niedziela, 21 sierpnia 2011

Babskie gadanie - Izabela Pietrzyk





O tym, że wielokrotnie przepraszałam za uprzedzenia dotyczące literatury tak zwanej kobiecej, przypominać raczej nie muszę. Nie należy ona do moich ulubionych, ale zdarzają się takie chwile, kiedy ze sporym entuzjazmem sięgam po tego typu książki. Żeby odpocząć, zrelaksować się, pośmiać ... Powodów może być wiele. Po opisie z okładki "Babskiego gadania" spodziewałam się ckliwej historii - moje oczekiwania podsyca dodatkowy slogan umieszczony pod tytułem: "Fajnie jest mieć prawdziwą miłość i prawdziwe brylanty, ale czy warto dla nich być tą trzecią?". Niejednokrotnie też podkreślałam, że niemal zawsze daje książkom szansę do końca. Co prawda nie zdarzyło mi się zaskoczyć w ostatnim rozdziale na tyle, żeby z oceny "ajj niefajna" przejść do "to jest objawienie!", ale dzisiaj po raz pierwszy mogę z czystym sumieniem potwierdzić, że książkom należy dawać szansę. Ale o tym za chwilę...

O czym historia? O romansie, a i owszem. Tanim do bólu. Z żonatym facetem, z wymykaniem się na ukradzione rodzinie minuty. Z niespokojnymi telefonami. Z czekaniem. Z całą tandetną romansową oprawką (tandetną - w ujęciu serialowo-romansowym, bez urazy dla nikogo!). To część tej historii. A druga część - to właśnie owo, tytułowe, babskie gadanie. Przyjaciółki, jeszcze z czasów liceum, gdy się nie widzą, to do siebie piszą. I to piszą całkiem fajnie. Są okrutne w swoich osądach i przytykach (okrutne w bardzo pozytywnym rozumieniu rzecz jasna). Dzielą się ze sobą wszystkimi wzlotami, upadkami, radościami i smutkami - wszystkim tym, co współczesnej babce życie przynosi. Gościnnie, w ich występach na forum internetowym, bierze udział kolega - Jacek. 

Najbardziej zabawne fragmenty to oczywiście dyskusje "Dziewczynek". Wielowątkowe dyskusje, bezskładne, zabawne, prowadzone z iście babską swadą - to zdecydowanie mocna część tej powieści. Na swoje nieszczęście książkę zaczęłam czytać w pociągu, także jestem przekonana, że pasażerki z mojego przedziału po trzygodzinnej wspólnej podróży są pewne, że co jak co, ale ja normalna nie jestem. Parskałam, kwiczałam, tłumiłam śmiech. Czuć, oj czuć, że pani Izabela to humanistka z krwi i kości. Bardzo, ale to bardzo fajny język - lekki, przyjemny, garściami czerpane zabawne powiedzonka, powstałe w oparciu o nasze cudowne, polskie tło. 

Wątek romansowy być musiał. Czemu? Odpowiedź w epilogu. Jak napisałam wcześniej - toporny był niestety, ale ... i tu uwaga o doczytywaniu książek do końca ... dajcie tej książce szansę. Przy wiedzy, którą mieć będziecie po przeczytaniu CAŁEJ książki - wszystko stanie się dla Was jasne. Mnie, w czytelniczym ujęciu, fakt ten ukontentował.

Bardzo ujęły mnie psie fragmenty w "Babskim gadaniu". Jestem zdeklarowaną dog-person, psy uwielbiam, a im większy i mniej poradny (jak ten, którego dumną właścicielką jestem) tym bardziej kudłacza kocham. Nasza główna bohaterka, Iza, w posiadaniu wielkiego i tchórzliwego (zestaw fobii ten sam: petardy, odkurzacz) owczarka jest i czuć w każdym słowie opisu, że futrzaka Sambą zwanego kocha.  I mam szczerą nadzieję, że Samba nie jest wytworem wyobraźni autorki.

Podsumowując - przy nastawieniu na babską, plażowo-letnią literaturę - nie zawiedziecie się. Ani odkrywcza, ani porywająca, ale daje pozytywnego kopa i bawi. A to cenna właściwość literatury. Rzadko zdarza mi się śmiać przy książce, a w przypadku tej "momentów" miałam sporo. I oby każda z nas miała takie "Dziewczynki" przy boku.

Kategoria: współczesna literatura polska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2011, s. 592
Biblionetka: 4,17/6
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Dziękuję!
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC