sobota, 4 stycznia 2014

Cafe Museum - Robert Makłowicz



Jako, że czytam całkiem sporo, a chęci na pisanie jakby mniej , niniejszą mikro-recenzją zaprzestanę niepotrzebnej gadaniny i postaram się skondensować maksymalnie myśli o tym, co przeczytałam.

Roberta Makłowicza nie sposób nie uwielbiać - chociażby za oddanie z jakim opowiada o potrawach i pochłania jedzonko wszelakie. W "Cafe Museum" przedstawia smaki środkowoeuropejskich i to zupełnie w swoim stylu. Dobra rzecz na zimowe wieczory - jako inspiracje do przyszłych letnich wojaży, jak również poszerzenie wiedzy na temat naszych bliższych i dalszych sąsiadów. Smakowicie i ciekawie, koniecznie w formie audiobooka i z pełną lodówką u boku.

Kategoria: eseje, reportaż
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Czarne 2010.
Moja ocena: 5/6

niedziela, 24 listopada 2013

To, co zostało - Jodi Picoult



Jodi Picoult zaraziła mnie siostra. Podsunęła jej powieść, polecając jako wyjątkowo wciągającą. Nie sposób nie zgodzić się z taką rekomendacją - autorka stosując dość powtarzalny schemat, sprawia, że mimo wszystko jestem w stanie wchłonąć jej powieść w jeden dzień. Jej najnowsza powieść jest zaprzeczeniem tego, jak pisała do tej pory, zaskakuje dojrzałością i wyważonym podejściem do tematu Holocaustu. 

Wątków w "To, co zostało" jest tak wiele, że trudno zdecydować się od czego zacząć. Osobą spinającą losy głównych bohaterów jest Sage. Próbując się uporać ze stratą rodziców, uczęszcza na spotkania grupy wsparcia. Tam poznaje staruszka, Josefa. Ten prosi ją o dość nietypową przysługę - oczekuje, że dziewczyna pomoże mu opuścić ten świat. I do tego momentu czułam bardzo klimat "starej" Picoult. Od teraz jednak wkraczają do fabuły retrospekcje, które nie tylko napędzają tempo powieści, ale fantastycznie ją wzbogacają. Sage dowiaduje się bowiem, że staruszek nie jest tym za kogo się podaje, w przeszłości był nazistą i jest odpowiedzialny za śmierć tysięcy ludzi.

Holocaust poznajemy z dwóch perspektyw - Josefa, jako wysoko postawionego urzędnika obozu koncentracyjnego oraz Minki, Żydówki, więźniarki z Auschwitz. Relacje są poruszające i wiarygodne - autorka musiała włożyć sporo pracy w przygotowanie. Powieść porusza kilka ciekawych zagadnień - czy istnieje coś takiego jak odkupienie win, a złe postępowanie może się przedawnić? Czy człowiek żyjący na przełomie XX-go i XXI-szego wieku ma prawo oceniać i rozliczać tych, którzy brali udział w II wojnie światowej? 

Jak każda powieść Picoult, również i ta prowokuje do przemyśleń, stawia niewygodne pytania przed czytelnikami. I za to bardzo cenię tę autorkę. Bardzo wyczuwalne jest, że to jej najbardziej dojrzała powieść, bo udało się nie zastosować sprawdzonego schematu z poprzednich książek i spróbować nowych rozwiązań. Tytuł ten został wydany przez Prószyński i S-ka w ramach cyklu "Kobiety to czytają", w którym mają ukazywać się książki chętnie czytane i przedyskutowywane przez kobiety. Na stronie internetowej projektu ukazało się kilkadziesiąt pytań, które mają pomóc w przeprowadzeniu dyskusji na temat powieści. Książka ciekawa, prowokująca, doskonała na coraz zimniejsze, jesienne wieczory. Polecam!

Kategoria: literatura obyczajowa
Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2013, s. 560,
Moja ocena: 4+/6

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

sobota, 2 listopada 2013

Oskarżona: Wiera Gran - Agata Tuszyńska



Stos przeczytanych książek czeka na wzmiankę i kilka słów na blogu. Totalna niemoc do pisania musi mieć wiele wspólnego z przesileniem jesienno-zimowym. Sporo czasu spędzam na dojazdach z pracy do domu, co sprzyja słuchaniu audioksiążek. "Oskarżona: Wiera Gran" znalazła się wśród nich nieprzypadkowo - wiele pochlebnych opinii spowodowało, że bardzo chciałam zapoznać się z reportażem Agaty Tuszyńskiej. Opowieści o żydowskiej słuchaczce słuchałam, czytając jednocześnie "Morfinę" Szczepana Twardocha - jakże odmiennego obrazu II wojny światowej. Obie lektury niełatwe, wybitne.

Osoba Wiery Gran znana jest przede wszystkim ze swojego wkładu w polską kulturę - jest to popularna piosenkarka, artystka filmowa i kabaretowa. Nie to jest jednak tematem reportażu Agaty Tuszyńskiej. Wiera Gran została po wojnie oskarżona o kolaborację z gestapo. Artystka dobrowolnie zgłosiła się na prokuraturę, aby oczyścić się z zarzutów, to jednak nie osłabiło ataków na jej osobę. Jej osobowość nie ułatwiała tej kwestii, miała ona bowiem wyjątkowo trudne relacje z innymi ludźmi.

Autorka skrupulatnie przedstawia materiały zebrane na temat artystki. Problem domniemanej kolaboracji poznajemy z wielu punktów widzenia, z dbałością o przekazanie relacji wielu świadków. Książka oparta jest w dużej mierze na wywiadach z Wierą Gran, opublikowanych materiałach (w tym autobiografii), archiwalnych dokumentach, jak również zeznaniach sądowych. To nie sprawia jednak, że byłam w stanie jednoznacznie ocenić osobę Wiery Gran. Wiele jest niedopowiedzeń, wątpliwości i niejednoznaczności - jak chociażby kwestia sierocińca, który miała prowadzić artystka. Zdania, co do jego istnienia, były bardzo podzielone. Podobnie jest w przypadku rzekomego romansu z Władysławem Szpilmanem.

Książka Agaty Tuszyńskiej wywołała spory skandal - Andrzej Szpilman, syn słynnego pianisty, sprzeciwił się zawartych w książce sugestiom, jakoby jego ojciec współpracował z gestapo i policją żydowską. Rodzina żądała wycofania książki z obiegu, a przynajmniej usunięcia obraźliwych ich zdaniem fragmentów, jak również przeprosin. 30 września 2013 roku Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że autorka nie musi przepraszać rodziny Szpilman. Mimo tego, że zarzucano jej przytoczenie słów, które mogły narażać na szwank pamięć o słynnym pianiście, Sąd orzekł, iż materiały do książki były zebrane starannie. W uzasadnieniu wyroku podano, że autorka wielokrotnie zachowała dystans wobec słów Wiery Gran. Tym samym uznano prawo pisarza przy pisaniu biografii do przytaczania różnych, nawet kontrowersyjnych opinii. Gdyby przyjąć argumenty rodziny Szpilman, nie byłoby możliwe napisanie biografii bez urażenia kogokolwiek, a to spowodowałoby powstanie swoistej laurki. 

Lektorką audiobooka jest doskonała Elżbieta Kijowska. Jej tembr głosu świetnie pasuje do tematyki i czasu akcji książki. Jednakże słuchanie audioksiążki w przypadku reportaży nie jest moim zdaniem najlepszym pomysłem. W takich publikacjach potrzebne jest skupienie, co nie zawsze jest osiągalne, chociażby kiedy prowadzi się samochód. 

Reportaż Agaty Tuszyńskiej jest jedną z lepszych książek, jakie miałam okazję poznać w tym roku. Uwielbiam to, że pobudziła mnie ona do licznych poszukiwań, tyle faktów chciałam doczytać, znaleźć. Jest to fascynująca historia o ludzkiej zawiści, jak również o tym jak złudne może być poznanie historii czyjegoś życia z jednego tylko punktu widzenia. Polecam zarówno tym, którzy są zainteresowani losami żydowskiego getta czy postacią Wiery Gran, lecz również intryguje ich po prostu natura ludzka. Rzetelna i inspirująca relacja.

kategoria: reportaż, biografia
Nagranie na podstawie edycji książkowej, Wydawnictwo Literackie 2010.
Moja ocena: 5/6

środa, 30 października 2013

Wanna z kolumnadą. Reportaże o polskiej przestrzeni - Filip Springer




Kooperacja i współpraca. Szczególnie przydatna, kiedy przychodzi twórcza niemoc. Na szczęście mam na podorędziu Wujka Wojtka z Na chj mi architekt, który w swojej nieskończonej dobroci i litości postanowił nakarmić fanów Bazgradła (i swoich) nową recenzją. Książka razem czytana, intensywnie obgadana, a poniżej kilka słów o owej. Wujkowi serdeczne dzięki :)

„– I pan pisze artykuł?
– No piszę. Książkę nawet.”

To cytat z najnowszej publikacji Filipa Springera, będący fragmentem zapisu rozmowy telefonicznej autora z właścicielką jednego z nielegalnie rozwieszonych banerów. Fragment przy którym zaśmiałem się pod nosem, ponieważ moim zdaniem, ambitne założenie napisania książki tym razem się nie powiodło. Czym zatem jest „Wanna z kolumnadą”? To zbiór dziewięciu, niezbyt obszernych felietonów, które łączy temat brzydoty polskiego krajobrazu. Zadałem sobie nawet trud policzenia liczby stron z tekstem – jest ich 117, na 248, nie licząc krótkiego posłowia Andrzeja Stasiuka i spisu treści. Daje to średnią 13 stron na artykuł. Reszta jest zapełniona dość przypadkowymi zdjęciami. Jestem architektem i nie potrafię nie nawiązać do słynnej myśli Miesa van der Rohe „Less is more”. Zmniejszenie ilości zdjęć, poprzez bardziej staranną ich selekcję z pewnością zwiększyłoby ich siłę oddziaływania. Tymczasem, podano nam zdjęciowy miszmasz obrazów o podobnej treści. Na niektórych z nich nie warto zatrzymać wzroku choćby na sekundę.

„Oprócz przyjemnego dla ucha plusku fontanna oferuje też prawdziwy szoł. (...) Dłonie same układają się do oklasków. Żadna z łódzkich rzek tak nie potrafi.”

Czy zatem książka ta jest słaba? Jest przede wszystkim bardzo nierówna. Większość felietonów jest dobrze napisanych, ale są też znacznie gorsze fragmenty. Bardzo doceniam zdolność Filipa Springera do docierania do właściwych osób i zadawania im odpowiednich pytań. To właśnie wywiady i relacje z rozmów są esencją „Wanny z kolumnadą”. Umiejętności dziennikarskie autora oceniam więc wysoko, tak samo jak jego wrażliwość na estetykę otoczenia i umiejętne dobranie tematów każdej z kolejnych części.
Tam jednak, gdzie zaczynają przeważać jego własne refleksje, zaczynają się przysłowiowe schody. Springer daje się ponieść emocjom i nieraz sięga po wręcz absurdalne argumenty, by dowieść swych racji.

„Psychologiczne znaczenie kolorów wyjaśnia profesor Stanisław Popek w książce Barwy i psychika. Percepcja, ekspresja, projekcja. Gdyby na jej podstawie przeprowadzić psychoanalizę polskich bloków, wyszłoby z niej, że spora część Polaków to schizofrenicy, którzy żyją w przestrzeni zaprojektowanej przez schizofreników.”

Drażniła mnie też tendencja do skakania z tematu na temat, z miasta do miasta. Ciąg szybkich skojarzeń i myśli sprawia wrażenie, jakby materiał powstał na kolanie, a przed wydaniem zabrakło  czasu na przeredagowanie i uporządkowanie treści.

„Łapali żywe ryby i transportowali na brzeg. Tam je zabijali. Wielkie jesiotry konały na bruku.”

Prawdziwą jednak katastrofą jest rozdział poświęcony ważnemu tematowi odwrócenia się polskich miast od rzek i skanalizowania strumieni. Ta część zaczyna się od niemal lirycznego opisu czterech pór roku, wiele lat temu nad warszawskim brzegiem Wisły. Styl pełen egzaltacji, jak dla mnie wręcz grafomański, sprawia, że przez ten fragment trudno było przebrnąć.

„A potem nabrzmiewało lato.”

Czy wartą sięgnąć po „Wannę z kolumnadą”? Mnie książka wciągnęła, ponieważ porusza tematy, które są mi bardzo bliskie i bolą mnie równie mocno jak autora. W większości kwestii zgadzam się z nim w stu procentach. Jednocześnie są to zagadnienia zbyt rzadko poruszane w poważnej debacie społecznej czy politycznej i często niesłusznie  marginalizowane. Springer ukazuje ciekawe punkty widzenia oraz socjologiczny i prawny kontekst polskiej brzydoty.  Mam  jednak niesmak związany z brakiem pisarskiej staranności. Słowa  i zdjęcia Springera bardziej pasują do opiniotwórczego ilustrowanego miesięcznika niż na półki księgarni. Ich siła rażenia byłaby wtedy większa, pomimo bardzo zauważalnych działań promocyjnych wokół „Wanny z kolumnadą”.

„Ostateczny koniec lata zwiastowały klucze gęsi ciągnące wzdłuż rzeki na południowy zachód. (…) Gdy ktoś podszedł do nich zbyt blisko, podrywały się z przeraźliwym wrzaskiem i chmurą zasłaniały słońce.”


Kategoria: reportaż/ zbiór felietonów
Wydawnictwo Czarne 2013, s. 248.
Ocena: 4/6

Książkę przeczytaliśmy dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.




środa, 23 października 2013

Najbardziej dysfunkcyjne rodziny w literaturze


W literaturze nie brakuje obrazu rodzin dziwnych, dramatycznych i absurdalnych. Zainspirowana Buzzfeedem przygotowałam  krótkie zestawienie najbardziej dysfunkcyjnych rodzin w literaturze.

"Anna Karenina" to apogeum dramatu rodzinnego. Dowodem niech będzie zdanie otwierające, jedno z najbardziej znanych w literaturze:
"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, a każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób."


Można go kochać lub uznać za nadętego typka, ale jedno jest pewne -  ta rodzina została opisana przez Franzena w doskonały sposób. Dzieje upadku rodziny, przedstawione z wyjątkową dbałością o wysoką jakość prozy.

Buddenbrookowie ("Buddenbrookowie" Tomasz Mann)



A skoro o upadku rodziny mowa - Buddenbrookowie to najbardziej klasyczny z przykładów. Warto pokonać niechęć do powieści trącących myszką, bo ta jest wyjątkowo dobra.


Jak to możliwe, że matka nie kocha swojego syna? Lionel Shriver przedstawia rozdzierający serce obraz ukazujący w jak i dlaczego odpowiedź na pytanie jest twierdząca.

Willemannowie ("Morfina" Szczepan Twardoch)



Matka niczym ze złego snu, ojciec kastrat i syn kłaka wart - to z jednej strony. Z drugiej niemal do bólu konserwatywna i prawicowa polska rodzina. Te obrazy niczym nie ustępują prozie zachodniej.

Mortmainowe ("Zdobywam zamek" Dodie Smith)



Szalona rodzina zamieszkująca średniowieczny zamek. Nie mają zbyt dobrego kontaktu z rzeczywistością, ale ujmują swoim urokiem.

al-Dżawwadowie ("Opowieści starego Kairu" Nadżib Mahfuz)



Ślepe posłuszeństwo ojcu, zakłamanie w iście islamskim stylu. Doskonały sposób na zapoznanie się z muzułmańską kulturą z despotycznym ojcem w tle.


rodzina Berrych ("Hotel New Hampshire"  John Irving)



Właściwie każda z Irvingowych rodzin mogłaby znaleźć się w tym zestawieniu. "Hotel New Hampshire" to najbardziej jaskrawy przykład. 

Jaką lekturę polecacie do tego zestawienia?

Wpis inspirowany w dużej mierze artykułem z BUZZFEED.

.
.
Template developed by Confluent Forms LLC