Czy zastanawiało Was kiedykolwiek jak powstaje obraz? Co stanowi natchnienie dla artysty? Jak to, co zamierza przedstawić na płótnie układa się w jego głowie? Jako historyczka sztuki * wiem, że w sztuce nie ma miejsca na przypadek. Każdy przedmiot i osoba mają swoje miejsce, każde ułożenie dłoni, ciała, przedmiotu etc. tworzy odpowiednią linię. Nie tylko temat, osoby czy przedmioty stanowią o wartości dzieła. Znacząca jest również kompozycja. A o tym, że nie jest to takie proste opowiada "Niedziela nad Sekwaną".
Mówiąc o impresjonizmie myślimy od razu o Monecie i jego "Wschodzie słońca". Impresjonizm to uchwycenie ulotnej chwili, takiej która trwa przez mgnienie oka i jest niemal mirażem, bo za chwilę już tego obrazu nie ma. Jest subtelny, subiektywny. Jednym z przedstawicieli tego nurtu w malarstwie był August Renoir. Jednym z jego najbardziej znanych dzieł jest "Śniadanie wioślarzy namalowane na przełomie 1880/1881 roku.
Obraz przedstawia grupę przyjaciół podczas śniadania na terenie restauracji w podparyskiej restauracji "Fournaise" położonej nieopodal mostu w Chatou przy wyspie na Sekwanie. Miejsce to było ówcześnie popularne w środowisku artystycznym, aktorskim i intelektualnym.
Autorka w ciekawy sposób przedstawiła proces tworzenia obrazu przez A. Renoir. Płótno tworzone spontanicznie to trudne zadanie dla malarza - każdy obraz wymaga wstępnych szkiców, aby dobrze oddać kompozycję. Renoir podjął się zadania niebywale trudnego - postanowił malować "na czysto". Jak opisuje Susan Vreeland niejednokrotnie zmuszony był dokonywać poprawek - zmieniać położenie postaci, odległość między nimi. Starała się przedstawić jak największą liczbę postaci na jednym obrazie. Od dawien dawna krąży przesąd, że kiedy wokół jednego stołu zbierze się 13 osób nie wróży to niczego dobrego. A w przypadku tego płótna nieznośnie tyle to właśnie postaci zbierało się co niedzielę do pozowania. A był to tylko jeden z problemów Renoir.
"Niedziela ..." to dobry portret paryskiego społeczeństwa mieszczańskiego końca XIX w. Mamy tu malarzy, aktorki, szwaczkę, bogatych mieszczan - pełen przekrój. Moim zdaniem do najlepszych fragmentów powieści należą te, które opisują nocne życie ówczesnego Paryża - jak chociażby brawurowa historia zdobycia funduszy na obraz Renoir przez jego przyjaciółkę Angele czy też barwne opisy kabaretów u podnóża Montmartre.
Jest i w "Niedzieli ..." to, co Tygrysy lubią najbardziej, a mianowicie opisy kulinarne - smakowite śniadania przygotowywane przez rodzinę Fournaise w ich restauracji na tarasie której Renoir malował "Śniadanie wioślarzy". Zgrabnie wplecione ciekawostki historyczne, fakty z życia malarza, realistyczne opisy bohemy artystycznej - to zdecydowane i niezaprzeczalne zalety tej powieści. Dodatkowo w klimat wprowadzają nas liczne wtrącenie francuskich słówek świadomie nieprzełożonych przez tłumaczkę.
Powieść może nie spodobać się każdemu - jest specyficzna w taki sam sposób, w jaki specyficzne jest malarstwo impresjonistów. Akcja nie płynie wartko, nie ma tu zwrotów, upadków ni brawury - jest ona taka jak proces malowania obrazu - spokojna, płynąca wolno. "Niedziela nad Sekwaną" to kilka tygodni wyciętych z życiorysu Renoir, które to ukazują go w momencie tworzenia jednego ze swoich bardziej znanych dzieł. I powieść ta to impresja, rzut oka na jego życie.
Kategoria: literatura współczesna zagraniczna
Wydawnictwo Bukowy Las 2011, s. 584
Biblionetka: 4/6
Lubimy czytać: 4,17/5
Moja ocena: 4/6
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bukowy Las.