środa, 10 października 2012

Mój Egipt - Jarosław Kret




Jarosława Kreta, jak i większość z nas, kojarzyłam głównie z prognozy pogody. Sympatyczny gaduła, nieco egzaltowany, ale na pewno przykuwający uwagę - oto on w całej krasie. Potem przyszedł czas na "Moje Indie" autorstwa owego i nieco zmieniło się moje postrzeganie jego osoby. O ile jednak w kwestii Indii i całej otoczki byłam kompletnym laikiem, o tyle w przypadku kolejnej książki miałam już pewne oczekiwania ...

"Moje Indie" czytałam zanim miałam okazję poznać Cejrowskiego, czy też reportażystów opisujących swoje podróże. Ustalmy na wstępie - oczytałam się i zupełnie inaczej podchodziłam do "Mojego Egiptu". Już sama okładka pchnęła mnie w kierunku niezbyt poważnego traktowania wynurzeń Pana Pogodynka (tak to się odmienia?!?). Jeśli ktoś z Was oczekuje reportażu w klasycznym ujęciu - raczej się zawiedzie, książka podróżnicza również to nie jest, a już z samym przewodnikiem na szczęście ma bardzo mało wspólnego. "Mój Egipt" to lekko napisany pamiętnik z licznych pobytów Jarosława Kreta w kraju faraonów. Na przełomie lat 80. i 90. Jarosław Kret, jako student egiptologii UW przebywał na stypendium w Kairze. To pozwoliło mu zaobserwować kraj  z zupełnie innej, niż stricte turystycznej, perspektywy. Stąd może i mocno sentymentalne ujęcie tematu.

Z Pana Pogodynki gaduła nie z tej ziemi. Przyznam szczerze - pod koniec książki doprowadzało mnie to do szału. O ile w rozmowie jest to zapewne urocze, wciągające, o tyle liczne wtrącenia, dygresje, dopowiedzenia, post scriptum i inne liczne ozdobniki w słowie pisanym najzwyczajniej drażnią. Nie sposób jednak nie zrozumieć takiego podejścia - ogrom wiedzy, jaką autor posiada i serdeczność z jaką chce się nią podzielić z czytelnikiem są doprawdy imponujące. A to musi powodować pewien chaos. Mimo mojej szerokiej wiedzy na temat islamu i krajów z tego kręgu kulturowego, jak również sztuki starożytnej - Jarosław Kret w swojej książce sprezentował mi sporo ciekawostek, z których nie do końca zdawałam sobie sprawę. Narracja nie jest prowadzona chronologicznie, książka została jednak podzielona na logiczne rozdziały, łączące w sobie z grubsza podobną tematykę. Przeczytamy więc o jedzeniu, biurokracji, Górze Synaj, czy języku arabskim. Sporo jest utyskiwań na obecny kształt turystyki egipskiej, co jest zrozumiałe dla osoby pamiętającej kraj sprzed najazdu na Hurghadę czy Sharm el-Sheihk. Momentami jednak kpienie z turystów przybiera dość wyolbrzymione formy, co niespecjalnie interesująco prezentuje się w porównaniu z całokształtem.

Jak wspominałam wcześniej - wiedzę Jarosław Kret przekazuje ogromną w formie mocno przystępnej. Mnie jednak ta książka mocno zmęczyła i właściwie sama nie wiem jak ją opisać. Z jednej strony jest mocno ciekawa - dla osób zainteresowanych Egiptem może być z powodzeniem drogowskazem do dalszych poszukiwań. Mi pozostawiła jednak pewien niedosyt. Być może ta pamiętnikarsko-gawędziarska forma nieco mnie odstraszyła. Potraktowałam jako ciekawostkę literacką i polecam raczej zachowawczo.

Kategoria: literatura podróżnicza

Wydawnictwo Świat Książki 2011, s. 328.
Biblionetka: 4,28/6
Lubimy czytać: 6,67/10
Moja ocena: 4/6

piątek, 5 października 2012

W jednej osobie - John Irving




(Westchnienie). No bo, co mogę napisać o najnowszej powieści Irvinga? Odkryłam go raptem dwa lata temu, nadrabiam zaległości, upajam się jego prozą i już nudne stają się peany na jego cześć. Oczywiście, że znowu się spodobało, poruszyło, dało po czaszce, wzruszyło. Mam podobnie jak Olga Majerska z portalu Oblicza Kultury - Irving najpierw wywołuje mój śmiech, potem powoduje refleksję, aby na końcu wbić mnie w stan, kiedy jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest się po babsku rozpłakać. 

"W jednej osobie" to najnowsza, już trzynasta powieść. Nie przeczytałam wszystkich, jednak zauważyłam pewną prawidłowość - wcześniejsze były gawędami, historiami bez większej podbudowy polityczno-moralnej, za to z dużym ładunkiem absurdalności. Zarówno w "Ostaniej nocy w Twisted River", jak i "W jednej osobie" pisarz obrał sobie temat wokół którego opowiedział historię. Tematy trudne, ważne. W przypadku najnowszej powieści jest to kwestia poszukiwania własnego seksualnego "ja" oraz związane z tym konsekwencje, czyli AIDS. 

Głównym bohaterem jest Billy Abbott, który opowiada o swoim dorastaniu i późniejszym życiu. Przyszło mu wychowywać  się, jak wielu bohaterów Irvinga, bez jednego z rodziców. Ojciec i jego zniknięcie osnute tajemnicą, tematem tabu, dochodzącym niejednokrotnie do absurdalnego poziomu. Wsparciem dla chłopca jest dziadek Harry, właściciel lokalnego tartaku (kolejny powtarzający się motyw u Irvinga), który jest aktywnym uczestnikiem lokalnej trupy dramatycznej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż najczęściej odtwarza on role żeńskie i czerpie z tego tytułu niewysłowioną przyjemność. Jest matka - skryta, zamknięta i raczej naiwna, surowa, niemal aseksualna ciotka Muriel oraz jej mąż Bob. Wszystko zmienia się kiedy pewnego dnia adorator matki - Richard - zabiera chłopca do miejskiej biblioteki. Tam poznaje on Pannę Frost - kobietę o wielkich dłoniach i małych piersiach. Spotkanie z bibliotekarką okazuje się być znamienne w skutkach. Billy nie tylko zaczyna czytać i pragnie zostać pisarzem - doznaje swoistego olśnienia dotyczącego seksualności ...

To w gruncie rzeczy jedna ze smutniejszych powieści Irvinga - jest tu bardziej depresyjnie niż w "Hotelu New Hampshire". Bill poszukuje swojej tożsamości - tajemniczy ojciec okazuje się mieć większy wpływ na jego życie, niż mogłoby wynika z jego nieobecności. Romans z Panną Frost doprowadza do znacznych zmian w życiu Billa. Rozdarty w swojej seksualności - mało wiarygodny dla gejów, będący raczej maskotką niż poważnym partnerem dla kobiet heteroseksualnych, nie potrafi odnaleźć swojego miejsca. Tragizm i komizm, jak to u Irvinga, mieszają się wzajemnie. Mniej tutaj absurdalnych zaskoczeń rodem z wcześniejszych powieści - jest zdecydowanie spokojniej, nostalgiczniej. Znamienne są słowa Billa, który mówił, iż "jesteśmy kształtowani przez to, czego pragniemy". Nie sposób nie przyznać mu racji. 

Niejednokrotnie powtarzam, że Irving to mieszanka stałych motywów, adaptowanych do coraz to nowszych historii. Nie inaczej jest w przypadku najnowszej powieści. Akcja "W jednej osobie" tradycyjnie już rozgrywa się na terenie Nowej Anglii. Co prawda niedźwiedzie występują tutaj w wyjątkowo kuriozalnej roli ("włochaci abnegaci, zbuntowani przeciwko wypieszczonym gogusiom z ogolonymi jajami i ciałami prosto z siłowni"), jednak nie brakuje stałych, takich jak inicjacja seksualna ze starszą od siebie kobietą, głównego bohatera parającego się pisaniem, zapasów (również z życiem), Wiednia, niespodziewanej śmierci w wyniku wypadku samochodowego (tym razem bez seksualnego tła), jak również wspomnianego wyżej motywu nieobecnego rodzica. To samo, a jednak inaczej. Naprawdę lubię to w prozie Irvinga.

"W jednej osobie" prowokuje pytania o granice własnej seksualności. Bohaterowi nie można odmówić braku odwagi w testowaniu własnych pragnień - próbował niemal wszystkiego. Jeśli szukacie jednak mocnych opisów a la porno - nie znajdziecie ich tutaj. Wszystko za literacką mgiełką, zasłoną niedomówień. Mamy tu jednak do czynienia z niemal każdą "opcją" seksualną - LGBT w pełnej krasie. Wynika to zapewne słów autoria, który powiedział, że empatia płynie po części z tego na ile pamiętamy swoje uczucia i przyznajemy się do dawnych pokus. Seksualna tolerancja płynie ze szczerości w kwestii własnych erotycznych fantazji. Nikt, tak jak on, nie potrafi znormalizować i niemal upowszednić największych wydziwaczeń. Dla Irvinga nie ma nienormalności, o czym zresztą pisze na ostatnich stronach powieści: "(...) czytałem pana książki i wiem, co pan w nich robi: przedstawia seksualne skrajności w zwykłym świetle. (...) Tworzy pan bohaterów, którzy według pana są "inni", a dla mnie są zwyczajnie porąbani. I oczekuje pan, że okażemy im sympatię, litość i "tak dalej". (...) Ale to, co pan spisuje, nie jest  naturalne!"

Powieść podobała mi się mniej niż inne jego autorstwa. Nie jest to rozmach "Ostatniej nocy ..." , ani siła rażenia "Hotelu New Hampshire" czy  "Modlitwy za Owena". Nadal jest to jednak bardzo wysoki poziom, wciągająca historia, zmuszająca do myślenia. Nieoswojonym z Irvingiem, sugeruję rozpocząć od starszych powieści i potem wrócić do najnowszego dzieła. Sympatycy na pewno sięgną po powieść i nie poczują się oszukani. Jednak wolę Irvinga z wcześniejszych powieści, ale i tak "wszyscy jesteśmy zaszajbowani na amen". Ja również i pewnie dlatego tak kocham to, co tworzy John Irving.

Wszystkie cytaty pochodzą z powieści.

Kategoria: współczesna literatura piękna
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2012, s. 528.
Biblionetka: 5,33/6
Moja ocena: 5-/6

wtorek, 2 października 2012

Amerykański derwisz - Ayad Akhtar




Islam, jako religia i system regulujący życie, leży w kręgu moich zainteresowań od dawna. Staram się czytać o tym jak najwięcej oraz jak najciekawiej. Stałam się jednak w swoich wyborach dość wybredna - nużą mnie historie o złym islamie - tym z zazdrosnymi mężami, zachodnimi żonami nie rozumiejącymi systemu, w którym przyszło im żyć i porwanych dzieciach. Taki islam pokazywany jest najczęściej z zachodniego punktu widzenia. Mnie interesuje jednak głos z wewnątrz - spore wrażenie swojego czasu zrobiła na mnie powieść "Minaret" L. Abouleli. Do grona ciekawych pisarzy z kręgu muzułmańskiego śmiało mogę zaliczyć autora "Amerykańskiego derwisza" - Ayada Akhtara, urodzonego w Stanach Zjednoczonych pakistańskiego Amerykanina z Milwaukee. Aż trudno uwierzyć, że tak wyważona, intymna i poruszająca powieść jest jego debiutem literackim.

"Amerykański derwisz" jest napisany jak bardzo dobry scenariusz filmowy. Hayata, glównego bohatera, poznajemy w momencie z pozoru błahym - dowiaduje się o śmierci przyjaciółki swojej matki. Chłopak jest poruszony tym wydarzeniem i wraca pamięcią do chwili, w której poznał Minę. Uciekała ona przed mężem - Pakistańczykiem pragnącym przejąć pełną kontrolę nad synem. Minie pomaga matka Hayata, przyjmując ją pod swój dach. Rodzice chłopca to bardzo dobrze zasymilizowani imigranci z Pakistanu, całkiem swobodnie odnajdujący się w zachodniej kulturze. Są umiarkowanie religijni, niepraktykujący. To właśnie Mina podaruje Hayatowi jego pierwszy Koran - chłopak będący pod wrażeniem kobiety, postanawia zostać hafizem. Poprzez nauczenie się Koranu na pamięć, chce zapewnić zbawienie i wejście do raju swoim rodzicom, którzy - jego zdaniem - swoim dotychczasowym postępowaniem zostaną niechybnie wtrąceni do piekła. Ciąg dalszych, z pozoru mało istotnych, wydarzeń weryfikuje znacznie jego spojrzenie na religię, środowisko imigranckie, a wreszcie własną rodzinę. 

Powieść jest przede wszystkim historią o trudach dorastania i bycia rodziną pomimo niesprzyjających warunków. Autor stworzył świetne portrety psychologiczne postaci - Hayat, jego rodzice, sposób w jaki rozwijają się bohaterowie, ich decyzje, przemyślenia - jestem pod szczerym wrażeniem umiejętności i siły słowa Akhtara. Autor starał ukazać się jak trudno być młodym muzułmaninem, przed którym pojawia się wiele, nie do końca zrozumiałych pokus, a o ile trudniej jest być młodym muzułmaninem w Ameryce. Państwo Shah pokazywani są przez pryzmat pojawienia się Miny - względnie laicka rodzina, osiadła w zachodnim kraju, ciesząca się z jego dobrodziejstw, przyjmuje pod swój dach uduchowioną, wrażliwą i bardzo wierzącą muzułmankę. Sposób w jaki wpływa na chłopca, który zaczyna dostrzegać w swoich rodzicach, coś czego wcześniej nie rozumiał - to naprawdę ogromny atut tej powieści. Ojciec - nieco zagubiony, rozdarty pomiędzy tradycją, w której wyrastał a pokusami Zachodu, rozemocjonowana, nieco depresyjna matka, nierozumiejąca swojego męża. Ich wzajemne relacje motywują chłopca do poznawania Koranu, uczenia się kolejnych ajatów, czyli wersetów Świętej Księgi. 

"Amerykański derwisz" to również dyskretne wprowadzenie w świat islamu. Autor subtelnie wyjaśnia niuanse religii, specyficzne określenia, wymogi wobec wierzącego. Kto ma małe pojęcie o tej religii - wiele wyniesie z powieści. Co ciekawe portretuje również wielu wyznawców Proroka - wiele tu stereotypowych muzułmanów, jednak interesująco przedstawił tych, którzy od zasad religii odeszli. Ponadto pierwszy raz spotkałam się w literaturze z problemem antysemityzmu wśród wyznawców islamu. Wszelkie kwestie różnic pomiędzy  muzułmanami zostały nakreślona dość jednoznacznie, jednak autor pozostawia czytelnikowi pole do oceny. 

Nie sposób nie zauważyć w powieści wschodniej duszy - tylko ludzie Orientu potrafią pisać, dostrzegać rzeczywistość w taki właśnie sposób. Rozemocjonowane postaci, pojmujące świat, życie, rodzinę zupełnie odmiennie od nas, tak zwanych ludzi Zachodu. Ich refleksyjność, uduchowienie, szacunek dla tradycji - nie sposób się tego pozbyć, nawet emigrując na przysłowiowy drugi koniec świata. We wstępie wspomniałam powieść "Minaret" - "Amerykański derwisz" to kolejny normalny obraz islamu. Bez dżihadu, agresywnych brodaczy, niezrozumiałych okrzyków i wyzwisk. Właśnie przepełniony refleksją, duchowością, bogobojnością mającą mało wspólnego z zacofaniem. 

Powieść debiutanta polecam z czystym sumieniem. Czyta się ja bardzo szybko, bardzo dobrze, jest napisana jak doskonały scenariusz. Nic nie dzieje się tutaj bez przyczyny, żaden wątek nie został poruszony przypadkowo. Jeśli spodobał się Wam oskarowy film "Rozstanie" Asghara Farhadiego, powieść również przypadnie Wam do gustu. To podobny sposób przeżywania emocji i budowania napięcia. Polecam bardzo gorąco, bo to dobra rzecz!

Kategoria: współczesna literatura piękna

Wydawnictwo Sonia Draga 2012, s. 368.
Biblionetka: 4,75/6
Lubimy czytać: 8,07/10
Moja ocena: 5/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Sonia Draga.

niedziela, 30 września 2012

1001 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią część 7 (lata 40. XX-go wieku)




Po bardzo długiej przerwie powracam z kolejną częścią cyklu "1001 książek, które musisz przeczytać przed śmiercią".

Cykl powstaje na bazie listy przygotowanej przez Petera Boxalla. Dominuje w nim literatura anglosaska, przez co zestawienie to było niejednokrotnie krytykowane. Im dalej "brnę" przez listę tym bardziej jestem przekonana, że mimo tego, iż czytam sporo, nadal mam ogromne braki w tym, co uznawane jest za swoistą klasykę. Co pewien czas sięgam po powieści wymienione w zestawieniu i póki co - nie zawiodłam się.

Dzisiaj w zestawieniu pojawią się utwory, które ukazały się w oryginale w latach 40. XX-go wieku.




Lata 40.















Love in a Cold Climate - Nancy Mitford (brak polskiego wydania)
The Case of Comrade Tulayev - Victor Serge (brak polskiego wydania)
The Heat of the Day - Elizabeth Bowen (brak polskiego wydania)
Królestwo z tego świata - Alejo Carpentier (MUZA 2000)
The Man with the Golden Arm - Nelson Algren (brak polskiego wydania)
All About H. Hatterr - G.V. Desani (brak polskiego wydania)
La Disubbidienza - Alberto Moravia (brak polskiego wydania)
L'Arrêt de mort - Maurice Blanchot (brak polskiego wydania)
Sedno sprawy - Graham Greene (Sonia Draga 2011)















Płacz, ukochany kraju - Alan Paton (PAX 1954)
Doktor Faustus - Tomasz Mann (MUZA 2008)
Ofiara - Saul Bellow (Czytelnik 2012)
Ćwiczenia stylistyczne - Raymond Queneau (Świat Literacki 2005)
Czy to jest człowiek - Primo Levi (Wyd. Literackie 2008)
Pod wulkanem - Malcolm Lowry (Rebis 2007)
Ścieżka pajęczych gniazd - Italo Calvino (PIW 1998)
Dżuma - Albert Camus (PIW 2010)
Back - Henry Green (brak polskiego wydania)
Tytus Groan - Mervyn Peake (Wyd. Literackie 2011)















Most na Drinie - Ivo Andrić (TMM Polska 2007)
Powrót do Brideshead - Evelyn Waugh (Prószyński i S-ka 2009)
Folwark zwierzęcy - George Orwell (MUZA 2006)
Ulica Nadbrzeżna - John Steinbeck (Czytelnik 1958)
The Pursuit of Love - Nancy Mitford (brak polskiego wydania)
Loving - Henry Green (brak polskiego wydania)
Arcanum 17 - Andre Breton (brak polskiego wydania)
Chrystus zatrzymał się w Eboli - Carlo Levi (Książka i Wiedza 1949)
Ostrze brzytwy - William Somerset Maugham (Awir 1947)
Tranzyt - Anna Seghers (Czytelnik 1975)















Fikcje - Jorge Luis Borges (Prószyński i S-ka 2003)
Stan zawieszenia - Saul Bellow (PIW 1984)
Mały książę - Antoine de Saint-Exupery (Algo 1997)
Caught - Henry Green (brak polskiego wydania)
Gra szklanych paciorków - Hermann Hesse (PIW 1999)
Żar - Sandor Marai (Czytelnik 2008)
Zstąp, Mojżeszu - William Faulkner (PIW 1968)
Obcy - Albert Camus (Zielona Sowa 2003)
Sycylijska rozmowa - Elio Vittorini (PIW 1984)
The Poor Mouth - Flann O'Brien (brak polskiego wydania)















Żywi i umarli - Patrick White (KIK 1966)
Hangover Square - Patrick Hamilton (brak polskiego wydania)
Między aktami - Virginia Woolf (Wyd. Literackie 2008)
Zaścianek - William Faulkner (Czytelnik 1981)
Żegnaj, laleczko - Raymond Chandler (Wyd. Dolnośląskie 2008)
Komu bije dzwon - Ernest Hemingway (MUZA 2001)
Syn swego kraju - Richard Wright (PIW 1980)
Moc i chwała - Graham Greene (PAX 1967)
The Tartar Steppe - Dino Buzzati (brak polskiego wydania)
Party Going - Henry Green (brak polskiego wydania)

czwartek, 27 września 2012

Randka w ciemno - Jerzy Kosiński




Z osobą Jerzego Kosińskiego spotkałam się po raz pierwszy w klasie maturalnej, gdzie jego "Malowany ptak" znajdował się na liście lektur uzupełniających. Powieści koniec końców nie przeczytałam, zapoznałam się jednak pobieżnie z jej treścią. Dobre kilka lat później miałam okazję wdać się w rozmowę z osobą, dla której Kosiński to jeden z ulubionych autorów. Na początek poleciła mi "Randkę w ciemno". Obawiam się, że moje pierwsze spotkanie z powieściami Jerzego Kosińskiego może okazać się ostatnim ...

Słowo, które najlepiej oddaje charakter powieści to chaos. Totalny chaos. Gdybym miała streścić fabułę - przygody, podboje i potknięcia Georga Levantera. Wykształcony, obyty w świecie fotograf, pochodzenia wschodnioeuropejskiego emigruje do Stanów Zjednoczonych, gdzie odkrywa wszelkie smaki życia. To w ładnych słowach. A szczerze - mnóstwo dziwnych, nieskładnych i nieprzystających do siebie wątków opisujących przygody Georga. Jego historia sprawa wrażenie sztucznej, na siłę sklejonej z kilku bardzo bujnych życiorysów - wszystkiego jest za dużo i za bardzo, jak na życie jednego człowieka. 

Podobno (poprawcie mnie jeśli się mylę) znakiem rozpoznawczym prozy Kosińskiego jest duża dawka erotyki. Doskonale wpisałam się zatem z lekturą w ogólnie panujący szał na punkcie erotyki w literaturze. W przypadku "Randki w ciemno" podbojów erotycznych jest owszem - sporo, właściwie bohater nie odpuścił niemal żadnej kobiecie, która stanęła na jego drodze.  Opcje seksualne też wszelkiej maści - sado-maso, homoseksualny epizod również miał miejsce,  był i opis gwałtu, orgietek, jak również rozdziewiczanie transwestyty. Samych "momentów" jest jednak raptem kilka, są w niezłym guście i szczerze - ratują tę powieść. Co do języka Kosińskiego, który pisał swoje powieści po angielsku, to mimo moich zarzutów czyta się powieść bardzo dobrze i sprawnie. Jak na książkę, która raczej nie przypadła mi do gustu - przeczytałam ją bardzo szybko.

Główny bohater jest wyjątkowo odpychającym typem. Arogancki, cwaniakujący pajac, przekonany o własnej nieomylności i doskonałości. Wszystko uchodzi mu na sucho - gwałty, morderstwa, przekręty. Wszelkie dziwactwa, dewiacje, nienormalności są jego udziałem. Dawno żaden z bohaterów nie działał mi tak na nerwy. Ciekawostką jest, że powieść zawiera wiele wątków autobiograficznych. Georg unika chociażby śmierci z rąk szaleńców, którzy napadają na dom jego przyjaciela. Jest to bezpośrednie odwołanie do historii z udziałem żony Romana Polańskiego - Sharon Tate, brutalnie zamordowanej w swojej posiadłości przez członków sekty dowodzonej przez Ch. Mansona. Jerzy Kosiński przyjaźnił się z Romanem Polańskim i uniknął masakry w kalifornijskiej posiadłości - razem z reżyserem wracali z Francji, jednak w wyniku zagubienia ich bagażu znacznie spóźnili się na organizowane przyjęcie. To uratowało im życie - podobnie jak Georgowi, bohaterowi "Randki w ciemno".

Sama postać autora wydaje się być wyjątkowo interesująca. Urodzony w przedwojennej Łodzi, Żyd z pochodzenia, przeżył wojnę dzięki ukrywaniu się u polskiej rodziny na Podkarpaciu. Po wojnie studiował na uniwersytecie w Łodzi, wyemigrował do USA. Obracał się wśród nowojorskiej bohemy, czego wynikiem były przyjaźnie ze wspomnianym Romanem Polańskim, W. Frykowskim czy samym Georgem Harrisonem. Pisał w języku angielskim, mimo, że nie był to jego ojczysty język, był nawet prezesem amerykańskiego PEN Clubu. W 1991 roku popełnił samobójstwo. Jego najpopularniejsze powieści to "Malowany ptak", "Wystarczy być" (powieść, którą uznawano za plagiat nieznanej na Zachodzie "Kariery Nikodema Dyzmy"). 

Powieść nie przypadła mi do gustu - wszystkiego za dużo, zbyt wiele skojarzeń z prozą Janusza L. Wiśniewskiego, zbyt antypatyczny bohater. Przerysowana postać, mało prawdopodobna. Chaos, powierzchowność -  to właściwie powieść o wszystkim. Czyli o niczym. Nie polecam.

kategoria: współczesna proza
Wydawnictwo Albatros 2010, s. 368.
Biblionetka: 4,36/6
Lubimy czytać: 6,14/10
Moja ocena: 3/6

Książkę w formie e-booka przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Woblink.
.
.
Template developed by Confluent Forms LLC