieg wydarzeń. Wachlarz charakterów i osobowości jest wyjątkowo szeroki i różnorodny. Mamy bowiem żonę głównego bohatera - Helę, stereotypową Matkę Polkę, dla której największym spełnieniem byłoby zostanie wdową po żołnierzu-bohaterze. Na drugim biegunie osadzona została matka Konstantego - Katarzyna, który kładzie się cieniem na jego życiu. Niezrównoważona nimfomanka jest ostatnim wyobrażeniem, jakie można mieć o matce. Salome, kochanka Willemanna, to z kolei przedstawicielka kobiecości biologicznej. Kostek nie rozumie kobiet, zdają się być tłem dla ukazania jego słabości. Wszystkie bowiem mają mocną tożsamość, w przeciwieństwie do męskich bohaterów.

Doskonały w powieści jest język. Żywy, melodyjny, soczysty. Autor odrobił lekcję z polszczyzny międzywojnia, która brzmiała inaczej niż ta współczesna. Przygotowywał się czytając przedwojenne poradniki, gazety i nie sposób nie zauważyć tego podczas lektury. Języki uwodzi i wciąga. Ciekawym zabiegiem jest ponadto dwugłos narracyjny - znamy bowiem myśli Konstantego i nieokreślonej postaci, która równie dobrze może być jego matką, morfiną, psyche czy czymkolwiek innym. Autor pozostawia czytelnika bez odpowiedzi na pytanie kim jest głos w głowie Kostka.

Wbrew oczekiwaniom nie jest to również powieść o wojnie. Bohaterowie są tutaj ahistoryczni. Zastanawia mnie, jak wielu było takich jak Konstanty, dla których okupacja stała się jedynie przeszkodą w łatwym dostępie do dobrej zabawy? Twardoch ironicznie traktuje tych, którym wydaje się, że robią coś dobrego dla Polski. Mamy bowiem asa wywiadu, który nie pamięta, jaki pseudonim wymyślił dla swojego agenta lub upojonych konspirantów, którzy włóczą się po ulicach Budapesztu. Jak się okazuje początek wojny nie dla wszystkich był czasem honoru.

"Morfinę" polecam ogromnie. To kawał dobrej literatury z wyrazistymi bohaterami. Jest to powieść nieco kontrowersyjna, przedstawia bowiem czas okupacji z innej, antybohaterskiej perspektywy. Imponuje przygotowanie autora i poziom detalu świata przedstawionego, jak również umiejętność operowania językiem i dostosowaniem go do ówczesnych standardów. Dobra rzecz, słusznie nagradzana.

Kategoria: współczesna literatura polska
Wydawnictwo Literackie 2012, s. 584.
Moja ocena: 5/6

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC